Proszę państwa. 1 marca 2013 roku skończył się (w Polsce?) Lech Wałęsa.
REKLAMA
Ciągnie Wałęsę do murów. Wiele lat temu jeden z nich przeskoczył, czym zapewnił sobie miejsce w światowej historii. Potem mury runęły, runęły. I pogrzebały stary świat.
A teraz były prezydent pragnie je znowu wznosić - według odświeżonego, chociaż po staremu: totalitarnego projektu.
Mowa oczywiście o jego słynnej już nie tylko w Polsce wypowiedzi, po której słowo "klapa" w kontekście Lecha Wałęsy nabierze chyba całkowicie nowego znaczenia.
Za wzniesionymi na nowo murami laureat pokojowego Nobla widziałby homoseksualistów. A raczej nie widziałby, bo oglądać ich najwyraźniej nie chce. Przynajmniej w parlamencie.
Byłby zatem ten wydzielony skrawek Sejmu pierwszym na świecie gettem, którego mieszkańców wybierano by w powszechnych wyborach. No chyba że Wałęsa ma inny pomysł na jego zasiedlanie...? Ale raczej nie, tytułuje się przecież demokratą. (Ja od wczoraj jestem wicehrabią.)
Zgodnie z tą logiką, sugeruję oddanie prezydentowi Wałęsie tylu przywilejów, na ile wskazuje jego liczebność. (Słownie: jeden.)
Niech usiądzie w ostatniej ławce, niech odgrodzi się murem. Może nawet niech kilkoma się odgrodzi? Co mu szkodzi?
I nikt mu już wtedy na głowę, na największe szczyty, na największe godziny nie wejdzie.
