Sylvain Tesson
Lato z Homerem
Sylvain Tesson Lato z Homerem Noir sur Blanc

Utarło się, że są takie książki, które znać należy. Problem jednak w tym, że najczęściej te książki są obowiązkowymi lekturami szkolnymi. A szkoła, jak wiadomo, potrafi skutecznie zniechęcić do takiej właśnie literatury. Jedyne co nas może zachęcić, w nieco dojrzalszym wieku, do ponownego sięgnięcia po stary, licealny koszmar, jest taki facet jak Sylvain Tesson.

REKLAMA
O tych dwóch literackich eposach słyszał chyba każdy, nawet ten, kto ich nigdy nie przeczytał. Zbyt często przenoszono je na ekran, zbyt wielu twórców wykorzystywało w swoich utworach pomysły Homera. Nawet nasz wieszcz w Panu Tadeuszu dokonał malutkiego zapożyczenia z Iliady. Dla nastoletniego Sylvaina Tessona eposy Homera były koszmarem, dla czterdziestoletniego dziennikarza i obieżyświata, lekturą niezbędną do przygotowania cyklu słuchowisk radiowych. Konieczność zamieniła się w fascynację, której owocem jest właśnie ta książka.
Sylvaina Tessona przedstawiać nie trzeba. To twardziel, który spędził zimę na Syberii i odtworzył ucieczkę armii napoleońskiej spod Moskwy . Zamiłowanie historii, fascynacja Rosją, podróżami i przygodą sprawiają, że książki Tessona czyta się po prostu jednym tchem. Wprawdzie opis leczenia ran po nieudanym związku na syberyjskim odludziu i podróży radzieckim, muzealnym wręcz, motocyklem trasą Moskwa-Paryż, nie gwarantują podobnego sukcesu w przypadku skoku w starożytność, jednak zdecydowałem się na podjęcie ryzyka.
Co sprawia, że uznajemy jakieś dzieło za ponadczasowe? Najprościej byłoby powiedzieć, że zawiera niezmienne wartości i pragnienia ludzkie, fobie i namiętności. Jeśli będziemy się trzymać tej definicji, uznamy, że Homer właśnie napisał coś ponadczasowego. A może to nie on je napisał, a jedynie zebrał i opracował krążące legendy o wojnie i przygodach najsprytniejszego z nich w drodze powrotnej do domu. Od pierwszej strony dostrzegamy starania Tessona, by przedstawić nam dzieła Homera jako takie, których akcja równie dobrze mogłaby się toczyć w XX wieku. Bogowie, którzy bawią się obserwując ludzkie zmagania, poświęcający tysiące dla własnego, niezrozumiałego kaprysu, znajdują swoje alter ego w generalicji choćby Pierwszej Wojny Światowej. Człowiek się nie liczy, liczy się ego bogów. A pragnienie sławy? Któż z nas nie chce być podziwiany, kto z nas nie myśli o zdobyciu kobiety, powszechnie uznawanej za piękną, wreszcie kto z nas nie obrazi się na ogół, po to, by w chwili zagrożenia, nie stanąć jako część większej całości. Przyznam, że dzięki Tessonowi zapragnąłem przeczytać zarówno Iliadę, jak i Odyseję. Do tego Homer potwierdził słuszność mego poglądu o tym, że nakaz przeczytania wielu z wiekopomnych dzieł, w okresie szkolnym, może tylko nam zaszkodzić. Nastolatek nie jest w stanie docenić ani ich piękna, ani głębi. Do tego może na zawsze zniechęcić się do lektury. Dlatego czytajmy Homera, Mickiewicza, Słowackiego czy Norwida w wieku dojrzalszym, kiedy już pojmiemy jak smakować wielką poezję. I obojętnym jest, czy zaczniemy czytać zimą, czy, jak proponuje Tesson, latem. Czytajmy.
Choć ja osobiście sięgnę po Homera właśnie latem.