REKLAMA
Zbliża się 60-ta rocznica protestu w Poznaniu, która przeszła do historii jako Poznański Czerwiec.
W proteście przeciwko pogarszającym się warunkom życia pracownicy największych zakładów pracy w Poznaniu 28. czerwca 1956 roku porzucili pracę i wyszli na ulice. Manifestacja ta szybko przerodziła się w protest o wyraźnie antykomunistycznym charakterze. W tradycyjnym miejscu demonstracji w centrum miasta przed Komitetem Wojewódzkim PZPR tysiące ludzi demonstrowało przeciwko istniejącemu reżimowi, a następnie atakowało instytucje, będące symbolami komunistycznego państwa.
"Na oczach uczestników demonstracji państwo to niemal przestało istnieć. (co za budujący przykład w obliczu dyktatury - przyp. mój) Kolejno zajmowane były przez tłum, i to bez większego oporu, ośrodki władzy wraz z jej najwyższym symbolem - Komitetem Wojewódzkim PZPR". (Antoni Dudek, Tomasz Marszałkowski, "Walki uliczne w PRL", Kraków, 1999 r.).
Opanowano więzienie i uwolniono więźniów, gmachy sądów, gdzie zniszczono część akt, zniszczono urządzenia zagłuszające radio Wolna Europa, atakowano komisariaty MO i wreszcie uzbrojone grupy zaatakowały instytucję będącą kwintesencją terroru i całego systemu PRL-u Urząd Bezpieczeństwa. Rozpoczęły się regularne walki w mieście, siły milicji i UB okazały się absolutnie za słabe i do miasta wjechały czołgi 10 Sudeckiej Dywizji Pancernej oraz inne jednostki LWP, co doprowadziło do zakończenia walk w godzinach wieczornych.
Zginęły 74 osoby, rany odniosło 575 osób, zatrzymano 803 osoby, zniszczono 30 czołgów oraz 8 samochodów wojskowych. (A. Dudek, T. Marszałkowski, ibidem). Rozpoczynał się czas odwetu i pacyfikacji, szczególnie brutalnie bito zatrzymanych w punkcie filtracyjnym na lotnisku Ławica, w więzieniu w Rawiczu i oczywiście w budynku UB na ul. Kochanowskiego. W pięknym i zakazanym przez cenzurę wierszu Kazimiera Iłłakowiczówna napisała:
"A ja na tym moście jak kiep
do essayu oczy przesłaniam.
Krew nie płynie już, już tylko skrzep...
Rozstrzelano moje serce w Poznaniu".
do essayu oczy przesłaniam.
Krew nie płynie już, już tylko skrzep...
Rozstrzelano moje serce w Poznaniu".
Do upamiętnienia tego bohaterskiego zrywu włączył się w swoim stylu minister Macierewicz i uzależnił udział wojska w rocznicowej uroczystości od zgody organizatorów na wyczytanie nazwisk kilku wybranych osób, które zginęły z katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem w 2010 roku.
Szantaż Macierewicza jest czymś niesłychanym, jest politykierstwem i próbą narzucenia pisowskiej propagandy kosztem zdrowego rozsądku i szacunku dla ofiar. Nie istnieje żaden związek pomiędzy Poznańskim Czerwcem a katastrofą lotniczą pod Smoleńskiem. Mamy po raz kolejny do czynienia z próbą wykorzystywania nieszczęścia, śmierci, tragedii do gry politycznej, walki o władzę, politycznej propagandy. Macierewicz wsławiony głoszeniem absurdalnej teorii o "zamachu" usiłuje przebierać się w patriotyczny kostium i uprawia grę polityczną, wykazując brak szacunku dla ludzkiej tragedii.
Apeluję i proszę prezydenta Poznania i wszystkich związanych z obchodami tej rocznicy o nieuleganie pisowskiemu szantażowi o nie ustępowanie wobec bezczelnego żądania szantażysty. W imię historycznej prawdy i godności ofiar zarówno tamtych z 1956 roku jak i tych z 2010 nie można godzić się na ich wykorzystywanie w bieżącej grze politycznej i walce o władzę.
