
Reżim w Pjongjangu stara się stopniować napięcie niczym w dobrym thrillerze i w kilka dni po tym, jak nie wpuścił do specjalnej strefy przemysłowej pracowników z Korei Południowej, teraz zabronił tam wstępu swoim obywatelom. To oznacza de facto zatrzymanie jej prac i przybliża potencjalny konflikt. Przygotowują się na niego władze w Seulu i Waszyngtonie, które według byłej ekspertki CIA muszą być przygotowane na sprytny atak z Północy.
REKLAMA
Zeszłotygodniowe zapowiedzi północnokoreańskiego reżimu stały się faktem i obywatele tego kraju nie pojawili się w swoich firmach w specjalnej strefie przemysłowej w Kaesong. Sytuację pogarszają zapowiedzi wysokich funkcjonariuszy reżimu, które dopuszczają całkowite zamknięcie strefy. Prezydent Korei Południowej Park Geun Hie zagroziła, że takie posunięcie całkowicie zrujnuje reputację Północy, jako miejsca na inwestycje.
Jednak urzędująca od kilku miesięcy przywódczyni Południa ma na głowie znacznie większe zmartwienie niż strefa przemysłowa. Według byłej ekspertki CIA Sue Mi Terry reżim w Pjongjangu zaatakuje swojego sąsiada, jednak będzie to na tyle nieszablonowy atak, że trudno będzie ocenić jak na niego odpowiedzieć. Dlatego Korea Południowa i Stany Zjednoczone pracują nad tym, jak zareagować na możliwy atak.
Czytaj też: 10 rzeczy o Korei Płn., których nie wiedziałeś, a powinieneś nawet jeśli nie wybuchnie wojna
Według doniesień z Pentagonu ma to być odpowiedź analogiczna od siły ataku. Jak podaje "The New York Times" ma to być atak na źródło prowokacji, który będzie odpowiadał jej sile. Na razie wyklucza się atak wyprzedzający, chyba, że pojawiłoby się zagrożenie atakiem atomowym. Do potencjalnego konfliktu przygotowuje się też Japonia, która zaczęła rozmieszczać baterie pocisków antyrakietowych Patriot.
Kamil Sikora za tvn24.pl
