W sprawie sytuacji w kopalniach niemal wszyscy mają swoją rację i niemal wszyscy są winni. Problem w tym, że w skutek cwaniactwa kilku panów, skutki owych win ponoszą – w sensie zagrożenia swych miejsc pracy – górnicy, a w sensie politycznym – premier Ewa Kopacz.
REKLAMA
Rządowy plan w sprawie górnictwa może się oczywiście wielu osobom nie podobać. Ja uważam go za sensowny, a jeśli już mu coś zarzucam, to to, że jest raczej na granicy gospodarczego racjonalizmu. Zdecydowanie poza tą granicą były obietnice składane przez Donalda Tuska.
Oczywiście nie można na sto procent powiedzieć, że Tusk wiedział, iż obiecując, że kopalnie nie będą zamykane, mówił nieprawdę. Mamy jednak w jego przypadku tylko dwa warianty. Albo wiedział, a więc cynicznie kłamał, albo nie wiedział, a więc wykazał się niekompetencją.
Parę dni temu Tusk stwierdził, że każdy premier ma swój krzyż, a w przypadku Ewy Kopacz tym krzyżem jest górnictwo. Trzeba przyznać, że w skali bezczelności były premier poszybował naprawdę wysoko. Ten krzyż zafundował bowiem swojej następczyni sam Tusk. Byłoby też lepiej, gdyby nasz brukselczyk posługiwał się tonem ciut mniej protekcjonalnym, bo jednak mówi de facto o premierze RP, a nie o swym osobistym Grasiu.
Bezczelnością dorównuje Tuskowi pan Kaczyński i dwie Dudy, na których Kaczyński gra. Prezes PiS wykazał na Śląsku absolutny populizm i totalną obłudę. Powiedział w istocie górnikom, że żadne kopalnie nie będą zamykane, a jak będą to on je otworzy. Nie dodał, że nie przekonał jeszcze biednych robotników ze swego Podkarpacia, by zrobili zrzutkę na 14-tki dla górników. Nikt, drodzy milusińscy, nie da wam tyle, ile Kaczyński wam obieca.
EuroDuda uznał, że zaistnieje przy okazji kopalnianego kryzysu, bo ponad dwa miesiące po ogłoszeniu, że jest kandydatem na prezydenta, jego kampania wygląda tak, iż zaraz dogoni go kandydatka Ogórek. Staje więc przed kopalniami i sadzi androny, jakby nie rozumiał jakie mogą być na przykład konsekwencje udzielenia kopalniom pomocy publicznej z UE. A może nie wie, co w wypadku tego zwolennika teorii o zamachu w Smoleńsku specjalnie by nie dziwiło.
Duda związkowy akurat swą bezczelnością nie zaskakuje. Obiecał przecież w zeszłym roku, że będą w roku wyborczym jatki na ulicach. Związkowe ramie PIS musi dotrzymać słowa. Ale grożenie posłom, którzy nie chcą głosować tak jak chce Duda samosądem, bo tylko tak można bez obrażania inteligencji ludzi interpretować jego groźby, to nawet jak na Dudę związkowego, rekord. Może po prostu pan Duda nawiązuje do tego co robił w grudniu 1981 roku. Wtedy władza, po której stronie stał, też znała adresy.
Jeszcze jedna intrygująca postać. Wicepremier i minister gospodarki, pan Piechociński mówi, że obietnice Tuska w sprawie górnictwa były nierealne. Teraz się tego dowiedział? Czy może już wtedy gdy były składane? Dlaczego nie powiedział? A jeśli nie wiedział wtedy, to dlaczego? Jakoś mało wicepremiera Piechocińskiego w sprawie kopalń. Cóż, PSL jest od sukcesów, a nie od problemów.
Zostaje więc na placu boju sama premier Kopacz. Sądzę, że całkiem szybko mogłaby się porozumieć, ale nie z opozycją, nie ze związkowcami i nie z cynikami z własnego politycznego obozu oraz koalicji, lecz z górnikami. Niestety "przyjaciele" z własnej i wrogiej drużyny staną na głowie, by to się jej nie udało.
