Od kilku lat trwa debata czy przedsmoleński, a szczególnie posmoleński rów między Polakami można zasypać, czy podziały można przezwyciężyć. Otóż można. Jest na to jednak tylko jeden, jedyny sposób. Wszyscy, którzy dotąd mówili, że zamachu w Smoleńsku nie było albo mówili, że nie wiedzą co się zdarzyło i dlaczego, muszą jasno i gremialnie powiedzieć - BYŁ ZAMACH!
REKLAMA
Żadna inna wersja nie jest do zaakceptowania przez pana Jarosława, pana Antoniego i ich partię oraz zwolenników. Tu nie ma miejsca na półcienie. Partia ta postawiła na teorię zamachową, głosi teorię zamachową i głosić jej nie przestanie. Wszystkich, czyli większość, którzy uznają teorię zamachową za absurd, funkcjonariusze i agitatorzy tej partii uznają za zdrajców albo półgłówków, co zresztą mówią otwarcie. Nie będzie więc żadnej zgody ani dziś, ani za rok, ani za pięć, ani za dziesięć. Chcemy zgody musimy przyznać, że błądziliśmy i opowiedzieć się za zamachem.
Oczywiście zgoda na teorię zamachową musi mieć konsekwencje. Komorowski i Tusk jako zdrajcy, a może i zamachowcy, muszą złożyć urzędy. Wybory wyborami, ale skoro naród się pomylił pomyłkę trzeba naprawić. Nie mogą przecież rządzić nami zdrajcy, a może i zamachowcy. Urząd prezydenta musi objąć Jarosłąw Kaczyński, którego pozbawiono prezydentury przez wprowadzenie narodu w błąd. Jeśli Jarosław Kaczyński chce objąć urząd premiera, co mu się należy, bo to jego święte prawo i wybory są tu zbędne, bo znowu ktoś może wprowadzić w błąd, to zostaje premierem, a prezydentura idzie do kasacji.
Oczywiście lista winnych nie ogranicza się do Komorowskiego i Tuska. Publicznie muszą przeprosić za głoszenie niesłusznej teorii o katastrofie wszyscy, którzy ją głosili. W tym dziennikarze. Każdy, kto mówił, że to była katastrofa musi to w swoich mediach odszczekać. Oczywiście wszystkie te osoby muszą wycofać się z życia publicznego, podobnie jak dziennikarze muszą się wycofać z pracy dziennikarskiej. Jeśli wprowadzili naród w błąd, to znaczy, że utracili wiarygodność i prawo wykonywania zawodu. Prawo wykonywania zawodu mogą mieć wyłącznie dziennikarze patriotyczni, którzy poparli teorię zamachową, która nie jest już teorią, ale jedyną wersją zdarzeń.
Oczywiście skoro jest wina, musi być i kara. Specjalny trybunał, żadne tam sądy, bo wiadomo w czyich rękach są sądy, musi ukarać winnych. Pan Jarosław zapowiedział już przecież, że do takiej zbrodni musi być sąd specjalny. To będą krótkie procesy, bo mówimy o winie dowiedzionej, pozostaje jedynie kwestia wymiaru kary.
Skasowana musi być cała prokuratura, w tym wojskowa, bo nie stanęła na wysokości zadania nie przyjmując ustaleń zespołu Macierewicza. Na wyroki powinni być skazani członkowie komisji Millera z samym Millerem na czele. To on i jego ludzie manipulowali faktami. Muszą ponieść karę.
Specjalny trybunał musi się zająć w pierwszej kolejności najczarniejszymi postaciami życia publicznego, renegatami w rodzaju Sikorskiego czy Niesiołowskiego, którzy nie tylko odrzucali tezę o zamachu, ale kpili z Macierewicza i zwolenników jego teorii.
Należy pomyśleć o pozbawieniu praw wyborczych wszystkich, którzy w 2010 roku nie poparli Jarosława Kaczyńskiego, a w 2011 PIS-u. Skoro tak łatwo dają sobą manipulować, to nie można powierzać im prawa dokonywania wyborów. Wieszcz Rymkiewicz dobrze o nich powiedział, że to jacyś nie - Polacy, mówili to też profesorowie Legutko i Nowak, padały nawet hasła typu pseudo - Polacy. PseudoPolacy nie mogą decydować o Polsce, to chyba jasne.
To nie są kpiny. To są tylko logiczne konsekwencje przyjęcia teorii zamachowej. To są także logiczne następstwa wprowadzenia w życie postulatów głośno zgłaszanych przez pana Kaczyńskiego i innych. Poza wszystkim, jeśli zależy nam naprawdę na Polsce, jeśli naprawdę chcemy narodowej zgody, to nie możemy odrzucić jedynej drogi, która do zgody prowadzi.
Tak, to nie kpiny. Kaczyńskiego i Macierewicza naprawdę nie zaspokoi nic poza bezwarunkową kapitulacją wroga. Żadnych kompromisów. Musi być jak w Piśmie - "tak, tak - nie nie".
10 kwietnia 2010 roku był wielką tragedią. Wstrząs przeżyliśmy wszyscy. Jak wtedy widzieliśmy przyszłość? Ostatnio kolega pokazał mi sms-a, którego wysłałem mu kilka godzin po katastrofie. Napisałem wtedy, że "za chwilę Jarosław Kaczyński będzie kandydował na prezydenta, za kilka tygodni(okazało się, że za kilka dni), dojdzie do gigantycznych sporów o Smoleńsk, wkrótce pojawi się teoria o zamachu, a atmosfera w Polsce stanie się bardziej nieznośna niż można to sobie wyobrazić".
Ale potem widziałem skupienie i prawdziwy smutek tłumów, widziałem zjednoczenie Polaków, w telewizyjnym studiu patrzyłem na szczerych polityków różnych opcji, powtarzających, że musimy ze sobą inaczej rozmawiać, musimy mieć dla siebie szacunek. Co zrobię, choć widziałem, że mówią to szczerze, ani na moment nie wątpiłem, że stanie się dokładnie odwrotnie.
11 września 2001 roku zjednoczył Amerykanów. Od lat wspólnie czczą oni pamięć ofiar. Czy prezydentem jest republikanin czy demokrata wszyscy zachowują się tak samo. Demokraci nie krzyczeli, że do zamachu doszło przez republikańską administrację i jej niekompetencję. Nikomu nie przyszło nawet do głowy, że Bush kolaborował z binLadenem. Dziwne, prawda?
U nas oczywiście tak być nie mogło. Człowiek, który kocha dzielić Polaków dostał okazję, by podzielić ich definitywnie. Człowiek nienawidzący swych politycznych oponentów dostał okazję, by uczynić z nich zdrajców. zamachowców, twórców "zbrodniczego planu".
Smoleńsk stał się narzędziem do dzielenia Polaków, szczucia ich na siebie, stał się też trampoliną do delegitymizacji rządzących i do dalszej brutalnej walki o władzę. W państwie, w mediach, wszędzie. To się nie zmieni przez lata, bo te brednie o zamachu po prostu się PIS-owi przydają. Cena, a co tam...
Smoleńsk stał się narzędziem do dzielenia Polaków, szczucia ich na siebie, stał się też trampoliną do delegitymizacji rządzących i do dalszej brutalnej walki o władzę. W państwie, w mediach, wszędzie. To się nie zmieni przez lata, bo te brednie o zamachu po prostu się PIS-owi przydają. Cena, a co tam...
Nie podoba nam się ta podzielona Polska, ten jazgot, te obchody rocznicowe nie na cmentarzu, ale pod pałacem? Jako się rzekło, jak chcemy żeby to się skończyło musimy opowiedzieć się za zamachem, pozbawić władzy tych, którzy ją sprawują i oddać ją tym, którym się ona należy. Innej drogi nie ma i nie będzie. Jasne?
