Antoni Macierewicz protestuje. Ktoś ujawnił, że jego "eksperci", to modelarze i sklejacze samolotów oraz kompletni amatorzy. Toż to miała być tajemnica!

REKLAMA
Po pierwsze naprawdę nie można się wzruszyć, gdy pan Antoni występuje jako obrońca tajemnicy państwowej. Czy to nie jest przypadkiem ten sam człowiek, który obcym wywiadom de facto na tacy podał wszystkie informacje o siatce naszych agentów WSI (także tych, którzy akurat służyli w Afganistanie i zapewniali ochronę kontrwywiadowczą naszym żołnierzom)?
Macierewicz mówi, że materiały z prokuratury posłużyły do ataku na organ parlamentarny, czyli jego zespół. Czy to ten organ (żadnych skojarzeń z posłem Hofmanem), który był organem PIS-u to spraw udowodnienia, że w Smoleńsku był zamach i wmówienia tej oczywistej bzdury milionom Polaków?
Szczerze mówiąc liczyłem na to, że Macierewicz stwierdzi, iż fakty podane przez "Gazetę Wyborczą" nie faktami są, lecz kłamstwami. Dlaczego liczyłem? Bo znaczyłoby to, że nie byliśmy wszyscy przez lata metodycznie wprowadzani w błąd. Macierewicz twierdzi jednak, że gazeta ujawniła tajemnicę, a nie, że to co ujawniła jest kłamstwem.
Czyli gazeta, według Macierewicza, ujawniła prawdę, ale nie powinna tego robić, bo gdyby tego nie zrobiła, Macierewicz i inni jeszcze przez jakiś czas mogliby miliony Polaków nabijać w butelkę. A tu z butelki mleko się wylało. I jest klops.
Niestety, przy okazji, okazało się, że - cóż poradzić - skompromitował się prezes PAN, profesor Kleiber. Jeszcze kilka dni temu forsował on pomysł debaty między ekspertami z komisji doktora Laska a "ekspertami" Macierewicza. Nie bardzo wiem dlaczego profesor do udziału w tej debacie nie zaprosił także mnie albo któregokolwiek z czytelników naTemat.
W końcu chyba każdy z nas lecąc samolotem wiele razy obserwował skrzydła, a ja na przykład - podobnie jak jeden z "ekspertów" Macierewicza - sklejałem modele samolotów. Nie widziałem wprawdzie nigdy wybuchu w szopie - jak inny z "ekspertów"- ale na podwórku wsadzaliśmy kiedyś do puszek karbid, pluliśmy na niego, zatykaliśmy wieko puszki i czekaliśmy na wybuch, co czyni mnie przecież solidnym ekspertem od wybuchów. Poza tym nie raz i nie dwa wspinałem się na brzozę, co czyni mnie ekspertem od wytrzymałości brzozy.
Ja bardzo przepraszam za ten figlarny ton. On nie wynika z lekceważenia całej tej upiornej i komiczno-dramatycznej sytuacji. To raczej efekt stuporu - jeden maniak przy pomocy "ekspertów" przez lata manipulował milionami Polaków i opowiadał nam kompletne brednie. Po drodze cynicznie manipulowano uczuciami rodzin ofiar katastrofy. Po drodze pogłębiono jeszcze podział narodu, jakby i tak nie był on szalenie głęboki. Trzy lata dezinformacji na olbrzymią skalę.
Ale teraz pytania.
1. Czy nie nadszedł czas, by prezes Kaczyński przeprosił za Macierewicza, jego "ekspertów" i jego zespół?
2. Czy nie czas, by prezes Kaczyński i inni politycy PiS przeprosili Polaków za wprowadzanie nas w błąd?
3. Czy nie czas na przeproszenie prezydenta, premiera i ministra spraw zagranicznych, których wielokrotnie oskarżano o zdradę stanu i współpracę z obcym mocarstwem?
Oczywiście, prezes i PIS na te pytania nie odpowiedzą, a jak by odpowiedzieli, to odpowiedź brzmiałaby "3 razy NIE". Ale my na te pytania odpowiedzieć powinniśmy.
Spora część Polski padła ofiarą zespołu Macierewicza, autentycznie groźnej jednostki chorobowej. Niestety, objawy tego zespołu pojawią się jeszcze wielokrotnie. To immanentna cecha tego zespołu. Te objawy nie znikają. One się zawsze wyłącznie pogłębiają.