Przecież to genialne! Dlaczego nikt dotąd tego nie zrobił? Najbardziej doniosłe w dziejach odkrycia bywają przez resztę świata mało zauważone. Zlekceważone. Wiem o tym i dlatego chcę wszystkim zwrócić uwagę na coś co zdarzyło się nie w żadnej szopce na odludziu, ale na ulicy Foksal w samym centrum Warszawy. Na debatę o "Śmierci dziennikarstwa" podczas której Jarosław Gugała z Polsatu powiedział, co jego zdaniem uratuje mój zawód.

REKLAMA
Na początek muszę przeprosić, że posługuję się cytatami zaczerpniętymi nie wprost, ale z drugiej ręki. Uczestnicy dyskusji "Podzielony świat mediów. Śmierć dziennikarstwa?" być może pomni faktu, że dziennikarstwo jest zabijane przez internet, nie udostępnili w internecie nagrania ani stenogramu z debaty. Na YouTube jest zarejestrowana przez kogoś pierwsza część, ale jest niepubliczna, więc potrzebujecie linku. Nie wiadomo czy będzie i kiedy będzie druga. Bo organizator dyskusji czyli Towarzystwo Dziennikarskie nie aktualizował swojej strony od połowy lipca. Być może zgodnie z zasadą: Jeśli nie będę dostrzegał tego internetu, to nic mnie złego nie spotka. Nawet w Piano nie da się tego kupić.
Na szczęście na miejscu był Sebastian Kucharski z Gazety Wyborczej (był też Azrael, czekam na jego obszerniejszy opis). Dyskusję z udziałem między innymi Igora Janke, Adama Michnika, Jarosława Gugały i Jacka Żakowskiego opisał. I dzięki temu wiem, jaką radę na kłopoty dziennikarstwa znalazł Jarosław Gugała z Polsatu.
Podobnie jak Igor Janke uważam, że telewizja jest kolejną prasą. Nie uważam, że internet telewizję zabije. Zmieni jednak zasadniczo sposób konsumpcji informacji w telewizji. Tak jak coraz mniej Polaków widzi rano powód by kupować gazetę, tak coraz mniej będzie widziało powód by o 18.50, 19.00 albo 19.30 włączyć wiadomości telewizyjne. Będą chcieli obejrzeć je na swoich warunkach, w dowolnej porze. Albo nie oglądać ich wcale, bo informacje i filmy widzieli już w internecie. Nadawcy albo będą w wieczornych dziennikach dostarczali coś wybitnie niepowtarzalnego, albo zaczną robić wieczorne dzienniki wyłącznie dla wymogów koncesji, czyli tanio.
Ogólnie więc nastroje w telewizji są, jak wszędzie na rynku mediów, takie sobie. Jarosław Gugała znalazł na to jednak sposób. Żałuję że przeszedł on dziś przez media tak mało zauważony. A jest to przecież nadzieja dla mediów. Zacytujmy więc, jak opisała to Gazeta Wyborcza:

Jarosław Gugała przekonywał jednak, że prawdziwe dziennikarstwo, polegające na informowaniu, nie umrze. Opowiedział, że przeprowadził w swoim programie ("Gość Wydarzeń" Polsatu News) eksperyment: przez miesiąc nie zapraszał polityków, tylko samych ekspertów. - I oglądalność skoczyła trzykrotnie - przekonywał. Później jednak politycy zaczęli narzekać na brak pojawiania się na wizji i z eksperymentu musiał zrezygnować. CZYTAJ WIĘCEJ


Jarku - dzięki! - powinni w tym momencie powiedzieć wszyscy prowadzący programy publicystyczne. Tomasz Lis, Monika Olejnik, Konrad Piasecki, Piotr Kraśko i wielu innych. To przecież takie proste. Nie zapraszam polityków i mam trzykrotnie wyższą oglądalność. A nie czarujmy się. Z oglądalności wszyscy są rozliczani.
Rada Jarosława Gugały jest genialna w swojej prostocie. Aż trudno mi uwierzyć, że dotąd nikt jej nie zastosował. Ponieważ program Jarosława Gugały nie jest niestety dostępny w internecie, to nie jestem w stanie sprawdzić, czy faktycznie przez miesiąc byli w nim sami eksperci. Jestem natomiast w stanie sprawdzić program "Poranne Graffiti" w Polsat News. Dzięki platformie Ipla wiem, że ekspert jest w tym programie towarem luksusowym, bo dzień w dzień antenę wypełniają politycy. Zastanawiam się dlaczego koleżanki i koledzy z "Porannego Graffiti" nie chcą mieć "trzykrotnie wyższej oglądalności". Z przyjemnością oglądam czasem Dorotę Gawryluk w "Gościu Wydarzeń" i widzę, że u niej też dzień w dzień politycy. Dorota - czy działasz na szkodę Polsatu nie zapraszając ekspertów?
Nie wiem, jak jest z tym "trzykrotnym wzrostem oglądalności" bo dane o oglądalności są wewnętrzną informacją stacji telewizyjnej. Wiem, że program Jarosława Gugały jest programem nowym, ma dopiero kilka miesięcy. Wiem, że w telewizji dla oglądalności ma gigantyczne znaczenie co jest "pod tobą", co jest przed tobą, jak długi jest blok reklamowy. Wiele różnych rzeczy poza prowadzącym, reporterami i oczywiście ekspertami. Chciałbym zobaczyć dane.
Gdyby eksperci robili w Polsce dobrze oglądany program telewizyjny, to nie oszukujmy się. Mielibyśmy programy wypełnione ekspertami, analitykami, specjalistami. Mielibyśmy CNBC na dużej antenie. Niestety z jakiegoś powodu CNBC czy TV Biznes mają w porównaniu z TVN24, TVP Info, Polsatem, TVN, czy TVP śladową oglądalność. Eksperci się w Polsce niestety "nie oglądają". Oglądają się ostre kłótnie polityków. Im ostrzejsze tym lepsze. Bo oglądają się emocje. A pokażcie mi eksperta, który emocji dostarcza. Bo oglądają się znane twarze. A który ekspert ma taką?
Dziennikarze zrobili z programów publicystycznych w radiu i w telewizji cyrk z gladiatorami. Przywiązali widzów do takiej rozrywki. Nie wierzę, że dziś w miesiąc, dwa albo trzy można sprawić, by widzowie oglądali publicystykę, żeby się czegoś dowiedzieć, a nie żeby się nieco rozerwać. Zastrzegam, że nie mam na myśli wyspecjalizowanych anten (TVN CNBC), czy wyspecjalizowanych i unikalnych programów typu "To był dzień na świecie" w Polsat News. Zobaczcie jednak sami. Świetny i prowadzony przez bardzo kompetentnych prowadzących program ma na Facebooku ledwie 832 fanów.
Dziennikarstwa nie uratuje więc proste zapraszanie ekspertów. Tym bardziej, że Jarosław Gugała przyznał, że musiał z tego zrezygnować. Nie, nie ze względu na to że rekordowa oglądalność przeciążała nadajniki Polsatu. Ale dlatego, że: politycy zaczęli narzekać na brak pojawiania się na wizji. Naprawdę nie wiem, jak należałoby te słowa skomentować. Jestem nieco zaskoczony, że to politycy, a nie prowadzący, albo producent decydują, kto w programie wystąpi.