Przez trzy lata pracowałem z Tomaszem Lisem w "Wydarzeniach" Polsatu. Niewiele było kolegiów, na którym nie padało sakramentalne i budzące strach reporterów pytanie: O czym mówią ludzie? Reporterzy zazwyczaj zgadywali, że ludzie mówią o pogodzie, co absolutnie nie satysfakcjonowało prowadzącego kolegium Tomka. Skąd jednak w 2004, 2005, 2006 roku wiedzieć "o czym mówią ludzie". Facebook niby istniał, ale jakby go nie było.

REKLAMA
Dziś na kolegium w naTemat, gdy zastanawiamy się, o czym mówią ludzie, sięgamy zazwyczaj do Facebooka. Ja dziś na przykład dowiedziałem się, że jeden z moich znajomych mówi o jednym z moich ulubionych miast Londynie i problemie, jaki metropolia ma z przybyszami z Zatoki Perskiej. Grupa znajomych rozprawiała o prześmiesznym i przeprawdziwym wpisie Kominka o komentarzach w sieci. Artur Kurasiński wygrzebał sprzed kilku dni ciekawy tekst wyborczej.biz o niepowodzeniu grającego na gospodarczą katastrofę funduszu Krzysztofa Rybińskiego. No i wreszcie Krzysztof Stanowski na Weszło przyznaje, że przez media "jest idiotą".
Piszę o tym, bo z przeczytałem dziś w naTemat dwa teksty o osobach, które z Facebookiem się żegnają.
Po pierwsze z pewnym opóźnieniem zobaczyłem artykuł znanego dziennikarza technologicznego. Ryan Block żegnając się z Facebookiem, kończy tekst stwierdzeniem, że dziś nie warto już pytać: Dlaczego zamknąć konto. Dziś, jego zdaniem, trzeba postawić pytanie: Dlaczego zostać?
Wciąż widzę liczne powody by zostać. Dla Blocka ważne są kwestie prywatności. Ja nigdy nie miałem co do nich złudzeń i nigdy żadnych prywatnych informacji w mediach społecznościowych nie zostawiałem. Nie wierzyłem i nie wierzę w ograniczenia dostępu, zamknięte tablice, ustawienia prywatności i tak dalej. Każdą informację wrzuconą do sieci traktuję jako publiczną i liczę się, że zobaczą ją wszyscy. Facebook umożliwia mi też rozmowę z wieloma ludźmi, z którymi nie miałbym czasu porozmawiać w kawiarni. Nie mam więc nadziei (można napisać "złudzeń") blogera naTemat Jarosława Makowskiego, który w tym tygodniu napisał, że Facebooka zamyka. Bo chce odkryć prawdziwy smak międzyludzkich kontaktów.

Jarosław Makowski o Facebooku

Dlatego dziś wolny naprawdę nie jest ten, kto „żyje, bo klika”, ale ten, kto umierając, starzejąc się, przyglądając się w lustrze, jak przybywa mu zmarszczek i siwych włosów, wciąż jest żywy, gdyż niesie swoje życie w zębach. Czyż to nie cudowne – móc spocząć na Facebookowym cmentarzu (o ile takowy istnieje?), by zaraz potem „zmartwychwstać”? I znów cieszyć się prawdziwym życiem. CZYTAJ WIĘCEJ


Jednocześnie wpis Makowskiego, Blocka i wielu innych wyraźnie pokazuje, że rośnie jakieś rozczarowanie, jakieś wkurzenie Facebookiem. We mnie i mam wrażenie, że w nas wszystkich naTemat też.
Z paru powodów.
I. Jednym z dużych powodów jest wejście Facebooka na giełdę. Facebook musi zarabiać. Najpierw sięgnął po pieniądze z firmowych fan page wprowadzając sponsorowane posty. Dużo i dobrze na ten temat już napisano, nie ma sensu powtarzać.
II. Facebook musi rosnąć. Z pewnym zaskoczeniem użytkownicy, także naTemat, zobaczyli więc że teraz bez zalogowania do Facebooka mogą zobaczyć tylko część komentarzy. Żeby zobaczyć wszystkie muszą się zalogować, albo założyć konto. Nie muszę chyba pisać, że Facebook nie poinformował wydawców, takich jak my o tej zmianie. Dostajemy sporo listów od użytkowników naTemat. Możemy tylko odpisać, że jesteśmy zmartwieni zachowaniem monopolisty i bierzemy pod uwagę różne opcje.
III. Dostałem dziś list od pana Marcina - użytkownika naTemat. Pan Marcin napisał o naszych komentarzach: Kiedyś było tak, że informacje pokazywały się tylko wtedy jak ktoś udzielił odpowiedzi na mój post lub dopisał odpowiedź pod postem na który ja też odpowiedziałem. Teraz to już za każdym razem jak ktoś dopisze post pod artykułem pokazuje się informacja o nowym poście na FB. Jest to bardzo irytujące. Utrudnia to prowadzenie rozmowy w temacie własnego postu.
Także tej zmiany Facebook oczywiście z nami nie konsultował. Rozumiem, że jesteśmy niczym dla globalnego gracza. Z drugiej strony 1,2 miliona wkurzonych użytkowników tu, milion tam i jest całkiem spora grupa Facebookiem zawiedzionych.
IV. Arogancja. Blogerka Ola Radomska napisała właśnie na swojej stronie, że Facebook niespodziewanie skasował cały jej fanpage. Po kilku dniach go przywrócił, ale bez fanów. Pustą stronę. Ola musi wszystkich fanów zdobywać od nowa. Zachęcam - polubcie Olę. Radomska pisze o swojej bezradności w starciu z monopolistą. Ja piszę o swoim lęku. Jeżeli jakaś część ruchu mojego biznesu pochodzi od monopolisty, to w swojej strategii muszę na poważnie brać sytuację, że monopolista postanowi ten ruch ograniczyć, opodatkować, albo tak jak w przypadku Radomskiej skasować. To budzi niepokój i brak zaufania.
V. Mój znajomy rozpoczął właśnie akcję wyśmiewania Instagramu. Ponieważ ludzie wrzucają na Instagram bardzo często pięknie filtrowane zdjęcia wymyślnego jedzenia, to on wrzuca pięknie filtrowane zdjęcia zwykłego jedzenia: siekany schab z kością, ogórki kiszone w foliowej torbie, pustą, brzydką puszą po pasztecie z Biedronki. Szyderstwa to żarty. Kłopot ma moja znajoma. Zaktualizowała aplikację Instagramu na Iphonie. W nowej wersji przybyła nowa opcja, którą trudno wyłączyć: Znajdź znajomych z Facebooka. Opcję można przeczekać (nie można wyłączyć), ale lada moment Facebook po prostu połączy oba ekosystemy. Na szczęście są inne, fajne aplikacje do zdjęć poza spojrzeniem Wielkiego Brata. Bo po prostu czasem chcesz swoje zdjęcia zachować dla kilku osób, a nie dla całego świata.
Dziś, gdy ja prowadzę kolegia, pytanie: "O czym mówią ludzie", dzięki Facebookowi nie budzi popłochu reporterów. Ale patrząc na kierunek, w którym idzie serwis zastanawiam się, czy za jakiś czas nie wrócimy z tym pytaniem do pasażerów w metrze, w tramwajach, w autobusach, do znajomych w kawiarniach, a nie na czacie.