Za każdym razem, gdy biskupi Głódź, czy Michalik otwierają usta, cieszą się przeciwnicy Kościoła. Za każdym razem, gdy usta otwiera pani Bratkowska, cieszyć się powinni przeciwnicy radykalnego feminizmu. Jeden wywiad Bratkowskiej skuteczniej odrzuci od gender niż dziesięć listów Episkopatu.

REKLAMA
Dlatego nie całkiem rozumiem księdza Sowę, który bardzo ostro krytykuje naTemat za wywiad z panią Bratkowską. Mi bowiem się wydaje, że jeszcze kilka takich wywiadów, jak ten z Katarzyną Bratkowską i radykalny feminizm straci w Polsce jakiekolwiek poparcie społeczne i polityczne. Nawet poseł Ruchu Palikota z dystansem i zakłopotaniem komentował zapowiedź Bratkowskiej.
Prowokacyjny i szczerze mówiąc obrzydliwy występ feministki odrzucił od jej środowiska i poglądów wiele osób, które byłyby im życzliwe. Gdy czytam choćby dzisiejsze słowa Moniki Olejnik, to nie znajduję w nich sympatii dla Bratkowskiej, raczej odcięcie się redaktor od feministek. Zauważył to zresztą także ksiądz Kazimierz Sowa pisząc o osobach "daleko od Kościoła" dotkniętych wywiadem Bratkowskiej.
Nie wiem czy znam inną niż naTemat redakcję, która na łamach dyskutuje o linii redakcyjnej. Myślę, że innej takiej nie ma. Zawsze to ceniłem. Dlatego księdzu Sowie chciałbym napisać kilka zdań.
Kazimierzu - tematu Katarzyny Bratkowskiej nie zaczęła redakcja naTemat, ale redakcja Polsatu. Rozumiem i akceptuję to, że największą telewizję komercyjną w Polsce uznajesz za mniej wpływową niż serwis naTemat. I dlatego wysyłasz listy do mnie, nie zaś do Polsatu. Myślę jednak, że oczekujesz czegoś trudnego. Tego, że po tym, gdy pani Bratkowska powiedziała coś szokującego setkom tysięcy widzów, my zatkamy uszy i udamy, że tego nie słyszeliśmy. Na Polsat (sprawdź w Google) powołały się wszystkie media w tym kraju. Masz też pretensje, że "podgrzewamy" temat. Jak? Publikując list ojca Kramera? Zrobiliśmy to, bo osobiście uznałem, że jezuita napisał coś istotnego. Do tego Katarzyna Bratkowska nie jest nikomu nie znaną osobą, którą my, czy Polsat wyciągnęliśmy nie wiadomo skąd i daliśmy głos. Wykłada na Uniwersytecie Warszawskim, jest wpływowa. Czy ci, którzy uważają, że powinienem ogłosić cenzorski zapis na Bratkowską, zgadzają się na podobny zapis wobec Tomka Terlikowskiego? Część czytelników ma bowiem o Terlikowskim taką opinię, jak inna część o Bratkowskiej.
Po drugie rozumiem, że oczekujesz, że przed Wigilią będzie obowiązywał okres ochronny na tematy, które mogą zaboleć katolików. naTemat nie jest redakcją pisma katolickiego, mamy różnych czytelników. Poza tym jeśli w zmartwychwstanie Jezusa wierzy 47% Polaków, a w istnienie diabła tylko 28%, to kogo chronić powinien ten okres? Polska jest krajem religijnych analfabetów, co my powinniśmy, jak rozumiem Twoim zdaniem, pudrować, puszczając przed Wigilią kolędy i pisząc o małym Jezusku? Zlituj się, proszę. Poza tym, czy to nie ty mówiłeś mi ostatnio o warszawskiej parafii w centrum miasta, w której kilka tygodni temu policzono niedzielną frekwencję na mszy? O ile dobrze pamiętam, to do kościoła tamtej niedzieli przyszło 13% wiernych. Parę procent było w innych parafiach. Ale pewnie 80% wiernych nie wypełniło podstawowego obowiązku chrześcijanina i nie wzięło udziału w Mszy Świętej. Rozumiem, że mimo to ma obowiązywać jakiś nadzwyczajny okres ochronny? Obawiam się, że nie będzie. Boję się bowiem, że religijnie przejęta Świętami jest zdecydowana mniejszość Polski. Większość jest przejęta gotowaniem, kupowaniem i sprzątaniem.
Po trzecie - telewizyjna prowokacja pani Bratkowskiej pokazała, że nie ma czegoś takiego jak "kompromis" aborcyjny. Słowo "kompromis" sugeruje, że po wielu latach temat jest uklepany i nie budzi społecznych kontrowersji. Tymczasem polski "kompromis" przypomina swoją kompromisowością stan w Ameryce kilkadziesiąt lat po wyroku Roe v. Wade. To nie jest żaden kompromis, ale trwający gorący spór z jasną agendą obu stron. W Polsce ta temperatura nie jest aż tak wysoka, ale z jednej strony jest silny głos środowisk domagających się zaostrzenia ustawy i zakazu usuwania płodu z wadami genetycznymi. Z drugiej strony jest silny lobbing za liberalizacją ustawy. Bratkowska pokazała, że temat pali. Myślę że zamiast zatykać nam usta powinieneś rozpocząć mądrą dyskusję, co w tej sytuacji zrobić. Naprawdę lekceważyć i puszczać mimo uszu?
naTemat będzie w tej sprawie pokazywało zarówno skrajne opinie z obu stron, jak i (oby było ich jak najwięcej) wyważone poglądy racjonalnych osób w środku. Nigdy nie chciałem kierować redakcją w sposób ideologiczny. Gdyby tak było, nie zrobilibyśmy żadnego wywiadu z Katarzyną Bratkowską i nigdy nie skrytykowalibyśmy posłów Żalka, czy Godsona. Jestem bowiem osobiście zdeklarowanym przeciwnikiem usuwania ciąży, uważam że ustawa powinna zostać zaostrzona, gdy chodzi o wady genetyczne, a występ pani Bratkowskiej uważam za ohydny. Tak się składa, że znam kilkanaście par, które nie mogą mieć własnych dzieci. Znam ich ból więc wiem, jak czują się osoby, które słyszą, że ktoś chce zabić dziecko, gdy one by "zabiły", by mieć dziecko. Bratkowska zrobiła swoją zapowiedzią coś niebywale okrutnego. Ale katolik ma sposoby by sobie z tym poradzić. Myślę, że lepsze niż listy do redakcji. Akurat sposób Frondy (modlitwa) wydaje mi się całkiem dobry. Może my chrześcijanie powinniśmy częściej łapać za różaniec, a rzadziej za pióro?