Aborcyjny kompromis zgnił. Dowodzi tego głosowanie ws. zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej

shutterstock
Aborcyjne zawieszenie broni z 1993 roku przestaje obowiązywać. Partie z lewej i prawej strony politycznej barykady okopały się na swoich stanowiskach, a w Platformie trwa otwarta ideologiczna wojna. I tylko Donald Tusk i Bronisław Komorowski pudrują jeszcze rzeczywistość, przekonując, że kompromis wciąż jest aktualny.


Jeśli zadać Polakom proste pytanie: "czy popierasz aborcję?", odpowiadają niemal po równo: 46 proc. – nie, 47 proc. – tak (wg badań CBOS z 2011 roku). Jeśli jednak wejdziemy w szczegóły, sprawa się komplikuje. Wśród zwolenników i przeciwników aborcji duże grupy uznają, że od zasad powinny być wyjątki. I to one są przedmiotem "aborcyjnego kompromisu", który gnił przez lata, a dziś wydaje się być już kompletnie zepsuty.


Głosowanie dowiodło nie tylko tego, że nad zgłoszonymi postulatami zmian ustawy warto się pochylić, ale też, że jest klimat polityczny do zmian w ustawie antyaborcyjnej z 1993 r. Przedstawiona przez nas propozycja noweli ma więc duże szanse na uchwalenie. CZYTAJ WIĘCEJ

Dowodzą tego ostatnie wydarzenia w Sejmie. Niedawno parlament odrzucił projekt ustawy Ruchu Palikota, który chciał liberalizacji uchwalonych w 1993 roku przepisów. Dwa dni temu przez izbę przeszedł z kolei projekt Solidarnej Polski, który przepisy zaostrza. Partie z lewej i prawej strony politycznej barykady okopały się na swoich stanowiskach, a w Platformie trwa ideologiczna wojna. I jeszcze tylko premier Donald Tusk i prezydent Bronisław Komorowski pudrują rzeczywistość, starając się przekonać wszystkich wokół, że wypracowany przed laty aborcyjny kompromis jest jeszcze dobry i całkiem aktualny.

Pytanie, jak długo jeszcze da się to udawać?

"Zabójstwo niepełnosprawnych"
– Kompromis wypracowany 20 lat temu bardzo szanuję. Ale w jego ramach są przypadki, w których ustawa stosowanie aborcji dopuszcza. Jeden z jego punktów mówi, że w przypadku ciężkiego naruszenia płodu lub istnienia poważnej choroby można ciążę przerwać. Zgłosiło się do mnie w ostatnim czasie bardzo wiele osób związanych ze środowiskami pro­life, które alarmują, że dopuszcza to usunięcie z łona matki dziecka obarczonego zespołem Downa – przyznał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Marek Łapiński, jeden z czterdziestu posłów PO, którzy poparli w Sejmie projekt Solidarnej Polski. Podobne wątpliwości mają też inni parlamentarzyści, w tym sami autorzy nowego projektu.


"Obecne prawo jest niehumanitarne, bo jak inaczej nazwać prawo do zabijania nienarodzonego człowieka tylko dlatego, że podejrzewa się u niego niepełnosprawność?" – napisał na swoim blogu w naTemat poseł Arkadiusz Mularczyk.  "Nie brakuje przykładów ludzi z różnym stopniem upośledzenia, którzy w swoim życiu osiągnęli bardzo wiele" – dodał.

Podobnych argumentów używa posłanka Beata Kempa, która w programie "Kropka nad I" zwróciła uwagę, że podziwiani przez wiele osób paraolimpijczycy są dowodem na to, że należy jeszcze raz przemyśleć ustawę.

Chciałbym złamać w tej sprawie dotychczasowe status quo i teraz jest dobry moment, by wrócić do tej dyskusji. CZYTAJ WIĘCEJ

Medycyna poszła naprzód
Beata Kempa jest też zdania, że kompromis z 1993 roku powinien przestać obowiązywać, bo "z punktu medycyny to czasy zamierzchłe".

Faktycznie, zdaniem ginekolog Małgorzaty Uchman, możliwości lekarzy są teraz znacznie większe niż jeszcze dziesięć czy dwadzieścia lat temu. – Mamy zdecydowanie lepszy sprzęt, więc nawet zwykłe badanie USG jest teraz znacznie dokładniejsze i pozwala na dość dokładne określenie sytuacji płodu w pierwszym trymestrze ciąży – ocenia. – Oczywiście do tego dochodzi cała gama lepszych badań prenatalnych, na przykład testy biochemiczne. Przybyło też dobrze wyszkolonych specjalistów – wymienia i dodaje, że dziś dzięki nawet nieinwazyjnym testom udaje się rozpoznać tak ciężkie uszkodzenia płodu, jak na przykład bezmózgowie, czyli śmiertelną wadę polegającą na niewykształceniu się mózgu u dziecka.

Ginekolog zwraca też uwagę, że dziś mamy znacznie większe możliwości nie tylko diagnozowania, ale także leczenia płodu i nowo narodzonych dzieci. – W tej chwili wewnątrzłonowo leczy się na przykład wady serca. Można też dokonać odbarczeń kości czaszki i w ten sposób leczyć wodogłowie – wymienia i dodaje, że niebawem technika posunie się jeszcze dalej. Już dziś są bowiem prowadzone badania nad testami, które ciężkie, genetyczne wady będzie można wykryć na podstawie surowicy krwi matki, bez konieczności prowadzenia inwazyjnych badań, które zagrażają życiu dziecka.

Polityczne targi
Józef Oleksy, który w czasie gdy ustawa była przyjmowana, był marszałkiem Sejmu, wspomina, że również w 1993 roku sprawa wzbudzała ogromne kontrowersje. – Emocje były takie same, bo materia wykracza poza politykę. Podczas dyskusji nad projektem padało bardzo wiele ostrych słów, były wzajemne zarzuty, często wzajemne obrażanie się. Pamiętam, że lewica były wtedy potępiana z ambon w kościołach – przypomina.

– Ale udało się osiągnąć kompromis, bo była taka wola. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że trzeba to uregulować, więc zgodzili się na projekt, który obecnie obowiązuje – mówi.

"Ten "niby-kompromis" był prostym politycznym targiem z Kościołem, w którym stawką było poparcie kleru dla akcesu do Unii Europejskiej"

Ten "niby-kompromis" to niesłychanie retestrykcyjne prawo, które zresztą trudno wyegzekwować. Nie było ani negocjacji ani debaty publicznej – to był prosty polityczny targ z Kościołem, w którym stawką było poparcie kleru dla akcesu do Unii Europejskiej. "Niby-kompromis" udało się osiągnąć, bo unijne referendum było tuż tuż, a w środowiskach lewicowych i liberalnych naiwnie zakładano, że kiedy Polska wejdzie do Unii, to będzie się go renegocjować – dodaje. 

Nic takiego jednak nie nastąpiło, więc po dziewięciu latach temat podjęły środowiska feministyczne, wspierane przez wiele kobiet ze świata kultury, biznesu i polityki. W 2002 wystosowały do Parlamentu Europejskiego list otwarty, nazwany "Listem stu kobiet", w którym domagały się "wolnej od zastraszania, demokratycznej debaty na temat sytuacji kobiet w Polsce". Zdaniem sygnatariuszek listu, wśród których znalazły się m.in.: Maria Janion, Wisława Szymborska, Henryka Bochniarz i Agnieszka Holland, debatę taką uniemożliwiał rząd Leszka Millera.

Fragment "Listu Stu Kobiet"

W kuluarach integracji Polski z Unią Europejską odbywa się zatem swoisty handel prawami kobiet, pokrywany charakterystycznym, stronniczym sposobem mówienia. Obrona życia poczętego traktowana jest jako obiektywny dogmat, zaś o aborcji z przyczyn społecznych mówi się w cudzysłowie jako o ideologicznym roszczeniu feministek, usiłujących zalegalizować morderstwo. CZYTAJ WIĘCEJ


Kompromisu nigdy nie było?
– Kiedyś Adam Szostkiewicz z "Polityki" dał świetną definicję kompromisu. "Coś, czego nie krytykują z ambon biskupi" – napisał. W tym sensie ta ustawa jest kompromisem. Bo biskupi przez jakiś czas jej nie krytykowali – mówiła w rozmowie z naTemat prof. Magdalena Środa, etyczka i filozofka. "Ale tak naprawdę to jest żaden kompromis To pełna hipokryzja, za którą stoją prawdziwe dramaty kobiet, którym nikt nie pomaga" – dodała.

Premier potrzebuje zaścianka, konserwy i Kościoła tak jak potrzebuje nowoczesności. Bo według Tuska to recepta na wieczne panowanie.

"Fakty są takie, że restrykcyjne prawo, które mamy teraz nie ma żadnej mocy sprawczej by powstrzymać chociaż jedną aborcję" – stwierdziła w "Kropce nad I" wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka (Ruch Palikota). Jej zdaniem kobiety, które do tej pory chciały wykonywać aborcję, robiły to za granicą lub w aborcyjnym podziemiu. Według oficjalnych statystyk rocznie wykonuje się w Polsce około 600 aborcji. Zdaniem Nowickiej jest ich kilkadziesiąt razy więcej. Wiele wykonanych w niehumanitarnych warunkach i zagrażających życiu kobiet.

Zdaniem Agnieszki Graff to jednak dla ustawodawców liczy się najmniej. – Tymczasem żądania fundamentalistów nie mają granic. Teraz kwestia aborcji na nowo stała się kartą przetargową w polityce. Dziś już nie chodzi o Unię Europejską, ale między innymi o wewnętrzne walki w Platformie Obywatelskiej – ocenia i dodaje, że może mimo wszystko dobrze się stało. – Do tej pory ustawą zajmowali się głównie mężczyźni, nie walczyły z nią kobiety, których to bezpośrednio dotyczy. One machały ręką i "jakoś to załatwiały". Może teraz włączą się w dyskusję. To głosowanie ujawnia poziom okrucieństwa cynizmu polityków.