Przeszło tydzień temu cytowałem w programie Moniki Olejnik na antenie Radia Zet list wysłany przez jednego z ekspertów Antoniego Macierewicza do tygodnika „NIE”. Przed 18 laty – dodajmy. Wtedy sądzono, że autorem listu musi być jakiś inny Jacek Rońda. Po ujawnionych dzisiaj medialnych zachowaniach pana profesora, ta interpretacja jest coraz mniej prawdopodobna.

REKLAMA
Po kolejnej porcji lektury Pańskiego wspaniałego tygodnika "NIE" z przerażeniem stwierdziłem, że głupota leaderów polskiej prawicy jest wieczna i nie podlega modyfikacji od 75 lat. Nawet tytuły gazecin, jakie są wydawane dla zwolenników tej opcji widzenia Świata, są podobne jak te przedwojenne, np. "Nasz Dziennik" teraz i "Mały Dziennik" przed wojną. (…)W związku z powyższymi wątpliwościami uprzejmie pragnę zachęcić "NIE" do podjęcia inicjatywy zorganizowania "Wszech-Polskiej" konferencji naukowej na temat "Przyczyny Nieśmiertelności Głupoty Polskiej Prawicy". Sądzę, że rządy AWS, prasa prawicowa i radyjo M dostarczą nam wielu wspaniałych przykładów kontynuacji dzieła przodków-prawicowców w kształtowaniu kolejnego odcinka Wolnej Polski.

Podpisano „Jacek Ronda, Cape Town”. Ronda, nie Rońda. Podejrzewam jednak, że w 1998 roku autor wysyłając maila po prostu nie używał polskich znaków. Jacek Ronda/Jacek Rońda – ilu osób o takim imieniu i nazwisku może mieszkać w Kapsztadzie? A przebieg kariery naukowej prof. Rońdy, pokazuje, że z Kapsztadem rzeczywiście był związany. List do tygodnika „NIE” prof. Rońdzie, jako pierwszy przypisał na Twitterze redaktor Roman Imielski z „Gazety Wyborczej”.
Dzisiaj media obiegła wiadomość o występach prof. Jacka Rońdy – nie ma wątpliwości co do jego tożsamości – na antenie telewizyjnego odpowiednika owego „Radyja M”. Ekspert Macierewicza pochwalił się jak to wyprowadził w pole dziennikarza „reżimowej” telewizji, podając mu po prostu nieprawdziwe informacje.
Ja w wywiadzie z panem Kraśko trochę zagrałem. Z różnych względów. Ponieważ pan Kraśko grał ze mną, no to tak jak w kartach się gra w niektórym układzie... Z panem nie będę grał w karty, w związku z tym powiem, że oni zeszli poniżej 100 metrów. Byli gdzieś na wysokości pomiędzy 50 a 60 metrów – mówił prof. Rońda na antenie TV Trwam.
W tej sytuacji nasuwa się kilka pytań. Czy po tych występach wiarygodność ekspertów Macierewicza osiągnęła już zero, czy przebiła już ten poziom i osiąga wartości ujemne? W co gra ze społeczeństwem Antoni Macierewicz?
A może cała teoria zamachu to jeden wielki pokerowy blef?