
Erin Mckelle ma 19 lat. Jest studentką uniwersytetu stanowego w Ohio. Jak sama o sobie pisze, jest „nieustraszoną feministką” i działaczką społeczną. I jest gruba. W dodatku nie zamierza się odchudzać. Przeciwnie – głośno mówi, że lubi swoje ciało, a eksponowanie go w krótkich szortach i odważnych topach sprawia jej przyjemność. Dla tych, którym się to nie podoba, ma jasny przekaz: odpieprzcie się.
Ponieważ lubię chodzić w ubraniach, które eksponują moje ciało – krótkich bluzkach, spódnicach, szortach, dopasowanych sukienkach i leginsach – muszę się mierzyć z wieloma reakcjami. Bo Boże broń, żeby gruba kobieta lubiła to, jak wygląda i pokazywała to światu.
Grubych tolerancja nie dotyczy. Grubi powinni mieszkać w gettach. Gruby nie może się ubierać, jak chce. Gruby ma nosić namioty i nie epatować zadowolonego z siebie, szczupłego społeczeństwa na diecie bezglutenowej, swoim rozmiarem. Bo zaburza średnią.
Co Erin radzi tym, którzy mają problem z jej wyglądem? Dajcie sobie spokój, pisze. Moje ciało jest moje i nikt nie ma prawa mówić mi, jak mam z nim postępować. Kropka. Dodaje, że na świecie jest dużo przemocy i opresji – radzi, żeby ci, którzy tyle energii poświęcają się na gapienie się i wypisywanie złośliwych komentarzy w internecie, tam skanalizowali swoją energię.
