Grupa naTemat

Mam dość tego kraju. Ja się z Polski wypisuję [list czytelniczki]

Mam dość. Dość tego kraju, jego polityki gospodarczej, publicystyki w roku przedwyborczym i prowadzenia tu firmy. Frankowiczów, opłat za paliwo, ZUS-u, związków zawodowych, pracowników sądu rejestrowego i leczenia w NFZ.

Numer 1
Może zatem po kolei. Począwszy od kredytu – od 2012 roku spłacam 60 metrowe mieszkanie w starej kamienicy w centrum Poznania. Kredyt wzięłam w kryzysie, w złotówkach, wykazując 10% wkładu własnego. Czy było mi łatwo? Nie, musiałam ostro zapieprzać na to cały rok. Owszem, w 2008 roku pan doradca twierdził, że stać mnie na mieszkanie za 650 tysięcy, bez żadnych wpłat własnych czy dodatkowych poręczeń, moją zdolność kredytową licząc oczywiście we frankach.
Faktycznie, nominalnie zarabiałam wtedy nieco więcej niż teraz. I co, to miało mi wystarczyć jako zabezpieczenie? Jestem humanistką, która dopiero jako dorosła osoba skończyła studia ekonomiczne. I to nie one powstrzymały mnie przed kupnem niesprzedawalnej, niewynajmowalnej nieruchomości w astronomicznej cenie, a chwila zastanowienia i mina doradcy, którego zapytałam, czy uwzględniając połowę mojego wynagrodzenia jako ratę kredytu, bierze pod uwagę sytuacje awaryjne, wizytę u dentysty albo awarię samochodu. To nie była wysublimowana, szachowa ekwilibrystyka ekonomiczna, tylko zwykłe, naiwne, proste pytanie. Nie? Dziwne…


Spośród moich znajomych byłam odmieńcem, ekscentryczną osobą, która woli płacić za wynajem niż kupić „coś swojego”. Jednak nie przypominam sobie z tamtego okresu bojówek bankowców, które siłą podsuwały umowy kredytowe do podpisu. A podstawowa wiedza o zjawiskach ekonomicznych mówi, że kursy walut się zmieniają. Dobrze było, gdy frank był niski, co? A że może polecieć w górę to już zaskoczenie, prawda?

Numer 2
Następne na liście moich żali były opłaty za paliwo, a dokładnie wszystkie produkty i dobra objęte akcyzą. Jakaż to przyjemność usłyszeć, że nasz rząd po raz kolejny podnosi akcyzę na papierosy lub alkohol i jest niezmiernie zdziwiony, że spada sprzedaż legalnych produktów… Czy ktoś w tym kraju słyszał o krzywej Laffera? Owszem, model teoretyczny, jak większość ma wyjątki i możliwe do obalenia założenia, ale nie wziął się znikąd. Dziś jest świetnie, paliwo jest tanie, ale czy ktoś mi dopłacał, gdy kosztowało 5,50 za litr? Nie? Dziwne…
Numer 3
To mój ukochany ZUS. Mam gdzieś jego filmy korporacyjne za stawki dużo ponad rynkiem, niech wydaje ile chce na niedziałające systemy i budynki rodem z makabryły. Ale niech pozwoli mi, przedsiębiorcy od 7 lat, regulować składki wtedy, gdy mam dochody. Czy ZUS zapytał mnie kiedykolwiek, czy zarobiłam w ostatnim miesiącu albo kwartale? I czy mam na 10-tego gotowy dla nich okrągły tysiączek? Nie? Dziwne…

Czy ZUS był dla mnie choć trochę przyjazny i powiedział „ok, spóźniła się pani, ale rozumiemy, że kontrahenci nie zawsze płacą w terminie?” Nie? Niemożliwe… Pomijam już tak skomplikowane fakty, jak macierzyński dla przedsiębiorczych kobiet. Owszem, przez lata była luka w przepisach i cwane panny potrafiły wyciągnąć z tej instytucji całkiem przyjemną monetę. Ale dlaczego w tym roku, zamiast szukać fałszywek, karze się zmianą przepisów osoby uczciwe? Bo tak jest łatwiej? Niemożliwe, prawda?
Numer 4
O związkach zawodowych chyba nie mam siły… Chciałabym bardzo, aby moi kontrahenci, potencjalni klienci i nawet Ci, którym moje usługi są psu na budę, dorzucali się co miesiąc do mojego wynagrodzenia. Abym mogła sprzedawać produkty 10x ponad rynkiem, a zbyt był gwarantowany ustawowo. Aby każdy miał obowiązek kupić choć kilogram produkowanej przez moją firmę reklamy, ach, byłby tak pięknie.

Chciałabym, aby wreszcie pod Sejm przyjechali bezrobotni fotografowie i rzucali aparatami, bo fotografia cyfrowa pozbawiła ich dawnego zarobku. A gdy zaryzykuję i zainwestuję w przyszły produkt, niech rząd w razie zmiany sytuacji gospodarczej służy mi odszkodowaniem. Jeżeli komuś przypomina to oczekiwania górników, rolników, sadowników albo innych NAPRAWDĘ ryzykujących, niech nie będzie zbyt dociekliwy. Oni jedyni przecież ryzykują, a inni tylko bawią się w firmę i w firmie, i basta!

Koniec
Zbliżając się do końca powinien być jeszcze KRS i NFZ. Dlaczego razem? Może łączy ich opieszałość, fantazyjność w interpretacji i przerost zatrudnienia? A może to, że prostą spółkę w tym kraju rejestruje się trzy miesiące, a na wizytę u lekarza specjalisty czeka dwa lata? A może to roszczeniowość i mój brak zrozumienia.

Niezależnie od Waszej interpretacji, mam dość. Po latach uczciwego płacenia podatków, ZUS-ów, składek na Wasze gwarantowane świadczenia, po latach słuchania, że nie mogę odliczyć VAT-u od paliwa, że okulary są kosztem dla firmy jeśli kupował je pracownik, ale cudownie przestają nim być, gdy to właściciel firmy ma w oczach -2,5; mam dość. Dziękuję i podziwiam tych wszystkich, którzy z pozytywistycznym zapałem jeszcze tu tkwią. Ja się powoli z Polski wypisuję.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PolskaEmigracja
Skomentuj