Grupa naTemat

Wojna w Europie – to, co wydawało się szaleństwem kilka lat temu, dziś staje się faktem

Analitycy otwartym tekstem mówią o wojnie.
Analitycy otwartym tekstem mówią o wojnie. Fot. curraheeshutter/shutterstock.com
Mówienie o wojnie jeszcze kilka lat temu było w Europie niedorzeczne. Dla wielu dziś temat ten jest niedorzeczny. Ale Ukraina jest przecież częścią Europy, tak samo jak była nią Jugosławia – pisze w swoim artykule założyciel ośrodka Stratfor George Friedman. Czy Europę czeka kolejna wielka wojna?

Friedman od wielu lat mówi i pisze o słabości Unii Europejskiej, którą w niedawnym wywiadzie dla stacji MSNBC nazwał „koalicją wrogów”.
W najnowszej książce „Flashpoints: The Emerging Crisis in Europe” pisze o porażce europejskiego eksperymentu i zagrożeniach, przed jakimi stoi Stary Kontynent. Pisze o dwóch wielkich religiach, chrześcijaństwie i islamie, które „mają obsesję na swoim punkcie” oraz o odrodzeniu w Europie nacjonalizmów. „Pytanie nie brzmi czy Europa zachowa swoją dotychczasową formę, ale jak radykalnie ta forma się zmieni” – pisze Friedman w artykule dla Ośrodka Statfor, w których cytuje także fragment własnej książki:
George Friedman, "Flashpoints: The Emerging Crisis in Europe"

Najważniejszym pytaniem na świecie jest to, czy konflikt i wojna zostały wygnane, czy jest to tylko interludium, kusząca iluzja. Europa jest najlepiej prosperującym rejonem na świecie. Jej wspólne PKB jest większe niż Stanów Zjednoczonych. Dotyka Azji, Bliskiego Wschodu i Afryki. Kolejna seria wojen zmieniłaby nie tylko Europę, ale cały świat. Czytaj więcej

Zaznacza, że w sytuacji, kiedy europejskie instytucje ulegają rozkładowi, trzeba stawiać pytanie – co dalej. Historia rzadko daje odpowiedzi, których oczekujemy – a na pewno nie te, na które czekamy – dodaje politolog.


Co z tą Europą?
Politolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr Jacek Zaleśny uważa, że szanse na pokojowe rozwiązanie konfliktu na Ukrainie, wywołującego głębokie zmiany w otoczeniu rosyjskim, są niewielkie. Aneksja Krymu wywołała poważne reperkusje zarówno na Łotwie, Litwie czy w Estonii, które z uwagi na zagrożenie wzmocnieniem aktów dywersji ze strony rosyjskiej straciły poczucie bezpieczeństwa, jak i w takich państwach, jak Kazachstan, Azerbejdżan, Białoruś czy Uzbekistan – który, jak mówi dr Zaleśny, właśnie zgodził się na rozbudowę bazy niemieckiej na swoim terytorium.
Dr Jacek Zaleśny, politolog, UW

Zbyt duże są różnice interesów kluczowych uczestników sporu i zbyt niski potencjał militarny Ukrainy, aby mogło do tego dojść. Niemcy czy Francja obawiają się niekontrolowanej eskalacji konfliktu i erupcji jego negatywnych politycznych i gospodarczych następstw. Do tego dochodzą wewnętrzne spory w Niemczech czy Francji na tle polityki tych państw w stosunku do kryzysu ukraińskiego.

Nie jest tajemnicą konflikt między kanclerz Angelą Merkel a ministrem spraw zagranicznych Frankiem-Walterem Steinmeierem co do polityki wobec Rosji. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w kooperację z władzami rosyjskimi zaangażowane są największe niemieckie spółki, z wielomiliardowymi kontraktami, z których nie chcą rezygnować. Na mniejszą skalę, ale podobna kwestia dotyczy spółek francuskich. Utraty kontraktów rosyjskich nie zrekompensuje im obietnica przyszłych kontraktów na Ukrainie.

Z tych powodów należy spodziewać się postępującej eskalacji konfliktu na Ukrainie i poszerzania się obszaru działań militarnych.

Trzecia wojna
Z kolei specjalista ds. militarnych z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas Krzysztof Boruc mówi, że choć jeszcze rok temu mówienie o wojnie w Europie było traktowane jak objaw szaleństwa, dziś nastroje radykalnie się zmieniły. Dlatego wielu analityków zajmujących się szeroko rozumianym bezpieczeństwem mówi o tym, że świat, który znamy, odchodzi w przeszłość.
Krzysztof Boruc, Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas

W Polsce wielu ludzi zajmujących się polityką międzynarodową, w tym konfliktami, przyjęło pozycję wyczekującą, ale w prywatnych rozmowach mówią otwartym tekstem nie o „nowej zimnej wojnie”, a o trzeciej wojnie światowej. Czy jest to tylko czarnowidztwo, czy swoiste histeryczne – myślenie przekonamy się w przeciągu najbliższych 3-5 lat.

Scenariusz na przyszłość nie rysuje się dobrze, choć dr Zaleśny zwraca uwagę, że procesy aktualnie zachodzące na Ukrainie mają inny charakter niż te, które legły u podstaw rozpadu Jugosławii i wojny domowej na tym terytorium. Wojna domowa na Bałkanach, o dominancie etnicznej, miała charakter regionalny, bez ryzyka rozprzestrzenienia się na pozabałkańskie państwa Europy.

– Przypadek Ukrainy jest inny. Aneksja Krymu i prowadzenie działań militarnych na terytorium Ukrainy mają przede wszystkim polityczne i ekonomiczne podłoże. Wpisane są w międzynarodowy rozkład sił politycznych, w układ relacji, którego głównymi uczestnikami są Unia Europejska, Stany Zjednoczone i Federacja Rosyjska. Każdy z tych podmiotów prowadzi politykę globalną, co w konsekwencji zakresowo wywołuje konflikty interesów – wyjaśnia dr Zaleśny.

Taki właśnie konflikt zaszedł na Ukrainie. Ekspert wyjaśnia, że dopóki władze Ukrainy balansowały między Unią Europejską a Rosją, dopóty Ukraina zachowywała niepodległość. – Próba siłowej zmiany kruchego układu równowagi (po tym, jak na konferencji w Wilnie Prezydent Wiktor Janukowycz nie zgodził się na podpisanie układu stowarzyszeniowego Ukrainy z Unią Europejską i tym samym pogłębienia politycznej i gospodarczej reorientacji Ukrainy) stała się pretekstem do ofensywnych działań władz rosyjskich – dodaje.

Scenariusz rozpisany na lata
Dezintegracja europejskich instytucji, o której pisze Friedman, jest faktem. Długotrwały proces, ściśle związany z wydarzeniami na Ukrainie, nie wydarzył się, jak mówią analitycy, w ciągu roku.

– Projekt Ukraina został przez Rosję rozpisany na lata. Powstały już dwa obszerne opracowania dotyczące tego, jak Rosjanie przygotowali sobie grunt przed operacją "Ukraina". Jak pozyskiwali polityków, biznesmenów, finansistów i innych wpływowych ludzi na zachodzie Europy. Przypominam, że brytyjski kontrwywiad MI5 już cztery lata temu informował, że siatka wywiadowcza Rosjan osiągnęła wyższy poziom, niż miało to miejsce za czasów późnego Breżniewa z początku lat 80- tych – wyjaśnia Krzysztof Boruc to, co obecnie dzieje się w Europie.

– Priorytetem Rosjan było, jeśli nie, rozbicie czy przynajmniej sparaliżowanie Unii Europejskiej oraz NATO. I po części im się to udało. Poszły za tym olbrzymie pieniądze, jako że ideologią Rosja już nic w obecnych czasach nie zwojuje – dodaje ekspert.

Kryzys ekonomiczny, tylko iluzorycznie połatany przez UE, przyczynia się do eskalacji napięcia, a to z kolei powoduje wielki powrót odmienianego przez wszystkie przypadki radykalizmu, zarówno w wydaniu lewicowym, jak w w Grecji, jak i prawicowym, co widać po rosnącym w Europie poparciu dla populistycznych, skrajnie prawicowych partii.
Dr Jacek Zaleśny, UW

Znakomita większość państw Unii Europejskiej ugina się pod długami, które już dawno wymknęły się spod kontroli i oznaczają pogłębianie się tak gospodarczych jak też społecznych kosztów ich spłacania. Na przykładzie greckim widać, że czym bardziej Unia Europejska „pomaga” Grekom wyjść z kryzysu, tym bardziej pogłębia się kryzys w Grecji.

Po kilku latach „pomocy” Grecy są jeszcze bardziej zadłużeni niż przed podjęciem „pomocy”. Podobnie jest w Portugalii czy w Hiszpanii. Ponad połowa młodych Hiszpanów pozostaje bez pracy. Wymowny jest również casus cypryjski: gdy nastąpił termin spłaty rat kredytów udzielonych głównie przez banki niemieckie i francuskie, a rząd cypryjski nie miał na to środków w budżecie państwa, to po prostu – wbrew konstytucji i parlamentowi – zabrano ludziom pieniądze z kont bankowych.

To stąd też bierze się społeczne poczucie niesprawiedliwości, nieufności i przeświadczenie, że kuracja, której ludzie są poddawani, nie im służy. – W jej efekcie bogacą się bankierzy, bogacą się Niemcy, a Grecy, Hiszpanie, Portugalczycy czy Cypryjczycy muszą na nich płacić. Ten proces pogłębia się i wzmacnia oczekiwania zmiany politycznej, coraz częściej wiązanej z partiami radykalnymi. Ewentualna redukcja części długów Grecji może wzmocnić te tendencje – dodaje dr Zaleśny.

"Walczą biedacy"
To niebezpieczne tendencje, bo – jak przypomina Krzysztof Boruc – szczęśliwi ludzie nie walczą, a bogate państwa nie wywołują wojen. – Walczą biedacy. Ci którzy nie mają nic do stracenia, lub do stracenia niewiele. Prezydent Putin doskonale wie że obecnie nie ma już nic do zaproponowania Rosjanom. Jego majątek określa się na 15 mld dolarów. Przypomnę tylko że pensja prezydenta Rosji jest mniejsza od prezydenta RP. To co można było sobie wziąć – wzięto. To co można było ukraść lub przehandlować – przehandlowano. Rosja, która ma w swojej ziemi całą tablicę Mendelejewa pod rządami obecnej ekipy nie zrobiła nic, co mogłoby świadczyć o jej postępie gospodarczym, finansowym czy społecznym – mówi Krzysztof Boruc.

Ekspert CBT Collegium Civitas wskazuje na jeszcze jeden czynnik, który może mieć niebagatelne znaczenie dla rozwoju sytuacji w Europie – w Europie pojawiło się nowe pokolenie, nieskażone życiem w totalitarnym reżimie, nawet, jeśli ten reżim miał być gdzieś daleko za Żelazną Kurtyną. – Wszelkie rewolucyjne hasła są wchłaniane bardzo łatwo przez dzisiejszych dwudziestolatków. Mimo wszystko należy wierzyć w Europę. Chyba nie mamy innej alternatywy…. – mówi ekspert.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Wojna i konflikty
Skomentuj