Historia Bez Cenzury: Wszystko obraca się wokół trzech słów - seksu, przemocy i pieniędzy

Historia Bez Cenzury  - Wojtek Drewniak - wywiad
Historia Bez Cenzury - Wojtek Drewniak - wywiad Fot. YouTube
Historia Bez Cenzury to jeden z tych kanałów na YouTube, który ze względu na jego treść warto polecić każdemu. Kanał od swojego początku zyskał ogromną ilość fanów, a hejtu w komentarzach można szukać jak igły w stogu siana. Mi udało się porozmawiać z jego prowadzącym Wojtkiem Drewniakiem, który wpadł na genialny pomysł, aby przenieść Bitwę pod Grunwaldem na Stadion Narodowy.

Dlaczego historia w szkole uchodzi za najnudniejszy przedmiot?

To zależy od wielu kwestii, nie tylko dlatego, że nauczycielom się nie chce. Zobaczmy, jak pisane są podręczniki, jak mało jest w nich miejsca na historię. Nadal mamy stereotypowe myślenie, że muszą być w niej daty, że to tylko polityka, a nie rzeczy, które tylko pozornie są mniej istotne, a bardziej kontrowersyjne. Seks, zabójstwa, paradoksalnie miały dużo większy wpływ na historię niż niejedna bitwa.

Jej język jest trudny.

Tak się utarło, choć wcale taki być nie musi. Kiedyś dostałem zaproszenie na konferencję na jedną z lubelskich uczelni. Jej tytuł składał się z sześciu słów z czego rozumiałem tylko dwa. To trochę słabe, że ludzie, którzy zawodowo zajmują się historią, czy jakąś inną nauką używają wyjątkowo napuszonego języka, którego nie każdy jest w stanie pojąć. Język powinien być prosty i jego wyznacznikiem jest to, do jak wielu osób jest on w stanie dotrzeć.
Jacy byli twoi nauczyciele historii?

Miałem dwie bardzo fajne historyczki w liceum i gimnazjum. Ten przedmiot był mi bardzo dobrze przekazywany. Używały podręcznika jako podstawy, a nie perfidnie z niego jechały. Nie kazały też czytać go na głos, czy odrabiać z niego prac domowych. To zaszczepiło we mnie historyczną nutę, która się za mną ciągnie.

Co zrobić, aby historia w szkole stała się ciekawsza?

Jak zaczynaliśmy ten program, to producent Tomek Okoń chciał, żeby to wszystko obracało się wokół trzech słów: seks, pieniądze i przemoc, bo to jest ciekawe i paradoksalnie cholernie istotne w całej historii. Jakiś czas temu były badania, w których nasi licealiści byli na podium na tle innych uczniów z Europy jeśli chodzi o zdolność do chłonięcia wiedzy. To nie jest tak, że oni są głupimi gówniarzami, którzy tylko imprezują i siedzą z telefonami. Są zdolnymi młodymi ludźmi, tylko trzeba chcieć do nich dotrzeć. Uważam, że najprościej jest językiem, który używają. Oczywiście nie jest on zawsze wulgarny, ale prosty, którego nie trzeba się wstydzić.

Zamierzacie prowadzić lekcje pokazowe?

Tak, mamy kilka takich w planach. Po odcinku, w którym odpowiadaliśmy na pytania widzów, zgłosiło się do nas parę szkół i już nie mogę się doczekać. Pierwszą tego typu pokazową lekcję zorganizowali sami uczniowie z jednego lubelskiego liceum. Tomek opowiedział o istocie programu, a ja zrobiłem prelekcje o Henryku Walezym, który podejrzewam, że nie jest najpopularniejszym polskim królem, bo rządził krótko. Było wiele wątków z jego biografii, które zaciekawiły uczniów i sami później sięgnęli po dodatkowe materiały.

Sam zamierzasz uczyć historii?

Ciężko mi w tej chwili powiedzieć. Zupełnie inaczej robi się coś przed kamerą ze świadomością, że to trafia do tysięcy ludzi, a inaczej prowadzi się codziennie lekcje na żywo. Nie wolno wymagać od uczniów, żeby byli skupieni cały czas, choć byłoby to bardzo miłe. Na studiach najpierw wybrałem specjalizację mikrohistorię, czyli zajmowanie się małymi regionami, a później mediatyzację historii, czyli to, co robię teraz w postaci sprzedawania jej w mediach.

Polecasz studiowanie tego kierunku?

Poszedłem na historię, bo się nią interesowałem. Myślę, że to może dać chleb w przyszłości, tylko trzeba sobie zadać pytanie – co się chce robić. Jak chcesz uczyć historii, to podejrzewam, że praca się wtedy znajdzie. Historyk to już nie tylko nauczyciel czy pan z muzeum. Jest bardzo szerokie spektrum, które można po niej robić, zdecydowania poszerza horyzonty. Po jej nauce można się zająć chociażby polityką. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że ona się powtarza i uświadomić sobie, w którym momencie jesteśmy i czy ten moment już kiedyś nie był w przeszłości i jak dany problem został wtedy rozwiązany.
Pokazujecie historię w tabloidowy sposób

Nie robimy tego, bo to się dobrze sprzedaje, tylko dlatego, że to ma naprawdę duże znaczenie. Gdyby Stanisław August Poniatowski nie poszedł do łóżka z Katarzyną II, późniejszą carycą Rosji i się w niej nie zakochał, a przy tym gdyby nie pomyślał, że może ona zrobi z niego cara, to być może nie poszedłby na ustępstwa Rosji i ona nie zdobyłaby takich wpływów w Polsce, że koniec końców nie doszłoby do trzeciego rozbioru Polski. Jeden stosunek ma cholerne znaczenie dla historii. To jest ważniejsze niż niejedna bitwa i powstanie, a ludzi to interesuje.

Odezwał się do ciebie jakiś obrażony historyk po obejrzeniu Historii Bez Cenzury?

To jest zabawne na swój sposób, bo bezpośrednio się nie odezwał, ale wiem, że wielu profesorom ode mnie z uczelni taka forma nie odpowiada. To są profesorowie starszej daty, na moim wydziale było głośno o programie, jak się tylko rozpoczął. Obroniłem się we wrześniu 2013, a program zadebiutował kilka miesięcy później i z tego, co wiem, to środowisko naukowe jest bardzo podzielone. Starsi uważają, że po co to rozgrzebywać, po co mówić takim językiem, piszmy poważne prace, mówmy naukowym językiem. Jak tak można powiedzieć o polskim królu, że był ciotą, mimo że moim zdaniem był. Jest na szczęście masa młodych naukowców, którym to się bardzo podoba i od nich dostajemy słowa uznania.

Nie podajecie żadnych dat

Podajemy bardzo rzadko, bo uważamy, że to nie jest najważniejsze w całej historii. Razem z Tomkiem stwierdziliśmy, że daty ją zabijają i nie jest ważne, czy Bitwa pod Grunwaldem była w 1410 roku, czy też 1411 albo 1409. Istotne jest to, co do niej doprowadziło i jakie były jej skutki, a nie czy była w czerwcu, czy w lipcu.

Dlaczego chcesz przenieść Bitwę pod Grunwaldem na Stadion Narodowy?

Jezu, to by było super! Ja wiem, że to może jest krzyk jednej osoby, ale dlaczego Anglicy z Top Geara mogli przyjechać i zrobić zapierający dech w piersiach show, a my musimy jeździć gdzieś na koniec Polski w ogromy żar, gdzie zwykła woda podobno kosztuje jakieś niesamowite pieniądze? Na stadionie przynajmniej można sobie usiąść w cieniu przy dobrym nagłośnieniu z komentatorem.

Czym zajmujesz się na co dzień?

Studiuję realizację dźwięku i pracuję w lubelskim Radiu Centrum. Jestem w nim realizatorem dźwięku, ale też prowadzę programy, można mnie usłyszeć w pasmach dziennych, a co tydzień w środę o godz. 20 mam audycję z muzyką metalową, którą uwielbiam jak szlag.

Kto jeszcze przygotowuje Historię Bez Cenzury?

Wszystko wymyślił Tomek Okoń, który jest producentem programu. Każdy z nas czterech ma inną rolę. Kamil jest montażystą i gościem, który odpowiada za wszystkie animacje i nigdy go nie widać, bo się bardzo wstydzi, choć jest szalenie miłym gościem. Paweł odpowiada za research, bo z racji tego, że jest na doktoracie, to ma dostęp do bibliotek i robi pierwszy przesiew informacji. Przegląda kilka książek na dany temat, a później podrzuca mi kilkanaście stron suchych faktów. Ja z tego robię cztery strony scenariusza i później wszyscy razem go przegadujemy i obmyślamy animacje. Następnie Tomek wyszukuje miejsca, gdzie możemy nagrać odcinek i stara się pozyskać sponsorów.

Wasz producent wydaje się być profesjonalistą

To wszystko wynika z backgroundu Tomka, który pracował dla TVP i TVN-u. Bardzo dobrze ogarnia kadry, jest też niezłym biznesmenem, bo rozkręcił nie tylko ten program, ale także platformę multimedialną VOD, która nazywa się Movie-Box. Tomek wychodzi z założenia, że warto jest produkować ambitne rzeczy, które może nie obejrzą się tak, jak koty spadające ze stołu, ale ludzie coś z nich wyniosą.

Opowiedz coś więcej o Movie-Box.

Na razie są tam dwie produkcje: nasza i Emce Kwadrat oraz wcześniejsze nagrania Tomka między innymi o lotnictwie. Na tej platformie można obejrzeć nasze odcinki przed premierą na YouTube i nie ma żadnych opłat. Wyszliśmy z założenia, że wystarczy nam to, jeżeli ludzie będą odblokowywali AdBlocka. Utrzymujemy się z reklam i to nie jest tak, że jeździmy za ten hajs do Rio, tylko mamy pieniądze na robienie kolejnych odcinków.

Widzimy w tym potencjał i myślimy nad rozszerzeniem ramówki. W tym momencie na zarobki pracuje Historia Bez Cenzury i chyba trochę Emce Kwadrat. Dążymy do tego, żeby odcinki ukazywały się raz na tydzień, ale na razie nie stać nas na takie tempo produkcji. Ale gdybyśmy poszerzyli ramówkę do 3-4 takich programów, które również złapałby za serca widzów i każdy wychodziłby raz w tygodniu i to nakręcałoby reklamy, to byłoby super.

Są już pomysły na nowe programy, ale jak z realizacją, to nie wiem. Najgorsze problemy sprawia znalezienie odpowiedniej osoby do prowadzenia i to są słowa Tomka. Trudno jest znaleźć charakterystyczną osobę, która poprowadzi program.

Ty również jesteś z castingu, jak on wyglądał?

Trzeba było przygotować prezentację na 10 minut o Bolesławie Chrobrym. Przyszedłem do Tomka do biura, on rozstawił kamerę i zacząłem opowiadać. Powiedział, że w zasadzie to OK, tylko żebym mniej machał rękoma. Casting trwał 3 dni, było kilkudziesięciu chętnych. Przychodziły także osoby z doktoratem i nie chcę tutaj mówić, że wow, jestem od nich lepszy, ale Tomek uznał, że jestem najbardziej charakterystyczny i że dam radę tę wiedzę przekazać. Podobno nie żałuje.
Jesteś już na tyle popularny, że ludzie rozpoznają cię na ulicy?

To jest szalenie miłe i zdarza się nierzadko. Czekając na ciebie wziąłem sobie wodę, po chwili przyszedł do mnie gość i postawił mi piwo. Powiedział, że to od niego i jego narzeczonej i że są bardzo szczęśliwi, że mnie spotkali, bo oglądają Historię Bez Cenzury.

Innym razem, wracałem kiedyś z radia do domu, to było koło godziny 23 i szedłem koło monopolowego sklepu. Podszedł do mnie dres i mówi "ty", a w tym czasie sięga za pazuchę. Nie wiem czy uciekać, czy już wyjmować portfel, a gość daje mi piwo i mówi, że dzięki mnie jego siostra zaliczyła sprawdzian z historii. Dodał, że dziękuje, poklepał po plecach i poszedł, aż trudno mi w to uwierzyć.

Spodziewaliście się aż takiego odzewu ze strony fanów?

Średnio, ja zawsze profilaktycznie wolę się nie nastawiać na wielki sukces, by się nie zawieść. Tomek mierzy bardzo wysoko, byliśmy oczywiście zaskoczenie oglądalnością, ale zdecydowanie bardziej pozytywnym odbiorem, bo w internecie jest masa hejtu, a tutaj ludzie nas polubili. Był okres, że musieliśmy mnóstwo dopłacać i mieliśmy momenty zawahania, czy jest sens robić to dalej, ale skoro ludziom się to tak podoba, to nie poddajemy się. Jesteśmy zawsze zachwyceni jak czytamy komentarze od naszych widzów, jest to bardzo budujące.

Popełniacie czasem błędy?

Parę razy nie udało się uniknąć błędów, ale widzowie podchodzą do tego tolerancyjnie. W jednym z pierwszych odcinków pomyliłem imiona carów, powiedziałem chyba Piotr zamiast Paweł. Pojawiło się kilka komentarzy, że jestem burakiem bez szkoły i nie znam historii, ale ludzie podchodzą do tego z dużą dawką tolerancji. Staramy się, aby takich sytuacji nie było, a jak już się zdarzą, to potrafimy się śmiać z siebie i w następnym odcinku do tego nawiązujemy.

Jaka była najbardziej absurdalna ciekawostka, o której dowiedziałeś się przygotowując program?

Chyba w czołówce jest Henryk Walezy i to, że jego fetyszem było zapraszanie prostytutek i podpalanie im włosów łonowych. To jedna z najbardziej odjechanych rzeczy, jakie zdarzyło mi się przygotować nie wiedząc o tym wcześniej.
Skąd czerpiecie tego typu informację?

To wszystko jest w książkach i opracowaniach w ogólnodostępnych bibliotekach. Trzeba tylko do nich dotrzeć i je skumulować.

Widzowie Radka Kotarskiego prosili go, aby zrobił odcinek o katastrofie smoleńskiej, a czy wy macie jakieś oryginalne prośby?

Czasem proszą o odcinki z historii najnowszej, ale ustaliliśmy między sobą, że będziemy unikać tematów, które mogłyby podzielić ludzi. Paweł, z którym pracujemy, stwierdził za naszym wspólnym profesorem, że można mówić o historii wtedy, gdy umrą wnuki bohaterów. Ja nie twierdzę, że historia sprzed 20 lat nie jest ciekawa, jest kontrowersyjna i bolesna. Wiele osób ma bolesne emocje z nimi związane. Niewykluczone, że kiedyś coś w tym kierunku zrobimy, ale będziemy bardzo uważać, by wyważyć te informacje.

A Generał Sikorski?

Myślę, że zrobimy, bo czym innym są tematy mocno kontrowersyjne, a czym innym takie, o których trzeba powiedzieć, a się nie mówi, jak chociażby właśnie generał Sikorski.

Zaczął już ktoś kopiować was na YouTube?

Na YouTube nie, ale nasi widzowie piszą, że jest jakiś program w telewizji, który czerpie z naszego stylu.
Trwa ładowanie komentarzy...