Meryl Streep jako sufrażystka.
Meryl Streep jako sufrażystka. Fot. materiały prasowe

– Będziemy prowadzić wojnę, bo wojna jest jedynym językiem, który rozumieją mężczyźni – mówi jedna z bohaterek filmu "Sufrażystka", który na jesieni wchodzi do kin.

REKLAMA
W Polsce październik zapowiada się gorąco. Czekają nas wybory parlamentarne. Najważniejszymi rywalkami o tekę premiera będą dwie kobiety – Ewa Kopacz i Beata Szydło. Do urn pójdą kobiety, których głos od lat jest równoważny z głosem męskim. Sto lat temu scenariusz, który na jesieni rozegra się w Polsce, byłby nie do pomyślenia.
W tym samym czasie w kinach pojawi się pierwsza superprodukcja o początkach feminizmu. Meryl Streep, Helena Bonham-Catrer i Carey Mulligan wcielą się w role brytyjskich sufrażystek, które wszystkim dostępnymi środkami walczyły o prawo kobiet do głosowania. Rzucały się pod konie, dokonywały aktów terrorystycznych, były bite, prześladowane. Koniec końców dopięły swego, wszystko po to, by 100 lat później, któraś ze współczesnych kobiet mogła powiedzieć: nie nazywaj mnie feministką.
Mówi się, że w piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet. Tych, które utrudniają karierę innym dziewczynom, które je obmawiają, jątrzą, niszczą, nawiązują romanse z zajętymi facetami. W tym piekle znajdzie się z pewnością przestrzeń dla tych, które nie doceniają pracy kobiet na rzecz naszej płci.
Po raz pierwszy w superprodukcji feministka będzie bohaterką, z którą można się utożsamić, którą można podziwiać. Nie sfiksowaną wariatką, nienawidzącą mężczyzn. Nie sympatyczną aktywistką, która wykłóca się o głupoty. W rolę feministycznej liderki Emmeline Pankhurst wcieli się ceniona Meryl Streep. Pankhurst należała do ruchu feministycznego od kiedy skończyła 14 lat.
"Sufrażystka" została wyreżyserowana przez kobietę, wyprodukowana przez kobietę, główne role grają tu kobiety. To nie znaczy, że feminizm nie jest już potrzebny. To tylko sygnał, że nie trzeba już domagać się swoich praw siłą. I jeśli jedynym językiem mężczyzn jest wojna, to nastał czas, żebyśmy przestały wojować, ale zaczęły forsować własny język. I mam nadzieję, że "Sufrażystka" będzie jednym z z filmów, które wniosą nowe słowa do tego języka.

Napisz do autorki:agata.komosa@natemat.pl