Fot. Marcin Wołoszczak / AG  

Centralny Ośrodek Informatyki (COI) powstał kilka lat temu przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Instytucja została powołana, by usprawnić i przyśpieszyć proces informatyzacji w państwie. Jaki jest efekt pracy rządowych informatyków? Niewielki, okazuje się, że nie wystarczy zatrudnić w urzędzie bardzo drogich informatyków z wolnego rynku, aby stać się fajną firmą informatyczną. Eksperci przypominają, że ośrodek jeszcze żadnego projektu nie skończył na czas. Kolejną wpadkę COI zaliczył parę dni temu, gdy wyszło na jaw, że o co najmniej pół roku będzie opóźnione także wdrożenie systemu CEPiK 2.0 – nowej bazy danych kierowców i pojazdów.

REKLAMA
Nowy system miał działać od 4 stycznia 2016 r. COI długo przekonywało, że dotrzyma tego terminu. MSW przyznało właśnie, że był to nadmierny optymizm. – CEPiK 2.0 nie jest gotowy do uruchomienia, nie możemy wprowadzić w życie przepisów ustawy – tłumaczy w rozmowie z RMF minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. Taka decyzja zapadła po spotkaniu trzech ministrów konstytucyjnych: spraw wewnętrznych, infrastruktury i cyfryzacji. MSW potwierdziło, że termin wdrożenia zostanie odroczony o co najmniej 6 miesięcy.
W oświadczeniu wysłanym do Dziennika Gazety Prawnej resort przyznał, że wdrożenie CEPIK 2.0 w wyznaczonym wcześniej terminie wiąże się z poważnym ryzykiem. – Priorytetem jest zapewnienie prawidłowej obsługi spraw obywatelskich w skali całego kraju. Należy mieć przy tym na względzie, iż do uruchomienia zmienionych rozwiązań pozostaje 41 dni, zaś na dzień dzisiejszy do wydania pozostają w dalszym ciągu kluczowe dla tego procesu akty wykonawcze do ustawy Prawo o ruchu drogowym, pozostające zarówno w gestii ministra właściwego do spraw wewnętrznych, jak i innych resortów – cytuje DGP.
Co ciekawe, deklaracja o konieczności przesunięcia wdrożenia projektu wypłynęła ze strony nowego wiceministra cyfryzacji Szymona Rumana, który to wcześniej pracował w COI. Jak informuje DGP, propozycja ministra padła podczas spotkania z samorządowcami z Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.
Wcześniej zarówno COI, jak MSW zapewniały w oświadczeniach wysłanych do redakcji naTemat.pl, że o opóźnieniach nie może być mowy. – Realizacja harmonogramu budowy systemu CEPiK 2.0 przebiega w dużym tempie, bez większych odstępstw od założeń – twierdziły.
Tymczasem CEPiK 2.0, który pochłonął już 149 mln zł z kieszeni podatników, nie przeszedł m.in. ogólnokrajowych testów integracyjnych i wydajnościowych. – Trzeba sprawdzić, czy system będzie dobrze współpracował z systemem produkcji praw jazdy i dowodów rejestracyjnych oraz jak sobie z nim poradzą urzędnicy w ok. 400 starostwach powiatowych w całym kraju – tłumaczy w rozmowie z naTemat.pl Dariusz Nowakowski, ekspert ds. informatyzacji.
To nie koniec opóźnień. Wiadomo, że brakuje nie jednego, nie dwóch, ale kilkudziesięciu rozporządzeń MSW wdrażających system. Tymczasem każdy praworządny urzędnik ma prawo, a nawet obowiązek „odmówić integracji systemu”, dopóki nie ma tych aktów wykonawczych. Zawsze bowiem istnieje ryzyko, że finalna treść rozporządzeń może ulec modyfikacjom i różnić się od roboczej wersji. – Wtedy system informatyczny nie będzie zgodny z prawem – tego się boją poszczególni interesariusze – tłumaczy Nowakowski.
Brak rozporządzeń wzbudził prawdziwy popłoch w starostwach. Prezes Związku Powiatów Polskich wystosował m.in. do MSW pismo, w którym wypunktował poważne opóźnienia w przygotowaniu administracji rządowej do uruchomienia CEPiK 2.0 w wyznaczonym terminie. ZPP stwierdził także, że wciąż nie rozpoczęto wydawania poszczególnym użytkownikom certyfikatów umożliwiających wprowadzenie danych do systemu. Starostwa nie wiedziały też, kto dostarczy na czas katalog marek i typów pojazdów, potrzebnych do procesu rejestracji pojazdu.
Cytat z pisma starosty poznańskiego Jana Grabkowskiego do ZPP

Z pobieżnej oceny przedstawionego materiału nasuwa się pytanie o sens i uzasadnienie dla tak dużej ilości aktów normatywnych, podczas kiedy każdy zawiera ogólne sformułowania bez słownika i rozstrzygnięć w podstawowych kwestiach. Przykładem jest brak jednoznacznej definicji niezgodności, brak procedury ich wyjaśniania, poprawiania, sposobu dokonywania korekt i odpowiedzialności za ich nanoszenie. Są to fundamentalne kwestie dla niezaprzeczalności danych w bazie CEPiK 2.0, z której MSW uczyniło niemal hasło przewodnie tworzenia CEPiK 2.0. Nieznana jest i nieudostępniona polityka bezpieczeństwa czy choćby wynikająca z niej sprawa nadania uprawnień do systemu

Kiedy będzie komplet aktów wykonawczych? Jak wyjaśnia w oświadczeniu prasowym MSW, „rozporządzenia obecnie są na etapie uzgodnień międzyresortowych i wkrótce zostaną skierowane do dalszych prac. Ostatecznie powinny zostać opublikowane w grudniu br., tak aby móc wejść w życie wraz z ustawą”.
Jak wyglądałaby sytuacja, gdyby szefowie resortów obstawali przy terminie w styczniu? Nie dalibyśmy rady zarejestrować auta, zapisać się na kurs prawa jazdy, przystąpić do egzaminu ani zrobić przegląd techniczny. Teraz pozostaje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego COI, który na pracę nad systemem miał aż 2,5 roku, nie wyrobił się na czas. – Stworzenie takiej jednostki było potrzebne ze względu na racje bezpieczeństwa. Jednak specjalistom z COI najwyraźniej brakuje doświadczenia – mówi w rozmowie z naTemat.pl właściciel dużej polskiej firmy oferującej usługi programistyczne.
Polskie miasta niczym Hawana.
Dowodów nie brakuje. COI regularnie trafia na celownik dziennikarzy. Jak ustalił „Dziennik Gazeta Prawna” w 2012 r., z powodu błędów w Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEP) (administrowany przez COI – przyp. red.) powstał problem z tzw. zacieraniem się orzeczonych przez sądy zakazów prowadzenia pojazdów. Starostwa nie mogły sprawdzić, czy określony kierowca „nie ma orzeczonego zakazu w innym starostwie”. De facto oznaczało to, że osoba z zakazem kierowania mogła bez przeszkód wyrobić nowy dokument – wystarczyło jedynie zameldować się w innym starostwie.
Suchej nitki na CEP, który pochłonął już 600 mln zł, nie zostawił też tegoroczny raport opracowany przez Koalicję Prawo do Naprawy R2RC. Jak ustaliła organizacja, baza danych CEP i realny stan rzeczy to dwa odległe światy. Okazuje się, że nad Wisłą mamy ponad 23 tys. pojazdów starszych od legendarnego Forda T, czyli pierwszego auta produkowanego na taśmie montażowej od 1908 r.
Raport R2RC – Kierunek 2020

Z danych CEP wynika zatem, że w Polsce przechowało się historyczne dziedzictwo światowej motoryzacji, a unikaty, o które powinny starać się muzea z całego świata, można znaleźć w każdym powiecie. Widok polskich ulic powinien, z grubsza rzecz biorąc, przypominać Hawanę.

To nie koniec kuriozów. Znalazły się też takie perły jak pojazdy, które według zapisanych tam informacji mają ponad... 1000 lat. Nie zabrakło też samochodów, które nie mają prawa istnieć, takie jak VW Polonez Caro czy Audi Polski Fiat 126 650. To z kolei wnioski firmy analitycznej Samar.
logo
Legendarny Ford T. Według bazy CEP w Polsce powinniśmy mieć ponad 23 tys. pojazdów starszych od tego auta Fot. Lissandra Melo/ Shutterstock.com
W rezultacie nikt w Polsce nie dysponuje wiarygodną informacją odnośnie tego, ile tak naprawdę aut jeździ na polskich drogach. Liczba obowiązkowych polis OC na koniec 2013 r. była np. o ponad 6 mln niższa niż liczba oficjalnie zarejestrowanych pojazdów. Według danych Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego bez OC jeździ w Polsce najwyżej kilkaset tysięcy pojazdów.
ŹRÓDŁO czy ŚCIEK?
COI zapewnia, że na bieżąco usuwa usterki. Jednak, jak zaznaczają eksperci, są to powierzchowne poprawki, a praca nad nowym, jak wspominaliśmy wcześniej, jak z płatka nie idzie. – Podobnie było podczas wdrażania Systemu Rejestrów Państwowych (SRP) i aplikacji Źródło na początku tego roku. Ostatecznie termin wdrożenia odroczono w ostatniej chwili o 2 miesiące, na 1 marca 2015 roku – wspomina Nowakowski.
Co z tego wyszło? System żyje, ale co to za życie. Nowy program informatyczny wywołał prawdziwy chaos w urzędach. Zamiast 7 ustawowych dni na wydanie odpisu aktu trzeba czekać nawet dwa miesiące – wynika z ustaleń DGP. Chodzi m.in. o to, że urzędnicy nie nadążają z wprowadzeniem danych do elektronicznej Bazy Usług Stanu Cywilnego. Jak ocenia sam MSW, w Warszawie dziennie do nowego systemu powinno trafiać ok. 900 aktów różnego rodzaju, tymczasem lokalni urzędnicy są w stanie wprowadzić zaledwie 128. Sprawę ułatwiłaby aplikacja masowej migracji aktów do systemu, lecz projekt został odrzucony z przyczyn formalnych przez grupę ekspertów przy MIR i nie dostał pieniędzy – informuje DGP.
Do paraliżu prac urzędów doszło m.in. parę tygodni temu. Przy zmianach w SRP nie zostały w pełni zaktualizowane uprawnienia użytkowników, co oznacza, że urzędnicy nie mogli m.in. wydrukować odpisów. Do tego trzeba dodać regularnie doniesienia prasy o „cudach”, jakie dokonują się za pośrednictwem nowego systemu. Zdarzały się przypadki, że SRP wskrzeszał zmarłych i uśmiercał żyjących Polaków.
logo
Wypowiedzi z forum na temat SRP fot. Screenshot/ Samorzad.pap.pl
– Za najlepsze podsumowanie tego projektu służą komentarze urzędników obsługujących aplikację ŹRÓDŁO, kluczowy element pl.ID, która z powodu licznych błędów i złej jakości wykonania nazywana jest powszechnie „BAGNO” lub „ŚCIEK” – czytamy w raporcie pt. „Informatyzacja państwa przy wsparciu Funduszy Strukturalnych Unii Europejskiej”, który Dariusz Nowakowski opracował wspólnie z Bartłomiejem Klingerem.
Wątpliwości budzi też inny fakt. Według ustaleń Roberta Zielińskiego i Macieja Dudy, dziennikarzy śledczych w TVN24, zlecenie warte 121 mln zł, w ramach którego COI miał wdrożyć pl.ID, wzbudziło podejrzenia CBA.
Odpowiednia umowa została podpisana ostatniego dnia pełnienia funkcji ministra spraw wewnętrznych przez Jacka Cichockiego, ustępującego szefa Kancelarii Premiera. – Jej parafowaniu sprzeciwiał się ówczesny dyrektor pionu prawnego MSW Andrzej Rudlicki. Decyzja o jego odwołaniu była również jedną z ostatnich, które podjął Jacek Cichocki jako urzędujący minister spraw wewnętrznych – informują dziennikarze. W związku z powyższym CBA postanowiło sprawdzić, czy „zawarcie takiej umowy było zgodne z prawem” oraz „jakie ma korzyści podatnik z wydawania tak ogromnych sum pochodzących z jego kieszeni”.
Smutny autobus.
Po 5 latach działalności ośrodek ma na swoim koncie zaledwie jeden udany projekt. pt. „Bezpieczny autobus”. – Jest to nieskomplikowana, prosta usługa, która ma ułatwić sprawdzenie w Centralnej Ewidencji Pojazdów informacji o autobusie lub autokarze, którym planowana jest podróż – wyjaśnia Nowakowski. To jednak wciąż za mało, by stwierdzić, że COI „uratował” projekty e-administracji.
– Informatyzacja państwa pochłonęła już ponad 5 mld zł, a spektakularnych sukcesów wciąż nie widać – tłumaczy Nowakowski. W zakresie rozwoju e-administracji zajmujemy dopiero 42. miejsce – wynika z rankingu ONZ. Wyprzedzają nas takie kraje jak Rosja, Kazachstan i Chile. Polska wypadła niewiele lepiej niż Andora, Czarnogóra czy Kolumbia.
Tymczasem ośrodek nie przejmuje się brakiem spektakularnych sukcesów i skupia się na dynamicznym rozwoju. O ile 5 lat temu zatrudniał ok. 98 osób, o tyle dziś liczba zbliża się do 500. Rosną też wydatki na wynagrodzenie. Ze sprawozdania wykonania budżetu państwa za 2014 r. wynika, że na wypłaty specjalistów COI wydano ok. 29,9 mln zł. W tym roku pula ta ma wzrosnąć do 42 mln zł. Oznacza to, że średnia pensja wynosi tam ok. 7 tys. zł na osobę. Wniosek nasuwa się sam: może COI i nie jest polskim Apple'em, jednak miano „pracodawca roku” ma w kieszeni.