Grupa naTemat

Swingiem do prostytucji, czyli jak sprzedają się... małżeństwa. "Stawki dla par są bajeczne, żal nie spróbować"

Za płatny udział w swingerskich zabawach pary co kilka tygodni mogą zarobić kilka tysięcy złotych. Wielu wizja takiego zarobku kusi, by trzymając się za ręce wejść w świat prostytucji...
Za płatny udział w swingerskich zabawach pary co kilka tygodni mogą zarobić kilka tysięcy złotych. Wielu wizja takiego zarobku kusi, by trzymając się za ręce wejść w świat prostytucji... Fot. Kopytin Georgy / Shutterstock.com
Kiedy mowa o prostytucji, większość od razu ma przed oczami stereotypowy obraz zdesperowanych kobiet, które w ten sposób szukają lepszego życia. Mało kto ma świadomość, że wraz z rozwojem tego specyficznego rynku pojawili się na nim nie tylko prostytuujący się mężczyźni, ale i pary. Najczęściej to małżeństwa lub wieloletnie związki. Jak są w stanie tak funkcjonować i co ich do tego popchnęło?

Nowe czasy, nowe usługi
Internet zmienił świat, ale naprawdę w mało której branży zrobił taką rewolucję, jak w prostytucji. Jeszcze kilkanaście lat temu znalezienie chętnych na płatny udział w trójkącie, czy szerszym kręgu towarzyszy do łóżkowych zabaw nastręczało sporych problemów. Dawni alfonsi i agencje koncentrowały się raczej na dostarczaniu usług w miarę młodych pań. Wszystko zmieniła jednak sieć, dzięki której na rynku pojawiło się nie tylko więcej chętnych do prostytuowania się, lecz także ich oferta zrobiła się znacznie szersza.


Dziś znalezienie chętnej pary zajmuje co najwyżej kilkanaście minut. Jeśli ktoś wie już, gdzie szukać, nie potrzebuje nawet tyle czasu, by przebierać w ofertach według własnego gustu. Jednak nie wchodzi raczej na strony z "klasycznymi" ogłoszeniami towarzyskimi, a portale łączące chętnych na coraz bardziej modne swingowanie, czyli wymianę partnerów i uprawianie seksu grupowego. Bo zwykle to właśnie z tego świata do prostytucji trafia się we dwoje.

Swingiem do prostytucji
Tak jak Wojtek i Agata z dolnośląskiej Oleśnicy, którzy opowiadają mi o swojej już pięcioletniej przygodzie z – jak to nazywają – "dorabianiem przez zabawę". – Od 2007 roku mamy konta na serwisach dla swingersów, dzięki czemu uczestniczyliśmy we wielu fajnych imprezach, czy wyjazdach. Że oprócz zabawy, którą bardzo lubimy, możemy mieć coś więcej zauważyliśmy, gdy inna para zaproponowała nam wspólne wakacje w Chorwacji, ale myśmy akurat gorzej stali finansowo. Kiedy im o tym powiedzieliśmy, opłacili wszystko za nas – wspomina 32-latka.
Wojciech
40-latek prostytuujący się wraz z żoną

Poczuliśmy się trochę zobowiązani, więc zagraliśmy w otwarte karty i zapytaliśmy, czego oni dokładnie i jak często oczekują. Dogadaliśmy się i "współpraca" poszła gładko. Nie powiem, że nam się to nie spodobało, bo nasi sponsorzy byli tak hojni, że po dwóch tygodniach nad Adriatykiem zamiast wrócić spłukani, przywieźliśmy jeszcze trochę gotówki i prezentów. Zerknęliśmy wtedy trochę inaczej na profile par, które są zazwyczaj oznaczone "$$$". Zobaczyliśmy, jak to funkcjonuje i sami daliśmy też taką adnotację, że jakieś wynagrodzenie wchodzi w rachubę. I wiesz co? Odzew na naszą skrzynkę był chyba z dwa razy większy niż wcześniej, bo za pieniądze ludzi są śmielsi. Szczególnie ci, którzy nie są klasycznie piękni...

Zdaniem męża Agaty, to "nie jest prawdziwa prostytucja", bo ostatecznie to ona decyduje, z kim się prześpią i czy zaproponowana stawka jest zadowalająca. Choć małżeństwo przyznaje, że w ciągu roku zarabiają w ten sposób prawie drugie tyle, co w pracy na etatach, to nadal najważniejsze jest podobno to, że sami lubią taki seks. – Nie robimy tego codziennie, raczej raz na kilka tygodni – tłumaczy Agata. Zdradza też jak negocjuje stawki. – Jeśli kogoś bardzo lubimy i nie potrzeba inwestycji w wielkie wyjazdy na drugi koniec Polski, to wystarczy i 1 tys. zł za cały weekend. Przeciętnie mowa natomiast o 2 tys. za noc. Przyznaję, że najwięcej bierzemy od panów z dużymi brzuszkami, bo nie przepadam za tym. Trochę się przymuszam. Jeden za udział w tzw. gangbang ze mną zapłacił więc 6 tys. zł., tyle, co wszyscy pozostali razem. Chyba całe oszczędności wydał, ale taka cena spełniania marzeń – mówi rozbawiona.

Zarobki z innego świata
O tym, że stawki oferowane parom potrafią być "naprawdę bajeczne" zapewniają mnie też w Bydgoszczy, gdzie swoje usługi oferuje młode narzeczeństwo Basia i Kuba. Historia ich biznesu seksualnego jest trochę bardziej typowa, gdyż – jak wiele osób prostytuujących się – zrobili sobie z niego sposób na utrzymanie się na studiach. On kończy architekturę, ona psychologię. Jak podkreślają, wyższe wykształcenie jest bardzo atrakcyjne, bo większość konkurencji to raczej ludzie prości, więc nie odnajdują się w domach i otoczeniu osób z wyższej klasy, które najczęściej skłonne do płacenia za nietypową zabawę w większym gronie.

– Nigdy nie byliśmy swingersami za darmo. Okazało się, że nam to nie przeszkadza, ale jak się tak zabawimy ze sponsorami, to mamy dosyć – tłumaczy Basia. – Jak więc w to weszliśmy? Spróbowaliśmy dorobić na popularnych kamerkach. Bo wiemy, że fajnie wyglądamy i potrafimy się widowiskowo kochać. No i przez taki portal zaczepiło nas pewne małżeństwo, które uświadomiło nam, że niektórzy z kamerek się spotykają. Oni szukali akurat pary w naszym wieku i z naszymi upodobaniami. Zaproponowali po 2 tys. zł na głowę i opłacony pobyt w fajnym SPA. Tylko ja wtedy pracowałem, za grosze na stacji benzynowej i skłamałbym, gdybym stwierdził, że długo się zastanawialiśmy. Była jakaś obawa, że między nami nie będzie, tak jak przedtem. Ale okazała się nieuzasadniona. Wciąż mamy na siebie ochotę, a duchowo jest nawet lepiej. Wiemy, że będziemy razem do końca życia.
Basia
23-latka, wraz z chłopakiem prostytucją dorabia na studiach

Ale na spotkania ze sponsorami dajemy sobie jeszcze maksymalnie dwa lata, robimy dyplomy, kasujemy namiary na siebie i wyjeżdżamy z kraju – wtrąca Basia. I dodaje, że w tej "pracy" nie boi się, bo cały czas jest z nią Kuba, który jest mężczyzną dość atletycznie zbudowanym i wyraźnie budzi respekt większości osób, z którymi się spotykają. - Sama nigdy bym nie zaryzykowała. Stanowcze nie mówimy też opcjom, w których ma być wyraźnie więcej mężczyzn niż kobiet, bo nigdy nie wiadomo, jak to mogłoby się potoczyć. Bo w końcu igramy z ogniem. Wiemy o tym. Ale dzięki modzie na swingowanie parom płacą dziś tak dobrze, że żal byłoby nie spróbować.

Co z zazdrością, co z wiernością...?
Agata i Wojciech są małżeństwem od prawie dekady, Basia i Kuba zaręczyli się w ubiegłym roku. Jak zatem wielokrotnie sprzedawanie się w stosunkach z wieloma partnerami ma się do przysięgi, jaką jedni złożyli już przed laty, a drudzy wygłoszą na ślubie, który planują zorganizować właśnie z tak zarobionych pieniędzy? – Wszystko robimy za obopólną zgodą i nikt nikogo do niczego nie zmusza – słyszę od prostytuujących się wspólnie małżonków. –Bierzemy tylko ślub cywilny, spowiadać się z tego, co robimy więc nie trzeba... – odpowiadają narzeczeni.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
SeksObyczaje
Skomentuj