Patrole ONR będą bronić Polaków przed rasizmem. W małych, sielankowych Grotnikach: „Jesteśmy przerażeni. To jakiś cyrk"

Marsze łódzkiej ONR.
Marsze łódzkiej ONR. Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
W Grotnikach pod Łodzią znajduje się ośrodek dla cudzoziemców, który przez sześć lat istnienia nikomu nie przeszkadzał. Ale zaczął. Nagle część mieszkańców zaczęła się burzyć i narzekać, zebrali tysiąc podpisów, wysłali listy protestacyjne do stosownych organów. Nastroje podchwycili narodowcy z ONR. I do sielskich Grotnik postanowili wysłać patrole bezpieczeństwa – na wypadek „incydentów rasistowskich wymierzonych w społeczność Polską”. Burząc wypoczynkowy spokój tego miejsca i pokazując, jak łatwo – z powodu uchodźców – popaść w paranoję...

Napisał do mnie pan Wojtek, który w Grotnikach pod Łodzią, ma działkę i od lat spędza tam weekendy, a także pomieszkuje w czasie wakacji. Informacja o patrolach ONR mocno nim wstrząsnęła. „Przerażenie mnie ogarnia na myśl, że w tym spokojnym miejscu, kojarzącym się wielu z sielanką letniego wypoczynku, na stałe zagości widok spacerujących “prawdziwych Polaków” reprezentujących nienawiść do bliźniego, nietolerancję i ksenofobię” – napisał.
Nasz czytelnik jest przekonany, że Grotniki mogły stać się wzorem tolerancji i otwartości, bo przez lata nic złego – w kontekście uchodźców – tu się nie działo. Nikt nie protestował, i Polacy, i Czeczeni żyli obok siebie bez problemów, nie słychać było o żadnych incydentach.


„Często jeżdżę z dziećmi na rowerach obok ośrodka dla cudzoziemców. Nigdy nie poczułem zagrożenia i przypuszczam że wielu mieszkańców również nie ma nic przeciwko, gdyż przez lata nic nie mieli” – przekonuje. Dlatego bardzo się boi, że ta sielankowa, otwarta kiedyś miejscowość, teraz mocno się zmieni. Stając się miejscem „obywatelskich patroli'... kiboli.”

ONR czuwa
W Grotnikach – stan sprzed kilku dni – przebywa 109 uchodźców, głównie z Czeczenii. ONR zareagował, gdyż – jak podaje na swojej stronie – od pewnego czasu otrzymywał od mieszkańców sygnały o agresywnych zachowaniach z ich strony. "ONR czuwa!" – zapewnia ich teraz bojowym hasłem. Pierwszy patrol przeszedł już zresztą ulicami miasta.
Ze strony ONR

Dzieci mieszkańców ośrodka uczące się w miejscowej szkole zaczepiają rówieśników oraz sprawiają problemy. Spadła również jakość nauczania. Brygada Łódzka ONR postanowiła stworzyć patrole bezpieczeństwa w przypadku incydentów rasistowskich wymierzonych w społeczność Polską. Na domiar złego od pewnego czasu mówi się o Grotnikach jako potencjalnym miejscu lokowania uchodźców z krajów bliskiego wschodu i Afryki Północnej. Budzi to obawy oraz protesty lokalnej społeczności, która już od kilku lat musi tolerować imigrantów. Boją się, że z kolejnymi przybyszami będą jeszcze większe problemy. Czytaj więcej

Tu, trzeba przyznać, odzew w sieci jest dość duży. Taki ogólny, niekoniecznie lokalny. "Brawo panowie", "Nie patyczkujcie się z nimi", "To są prawdziwi twardziele!", "Ja też chcę patrolować" – to tylko niektóre z komentarzy na Facebooku ONR. A na stronie serwisu OdbuowaRP pojawiła się sonda z pytaniem: "Kto nas obroni przed "uchodźcami"? Chłopcy w rurkach z chusteczką na szyi, czy opluwani narodowcy?" 93 procent biorących w niej udział oczywiście opowiedziało się za narodowcami.

W Łodzi już patrole są
Sam ONR chwali się zresztą, że od kilku tygodni patroluje już ulicę Piotrkowską w Łodzi. "Jeśli jesteś świadkiem incydentu narodowościowego, poinformuj nas o tym!" – apeluje. Pan Wojtek napisał do nas, bo właśnie tam widział ich w akcji:

"Jeśli z którejś strony widzę zagrożenie to ze strony właśnie takich osobników którzy regularnie w kilkuset osobowych grupach pod szyldem ONR i KORWIN z flagami łódzkich klubów piłkarskich maszerują z pochodniami ul. Piotrkowską wykrzykując nienawistne hasła często nawołujące do przemocy (w tym śmierci) w stosunku do wszystkich Innych (komunistów, lewaków, arabów, homoseksualistów itp) czyli wszystkich innych niż oni sami.

Dodał, że nie czuje najmniejszego zagrożenia ze strony Czeczeńców ani Syryjczyków: "Ale czuję ogromny strach przed własnymi rodakami oraz przed ich wizją Polski, w której będą żyły moje dzieci".
Podobne odczucia pojawiają się w Grotnikach, których ONR ma bronić. – Takie patrole nie są bezpieczne ani dla cudzoziemców, ani dla mieszkańców, ale sama ich nie widziałam. Wiem o nich tylko z mediów. Nie daj Boże, ktoś dostanie w głowę, będzie jakaś bijatyka. Wszyscy na tym stracą. Jak mogę tak apeluję o zachowanie spokoju – mówi radna Kinga Banasik.

Względny spokój, były trzy incydenty
Pojawia się zatem pytanie po co i dlaczego? Czy uchodźcy stwarzają problemy? Są agresywni siłowo? Werbalnie? – Bardzo ciężko jest coś takiego stwierdzić. Ale na przestrzeni ostatnich pięciu lat miały miejsce mniejsze lub większe incydenty związane z ośrodkiem – przyznaje Kinga Banasik.

Jakie? Konkretne przykłady? – Dla potwierdzenia mam udokumentowane trzy sytuacje – próba włamania do sklepu oraz miejscowej kawiarni, zniszczenie mienia i grożenie śmiercią dwóm pracownikom ośrodka. Wszystkie popełniła jedna i ta sama osoba, która już została deportowana z Polski. Ludzie mówią też o różnych zaczepkach, ale wielu z nich mieszkańcy nie zgłaszali – mówi radna. Teraz jednak, jak podkreśla, jest względny spokój.
Patrzą, jak na rasistów
O co zatem chodzi? Bo mieszkańcy Grotnik, z którymi rozmawiam, są mocno zaskoczeni. A ja razem z nimi, bo jednak w Polskę poszła wieść, że to mocno ksenofobiczne społeczeństwo, że tu, w Grotnikach, nikt więcej uchodźców gościć nie chce. Że petycję przeciwko nim podpisało tysiąc osób. Kinga Banasik sama z przykrością przyznaje, że w przekazach medialnych podkreśla się, że za częścią mieszkańców przemawia zwykły rasizm i obawa przed Syryjczykami.
– Ja naprawdę nie pojmuję, skąd się wziął ten problem. Ten ośrodek istnieje już od paru lat i nikt, powtarzam, nikt się nim nie interesował. Nigdy nie było żadnych głosów protestu, nikomu uchodźcy nie przeszkadzali. Sam zachodzę w głowę, skąd ta zmiana – mówi jeden z mieszkańców. Jak wszyscy, z którymi rozmawiam, prosi, by nie podawać jego nazwiska. – To mała miejscowość. Była pani tu kiedyś? Las sosnowy, piasek, cisza, spokój, prawdziwe letnisko. Jak ogłosili, że tu będzie ośrodek dla cudzoziemców, mieszkańcy skwitowali tylko: „Ok, niech będzie”, a teraz coś wymyślają – mówi.

To samo inni. – Nawet mój kolega, który ma mocno prawicowe poglądy, puka się w czoło, jak widzi ten cyrk. On też uważa, że ten ośrodek nie stanowi żadnego zagrożenia – mówi pan Bartek, który w Grotnikach mieszka od lat. Czy były jakieś groźne incydenty? Agresja słowna? Cokolwiek? – Nigdy nie słyszałem o żadnym przypadku napaści. To są bzdury – mówi. Dodaje, że tylko rodzice w szkole skarżą się, że dzieci uchodźców obniżają poziom. – Ale tak naprawdę to tamte dzieci są ofiarami wyzwisk. To nasze dzieci im dokuczają – słyszę.

"Tak dziwnie patrzą, pewnie mają złe myśli"
W Urzędzie ds. Cudzoziemców też nie słyszeli o żadnych incydentach w Grotnikach. – Był jeden, o którym wiem. Ale poszło o to, że jeden z mieszkańców ośrodka zatrudnił się na czarno, a pracodawca nie chciał mu potem zapłacić. O żadnym innym nie słyszałam – mówi Ewa Piechota z Urzędu ds. Cudzoziemców.

Niedawno była w Grotnikach, brała udział w programie na żywo TVP Info, rozmawiała z mieszkańcami, słuchała ich argumentów. Większość była przedziwna. – Że wieczorem szli i spotkali uchodźców. I oni coś mówili. Ale co? „Nie wiemy, bo w obcym języku”. Albo, bo się tak dziwnie patrzyli, na pewno myśleli coś złego. Był też argument, że ktoś musiał zabrać dziecko ze szkoły, bo tam są dzieci muzułmańskie. Dyrekcja szkoły tego nie potwierdza – mówi Ewa Piechota.

Ci ludzie czekają na informacje
Można zatem uznać, że niby problem jest, ale jakby go nie ma. Bo jest na pewno tylko innej natury. – Mieszkańcom nie chodzi o osoby, które przebywają w ośrodku, lecz o brak informacji, brak konsultacji społecznych, brak poczucia bezpieczeństwa, które jest subiektywnym i delikatnym odczuciem to, że organy centralne sobie nie radzą. Że zgodziły się na umiejscowienie ośrodka tego typu w malutkiej miejscowości pod Łodzią, gdzie do najbliższego posterunku policji jest kilkadziesiąt kilometrów. Gdzie na terenie gminy jest dwóch dzielnicowych. Takie ośrodki powinny być w większych aglomeracjach – mówi Kinga Banasik.

Okazuje się, że między prywatnym właścicielem ośrodka, a mieszkańcami nie ma praktycznie żadnego kontaktu. Nikt nic nie wie. Przez lata brakowało działań integracyjnych oraz informacyjnych, dni otwarte organizowane w ośrodku okazały się nieefektywne. Mieszkańcy sami się na to skarżą. Ten wątek przewija się w każdej rozmowie.

– Dlatego jak gruchnęła wieść, że Polska przyjmie Syryjczyków, w Grotnikach pojawił się strach. – Kolejne ataki terrorystyczne zaczęły podgrzewać atmosferę. A potem poszła wieść, że do nas też przyjadą uchodźcy z Syrii. I to był mały wybuch bomby atomowej. Zaczął się szum, który trwa do dziś. Ludzie boją się, że zostaną oszukani – mówi pan Bartek.

Rozmawiać. To wydaje się takie proste. Żadne obywatelskie patrole takiej rozmowie na pewno jednak nie pomogą.

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
SpołeczeństwoRasizmNacjonalizm
Skomentuj