Polska mistrzem rasizmu i ksenofobii, czyli jak nas widzi syryjski uchodźca. To może nam się nie spodobać

Syryjczyk nie zostawia na nas suchej nitki - nazywając największymi rasistami na świecie
Syryjczyk nie zostawia na nas suchej nitki - nazywając największymi rasistami na świecie Fot. Screen / quora.com
"Jeśli chodzi o rasizm najwyższego poziomu, trzeba oddać hołd mistrzowi wszech czasów w ksenofobii, nacjonalizmie i białej supremacji: Polsce" – pisze Fares Alahmar, uchodźca z Syrii i absolwent Politechniki Warszawskiej. Dalej punktuje to, czego – jego zdaniem – powinniśmy się wstydzić.

Nienawidzimy sąsiadów - Niemców, Ukraińców, Rosjan, Litwinów, Szwedów. Brakuje nam tolerancji dla żydów, imigrantów, homoseksualistów, nie-katolików i ateistów. Tłumimy każdy przejaw inności, której nie rozumiemy i której się boimy. A rachunek "prawdziwym Polakom" wystawia Fares, który w naszym kraju spędził trzy "najgorsze" lata swojego życia.

Z jego eseju wynika, że graniczące z nami państwa to samo "zło". I tak np., Niemcy są krajem "współczesnego nazizmu pod wodzą 'Fuhrer Merkel'". Fares równie ciekawie pisze o relacjach z Rosją. "Chcesz wkurzyć Polaka? Zapytaj: "Mówisz po rosyjsku, tak?" – wyjaśnia. Ocenia, że jesteśmy braćmi - Słowianami, których łączy trudna miłość. Nie może więc dziwić, że nawet przy wódce wytkniemy Rosjanom wszystko: od zbrodni katyńskiej po katastrofę TU-154. Ukraińców "kochamy" równie mocno, sprzedając im broń, "by się pozabijali". Wrogami są też Litwini (bo "Litwo, ojczyzno moja"), Szwedzi (bo urządzili "potop") i Białorusini (bo to "też Ruski"). Prawdziwym uczuciem darzymy tylko "tak samo rasistowskie" Czechy.

Rasizm to cecha narodowa – lub bardziej gen – aktywujący się na hasło "inność". Inny kolor skóry, inna religia i jej brak, inny akcent, inny styl życia, więc "Polska tylko dla Polaków". – Jeśli jesteś muzułmaninem, nazwą cię terrorystą, odsądzą od czci i wiary – ostrzega Alahmar. Kpi z polskiej moralności pisząc, że nie chcemy uchodźców, a zapominamy o własnej ucieczce przed wojną. Kpiny zresztą z każdym słowem jest więcej - takiej, która naprawdę dotyka i złości.


"To moje relacja - po 3 latach studiów w stolicy, Warszawie. Wypływa z osobistych doświadczeń, historii przyjaciół, medialnego przekazu i tego, co sprawia, że jest tak źle, czyli polskiego systemu edukacji" – zaznacza Fares. I choć nie zostawia na nas suchej nitki, wspomina również osoby, dzięki którym w Polsce przetrwał - niestety, wiele ich nie było.

źródło: quora.com

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...