
"Kaczyński to sułtan otoczony dworem eunuchów" – powiedział kiedyś Ludwik Dorn o PiS. I Prezes daje odczuć swoim podwładnym, że rzeczywiście tak ich postrzega. Publiczne okazywanie pogardy, głośne krytykowanie w szerokim gronie współpracowników czy przetrzymywanie godzinami w poczekalni. Tak Jarosław Kaczyński okazuje ludziom, że ich nie lubi.
Później poziom powagi systematycznie spadał. Najpierw internauci skupili się na zdjęciach Andrzeja Dudy i Marty Kaczyńskiej. Niefortunne fotografie padły na podatny grunt spekulacji na temat kondycji małżeństwa pary prezydenckiej.
Wyczytywanie stosunku lidera do podwładnych na takiej podstawie jest dość ryzykowne. I niepotrzebne, bo Kaczyński ma dużo bardziej jednoznaczne sposoby na okazanie komuś braku szacunku czy niechęci. Przede wszystkim to decydowanie o ich życiu politycznym.
Jedną decyzją Kaczyński może strącić kogoś w przepaść, przeciąć jego karierę polityczną. Tak było z rzecznikiem partii Marcinem Mastalerkiem, który podpadł Prezesowi nieposłuszeństwem i grubiańskim zachowaniem – opisywał "Newsweek". Nie posłuchał szefa w sprawie emisji spotu, a później ostentacyjnie nie odbierał od niego telefonu.
I równie ostentacyjnie zachował się Kaczyński. Na posiedzeniu władz partii poświęconemu układaniu list stwierdził, że dla Mastalerka nie ma miejsca na listach i jeśli ktoś chce, może się odbyć dyskusja, a nawet głosowanie, ale jeśli przegra, to zrezygnuje z szefowania partii. Do głosowania nie doszło. – Mastalerek posiedział jeszcze chwilę i wyszedł – opisywał "Gazecie Wyborczej" polityk PiS.
On gardzi ludźmi. To tylko pionki w grze (...) On nie szanuje nikogo poza własną rodziną. I może jeszcze postaci historyczne. O szacunku dla ludzi żyjących poza rodziną nie ma mowy. Kaczyński działa tak: jednego dnia z kimś zawiera koalicję, a następnego traktuje go jak najgorszą kukłę. Czytaj więcej
Łatwo nie ma też ten, kto zaczyna się zbyt mocno rozpychać. Kaczyński błyskawicznie daje mu znać, że jest nikim. Po wyborach europejskich w 2009 roku Ziobro stwierdził, że wynik jest niski, bo popełniono błędy i trzeba się nad nimi zastanowić. – Jeśli chodzi o moje zalecenia dla Zbigniewa Ziobry, jako szefa partii, to one są w tej chwili jednoznaczne: uczyć się języków i przygotowywać się do tego, by być dobrym europosłem – stwierdził z kamienną twarzą Prezes.
Ale nawet jeśli Prezes nie tylko okaże komuś łaskę, wręcz umieści go na jednym z najważniejszych urzędów w kraju, nie znaczy to, że tę osobę szanuje. Przekonała się o tym premier Beata Szydło, która publicznie, w świetle kamer, została przywołana przez Prezesa. Musiała ruszyć się z ław rządowych i zejść do szefa PiS.
Jeszcze gorzej lider PiS traktuje konkurencję polityczną. Ale to akurat u niego norma – jeszcze kiedy sam był w opozycji lekceważąco wypowiadał się o rywalach, szczególnie kiedy Platformę przejęła Ewa Kopacz. Teraz ma większe możliwości. – Cieszy go czołganie opozycji. Im bardziej, tym lepiej. Wtedy prezes jest rozluźniony, uśmiechnięty. Bawi się tym – mówił "Faktowi" współpracownik lidera PiS. O partii Ryszarda Petru mówi nie inaczej, jak "ta partia na 'n'".
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
