7 grzechów głównych KOD. Oto, co sprawia, że ruch Kijowskiego może stracić w oczach Polaków

KOD ma na koncie kilka poważnych wpadek, w których nie może trwać, jeśli nie chce zniechęcić do siebie Polaków.
KOD ma na koncie kilka poważnych wpadek, w których nie może trwać, jeśli nie chce zniechęcić do siebie Polaków. Fot. Tomasz Rytych / Agencja Gazeta
Komitet Obrony Demokracji to ruch społeczny, jakiego w Polsce od dawna nie było. Na Zachodzie często bywa porównywany do pierwszej "Solidarności", a Mateusz Kijowski do Lecha Wałęsy. To sprawia, że KOD-owi wybacza się na razie wszystkie grzechy. Tych tymczasem nie brakuje i im dłużej KOD będzie w nich trwał, tym szybciej nadejdzie moment, gdy boleśnie za nie zapłaci. Oto 7 grzechów głównych ruchu Kijowskiego.

1. Tylko sprzeciw

Ruchy, które odnosiły w historii największe sukcesy zwykle oparte były na dążeniu do określonego celu. Wiedziały, czego chcą. W "Solidarności" z czasów PRL od początku chodziło o poprawę bytu klasy robotniczej i choćby minimalny szacunek władzy wobec obywateli. Kolejne lata skutecznej walki o ten cel sprawiły, że przy okazji wywalczyć udało się uzyskać o wiele więcej. W tym całkowity upadek komunizmu, nie tylko w Polsce, lecz także innych krajach.


Tymczasem KOD wie jedynie, czego nie chce. Energia tysięcy Polaków, którzy dali się porwać inicjatywie stworzonej przez Mateusza Kijowskiego idzie dziś tylko i wyłącznie w sprzeciw. Nie walczą o coś, tylko przeciw czemuś. Choć lider KOD szybko zdystansował się od działań Andrzeja Miszka, który zaproponował nazwę "Komitet Obrony Demokracji przed PiS", to ona oddawała charakter ruchu znacznie lepiej. Jeszcze lepszy byłby tylko szyld "Komitet Przeciw PiS".

2. Brak programu

KOD zorganizował wiele manifestacji, ale już manifestu z prawdziwego zdarzenia wciąż się nie doczekał. Teoretycznie powstał on już 22 listopada 2015 roku, ale w dokumencie z tą datą nie ma właściwie żadnego konkretu. Nie dziwi oparcie wszystkiego na sprzeciwie, skoro w "konstytucji" KOD dominują zdania rozpoczynające się od słów "nie chcemy", "nie godzimy się", czy – dla odmiany - "nie ma też naszej zgody".
Manifest KOD
z 22 listopada 2015 r.

Demokracja w Polsce jest zagrożona. Działania władzy, jej lekceważenie prawa oraz demokratycznego obyczaju zmuszają nas do wyrażenia stanowczego sprzeciwu. Nie chcemy Polski totalitarnej, zamkniętej dla myślących inaczej niż każe władza, nie chcemy Polski pełnej frustracji i żądzy rewanżu. Chcemy, żeby w Polsce było miejsce dla wszystkich Polaków, równych wobec prawa,z ich przekonaniami, opiniami, etyką i estetyką. Nie godzimy się na zawłaszczanie państwa, dzielenie Polaków na lepszych i gorszych, pogardę dla „innego”. Nie ma też naszej zgody na poglądy godzące w zasady demokracji i prawa człowieka. Czytaj więcej

Porównania do pierwszej "Solidarności" łechcą ego każdego członka KOD, więc posłużmy się nimi jeszcze raz... W sierpniu 1980 roku "S" dopiero kiełkowała podczas strajku w Stoczni Gdańskiej, ale zaczynała nie od okrągłych słów, a 21 postulatów. Bardzo konkretnych. Takich, których każdy zwolennik ówczesnej opozycji mógł ze zrozumieniem bronić.

Polacy angażujący się w KOD nie mają takiej szansy. Jaki pomysł na Polskę ma KOD? Trudno znaleźć o tym jakiekolwiek informacje. Można się domyślić, że chcą Polski bez Jarosława Kaczyńskiego i PiS, ale na dłuższą metę to może być dla Polaków za mało.

– KOD nie jest bliski zwykłym ludziom – celnie punktował Robert Biedroń w poniedziałkowym programie "Tomasz Lis.". I przypominał, że ruch Mateusza Kijowskiego właściwie nie ma nic do zaoferowania tej części społeczeństwa, która bardziej niż o stan demokracji martwi się, by godnie przetrwać od wypłaty do wypłaty.

KOD stał się siłą zdolną do wykreowania wielkich zmian w państwie i przyszedł najwyższy czas na to, by zajął się także takimi problemami. I przedstawił Polakom plan, który obronioną już demokrację uchroni przed tym, by za kilka lat znowu nie zrezygnowano z niej za 500 zł od autorytarnej władzy.

3. Wodzostwo

Kto pretenduje do miana obrońcy danej wartości, ten sam powinien świecić przykładem. Tymczasem Komitet Obrony Demokracji od samego początku działa wodzowsko. Przez co w walce o demokratyczne standardy wypada równie wiarygodnie, jak liczni rozwodnicy z Prawa i Sprawiedliwości broniący chrześcijańskich wartości rodzinnych.

KOD, czyli kto? Na to pytanie większość Polaków odpowie nazwiskiem Mateusza Kijowskiego. W rzeczywistości od kilku miesięcy na czele Komitetu stoi jeszcze kilka osób, ale można odnieść wrażenie, że zostały dopuszczone do "władzy" tylko dlatego, że nie są tak przebojowe, jak lider.

W polskiej polityce to nic nowego. Co więcej, Polacy bardzo lubią, gdy dane poglądy można identyfikować z twarzą silnego lidera. Przed Mateuszem Kijowskim swój sukces budowali w ten sposób Jarosław Kaczyński i Donald Tusk. Przez wszystkie te lata zarzucano im jednak, że taką strategią osłabiają polską demokrację. I nie były to zarzuty bezpodstawne, bo sposób zarządzania PO i PiS przypominał raczej monarchię (czasem ocierającą się o tyranię) niż zdrową demokrację.

KOD poszedł niestety tą samą drogą. Światełkiem nadziei jest zapowiedź, iż więcej wpływu na funkcjonowanie organizacji zwykli ludzie będą mieli, gdy na dobre ruszy stowarzyszenie KOD. Oby na obietnicach się nie skończyło.

4. Kompromitacje wizerunkowe

Grzech trzeci Mateuszowi Kijowskiemu można jednak spróbować odpuścić... Od początku stawiał on na to, by zostać najbardziej rozpoznawalną twarzą KOD, bo widział, jakie oblicze pokazywali inni sympatycy powołanej przez niego inicjatywy. Kiedy Komitet dopiero raczkował, hitem sieci szybko stały się wpisy na jego facebookowej stronie. Gdzie niektórzy pisali na przykład, że "oddychają lepiej, od kiedy jest KOD". Jednak takie komentarze wywołujące głównie uśmiech politowania nadal można usłyszeć wszędzie, gdzie pojawiają się KOD-erzy.

Bywa też, że takie sytuacje przestają być śmieszne. Przypomnijmy choćby stawiającą KOD w kiepskim świetle sprawę wykorzystania wizerunku 2-letniego dziecka, które w Biuletynie "DEKODER" zostało przedstawione jako "koordynator sekcji dwulatków". Obronie demokracji kiepsko służą też rozpowszechniane przez sympatyków KOD memy i dowcipy o politykach PiS, hołdujące najprostszemu poczuciu humoru.

Tak samo szkodzą KOD kuriozalnej, albo i wulgarnej treści transparenty coraz częściej pojawiające się na manifestacjach. Organizatorzy ostatnio skrupulatnie pilnowali, by takie materiały schowano, ale warto zastanowić się dlaczego w ogóle je stworzono. Odzwierciedlają po prostu nastroje, którym pozwolono się w KOD rozprzestrzeniać.

5. Hejt

I te nastroje to osobny temat. Komitet Obrony Demokracji wziął od partii nie tylko wzorce wodzowskiego zarządzania. W podobny sposób generuje też język nienawiści. Pół biedy, gdy hejt skierowany jest w stronę rządzących, którzy nieźle zaleźli sympatykom KOD za skórę. Staje się jednak także najlepszą odpowiedzią dla każdego, kto śmie skrytykować organizację lub jej lidera. Świetnie przekonaliśmy się o tym w naTemat, gdy kilkukrotnie pozwoliliśmy sobie negatywnie ocenić KOD. Odpowiedzi KOD-erów wyglądały m.in. tak:
Gdy napisaliśmy, że Ewa Kopacz dopiero teraz dowiedziała się o kłopotach alimentacyjnych Mateusza Kijowskiego, zdarzyło się, że ktoś stwierdził nawet, iż nasza redakcja krytykuje KOD, bo obawia się konsekwencji przejęcia władzy przez to środowisko. Znajoma retoryka...? Niestety sympatyków KOD trudno czasem odróżnić od członków klubów "Gazety Polskiej" i Rodziny Radia Maryja. Równie mocno impregnowali się na wszelką krytykę i uwierzyli, że kto nie zawsze jest z nimi, na zawsze będzie przeciw nim.

6. Zamknięcie na inne poglądy

Większość powyższych problemów bierze się z tego, że w KOD szybko zamknięto się na wszelkie inne poglądy, niż te łączące wszystkich sympatyków. To podstawowy problem. Nie pozwala on na stworzenie ciekawego programu i jest katalizatorem wspomnianego hejtu. Bo jedynymi tematami, które na 100 proc. nie wywołają w KOD żadnego sporu są obrona demokracji i krytyka poczynań PiS. Tyle i tylko tyle...

7. Przekonanie o wielkości

Nie chodzi tu tylko o to, czy na ostatniej demonstracji w Warszawie było 240 tys. osób czy dużo mniej, jak oceniły policja, TVP i portal Gazeta.pl. KOD to bezapelacyjnie ruch masowy i cieszący się ogromnym poparciem społecznym. Ale jednocześnie to poparcie jest bardziej wątłe niż się działaczom KOD wydaje.

Potwierdzają to dwa niedawne badania, które są dla ruchu Mateusza Kijowskiego zarazem dobrą, jak i złą wiadomością. Dobre wieści są takie, że z sondażu przeprowadzonego przez SW Research dla "Newsweeka" wynika, iż KOD popiera 46 proc. Polaków, a według badania Ariadna ten odsetek to nawet 53 proc.

Przekonanie, że na świecie istnieją już tylko KOD-erzy i PiS-owcy obalają jednak szczegółowe dane. W przypadku badania dla "Newsweeka" bardzo złą wiadomością dla KOD jest to, że zaledwie 11 proc. Polaków odpowiedziało, iż popiera ten ruch i angażuje się w jego działania. Istotny jest też fakt, że aż 27 proc. respondentów uznało, że w ogóle nie ma na temat KOD zdania. W badaniu dr. Norberta Maliszewskiego pytano natomiast, czy KOD popieramy "raczej" czy "zdecydowanie". Tę drugą odpowiedź wskazało jedynie 19 proc.

Ergo? Komitet Obrony Demokracji bardzo szybko może stracić społeczne poparcie. Wystarczy, że ciężar popełnianych przez ten ruch grzechów zacznie zniechęcać Polaków. A gdy zostanie tylko "najtwardszy elektorat", KOD z głównego gracza na polskiej scenie politycznej stanie się jednym z kolejnych stowarzyszeń, które nie stanowią niczego więcej niż koła wzajemnej adoracji.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

Nim ktoś spróbuje zrzucić nam, że próbujemy "zniszczyć" KOD, czy wyliczając jego grzechy "przymilamy się władzy", przypomnijmy, że Komitet Obrony Demokracji i Mateusz Kijowski od zawsze mają w naTemat specjalne miejsce. Dla dobra przyjaciół czasem trzeba ich jednak oceniać najsurowiej.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

  • ZOBACZ TAKŻE:
  • KOD
Trwa ładowanie komentarzy...