Dom za cenę kawalerki w Warszawie zbudowali w 3 miesiące. Wątpisz? Poznaj Paulę i Krzysztofa

Taki dom zbudujesz w trzy miesiące! fot. Paula Walczak
Para zakochanych szaleńców, ich córeczka i jej braciszek w drodze. Cel: zbudować dom w 3 miesiące. Pieniądze: 220 tys. zł. Niemożliwe? Bzdura!

Decyzję o tym, że budują dom podjęli w styczniu. Miesiąc wcześniej okazało się, że Paula jest w ciąży. Szczęśliwi i trochę przerażeni, rozglądając się po swoich dwóch pokojach stwierdzili jednogłośnie: „Nie zmieścimy się”. W pierwszym odruchu szukali mieszkania, ale po kilku pierwszych rozczarowaniach oferowanymi lokalami zamarzyli o własnym domu, na zielonej działce gdzieś pod lasem. – Działkę znaleźliśmy szybko, bo trafiła się okazja. W tej okolicy ziemia kosztuje ok. 8 tys. zł za ar. Uznaliśmy, że to dla nas zdecydowanie za dużo. Byliśmy bardzo rozczarowani wysokością cen w tej okolicy, bo spodobało nam się od pierwszej wizyty. Dlatego, kiedy tylko pojawił się pod lasem nasz obecny kawałek ziemi za dużo niższą cenę niż okoliczne działki, nie wahaliśmy się – opowiada Paula.



Trzy miesiące to za długo
W lutym kupili działkę. Marzec poświęcili na załatwianie papierów na budowę. Koparka, która wykopała pierwszą dziurę pod fundamenty wjechała na działkę 4 kwietnia br. O wykonawcy słyszeli już wcześniej. Obiecał im, że ich dom od zera powstanie w trzy miesiące. I uprzedził: „działajcie, bo jeśli będą opóźnienia to nie dlatego, że będzie trzeba czekać na efekty naszej pracy, ale na wolne terminy płytkarzy itd.” Dzięki temu zaczęli umawiać fachowców na etapie wylewania fundamentów i projektowania wnętrz. – Nikt nie chciał nam zaufać. Kiedy zadzwoniliśmy zamówić kominek, facet zapytał na jakim etapie jest budowa i usłyszał, że nie mamy jeszcze ścian, nie chciał wpisać nas w kalendarz! Namówiliśmy go i udało nam się wynegocjować jakiś czerwcowy termin. Wyszło tak, że jeszcze musieliśmy go poganiać… - wspomina Paula.

W maju stanęły ściany i dach. 1 czerwca budowa była skończona, a do domu wkroczyli fachowcy. Wykończenie podłóg, ścian, łazienki i kuchni zajęło im… dwa tygodnie. Paula i Krzysztof wprowadzili się 16 czerwca.
Ile za to cudo?
Wjeżdżam do wsi i szukam domu po numerach. Szybko orientuję się, że niewiele mi to da. Są absurdalnie wymieszane. Przy drodze stoją jacyś ludzie, wyglądają na miejscowych. Kiedy pytam o dom z adresem Pauli i Krzyśka wzruszają ramionami, nie mają pojęcia. „A jak nazwisko?” „Walczak” – odpowiadam. „Walczak, Walczak… aaa ci nowi spod lasu. To do końca drogi w prawo.”

Wiem, że Paula i Krzysztof mieszkają tu od 6 tygodni. Fakt, że ludzie kojarzą ich po nazwisku jest dla mnie zaskakujący. Coś musi być na rzeczy… – Oj tak, ludzie zaglądali nam przez płot. Nasi sąsiedzi, którzy budują się od kilku lat i nie mogą dokończyć budowy, zrobili grilla w któryś weekend kwietnia. Wtedy mieliśmy tylko fundamenty. Zjechali się znajomi, i wiadomo, chcieli poznać „nowych we wsi”. Tydzień później też ich odwiedzili i przecierali oczy ze zdumienia – mieliśmy ściany, kładliśmy dach. Słyszałam jak za płotem jakiś biedny mężczyzna dostaje porządny ochrzan od żony, że jak to możliwe, że „oni w tydzień dom postawili, a ja czekam już tyle lat” – śmieje się Krzysztof.
Ich dom to 135 mkw. z garażem i kotłownią, czyli powierzchni użytkowej mieszkalnej jest ok. 100 mkw. Na ten metraż składają się trzy sypialnie, łazienka, salon z kuchnią, pracownia, wiatrołap i duża pralnio-spiżarnia. W salonie są duże balkonowe okna wychodzące na taras z widokiem na działkę i sosnowy las. Ile za to cudo?

Cena za metr kwadratowy domu w stanie surowym zamkniętym, nazywanym też deweloperskim lub białym wynosi 2 200 zł. – Przed wykończeniem, łącznie z drzwiami i oknami wewnętrznymi i zewnętrznymi zapłaciliśmy 220 tys. zł – mówi Krzysiek. To znacznie mniej niż metr kwadratowy za mieszkanie w bloku w małym mieście, które jest niedaleko.

Tanio znaczy dobrze, szybko znaczy stylowo
Niska cena budowy domu Pauli i Krzyśka zależy po pierwsze od jego konstrukcji, która zwana jest szkieletową. To technologia znana na zachodzie, zwłaszcza w Szwecji. – Śmiejemy się, że nasz dom jest wełniany, a nie drewniany. Bo ściany to szkielet obudowany płytami, a pusta przestrzeń między nimi wypełniona jest wełną mineralną. Po drugie fakt, że to dom parterowy. Piętrowy z pewnością byłby trudniejszy do wybudowania, zatem droższy i dwa miesiące mogłyby nie wystarczyć. Dwa, bo trzeci miesiąc właściciele doliczyli sobie na wykończenie.
Meble zamawiali mając tylko projekt. Zanim powstały fundamenty, oni myśleli o wszystkich funkcjonalnych rozwiązaniach. Sprawdzali wymiary mebli w katalogu, oczami wyobraźni dostawiali do ścian i planowali gdzie powinny znajdować się gniazdka, gdzie wyjścia na lampy. Ale kiedy okazywało się, że popełnili błąd (łóżko zablokowało możliwość dojścia do szafy w sypialni) ich drewniany dom znów robił im miłą niespodziankę. – Mając dom zbudowany z drewnianych płyt nie musisz wyburzać ściany, żeby ją przesunąć albo skrócić. Możesz ją upiłować! I tak zrobił nasz wykonawca. Mówimy do niego: „Łóżko się nam nie zmieściło”, a o na to „to nic!” Zawołał jednego z pracowników, który specjalnym narzędziem upiłował idealnie równy kawał ściany, zabudował płytą dziurę i tyle. Kopiuj-wklej – śmieje się Krzysztof.

Dom Pauli i Krzysztofa urządzony jest w stylu skandynawskim, w myśli idei „im mniej, tym więcej”. Szarości, biel, drewno. Jego klimat robią dodatki, dużo roślin, miękkie tkaniny, ogromne okna z widokiem na las. Paula i Krzysztof są grafikami, więc nie było im trudno wyobrazić sobie efekt. Bardzo pomogła im wyobraźnia przestrzenna. Tym, którzy jej nie mają radzimy trzymać się gotowych projektów i inwestować w proste rozwiązania, bez detali i udziwnień. W ten sposób unikniecie rozczarowań i poślizgów czasowych.

Oglądam efekty ekspresowej budowy i nie widzę żadnej różnicy między domem Pauli i Krzysztofa a domem murowanym. Do momentu, kiedy wchodzimy do kotłowni. To czyste ciepłe pomieszczenie, w którym nie ma osmolonego pieca, do którego podejście grozi poparzeniem. Jest za to duży samoobsługowy piec, który piskliwym odgłosem raz na kilka tygodni informuje, że kończy mu się „paliwo”. Krzysiek uchyla drzwiczki do pieca, by pokazać mi ilość popiołu. Ulatuje odrobina dymu… Ten zapach! Idealny! Naturalne, palone drewno, jak w nadmorskiej wędzarni. To bonus, którego nie da się wycenić.

Dwa i pół miesiąca urlopu „na dom”
Żeby się udało musieli te trzy miesiące wyjąć z życia. Potrzebowali maksimum skupienia, by wszystko dograć, wszystkiego dopilnować. Nie pracowali w tym czasie w ogóle. – Wzięliśmy kalendarz i dokładnie dzień po dniu zaplanowaliśmy każdy etap – najpierw budowy, potem wykończenia. Byliśmy bardzo zdeterminowani. Kiedy któryś z fachowców się spóźniał lub nie przyjeżdżał dzwoniliśmy do niego do znudzenia. Nie odpuściliśmy ani na chwilę, ani na krok. Byliśmy strasznie upierdliwi – śmieje się Krzysiek.

– Po tym jak zainwestowaliśmy w działkę i podpisaliśmy umowę z wykonawcą wiedzieliśmy, że zwyczajnie nie mamy wyjścia. Musimy zdążyć, inaczej nie będziemy mieli gdzie mieszkać. Gdybyśmy byli sami nie byłoby takiej presji. Ale mamy 5-letnią Agatkę, a w brzuchu dorastał Filip, by przyjść na świat w lipcu. Nie mogliśmy pozwolić, by nie wyszło – opowiada Paula.

Co to znaczy „nie da się”?
- To jest tak, że jeśli przyjmujesz do wiadomości, że możesz poczekać, to będziesz czekać. Dlatego domy murowane buduje się latami. Po pierwsze faktycznie – coś tam musi wyschnąć, coś odparować… Tu tego nie ma. Ale nie to jest decydujące. Kluczowe jest podejście do sprawy – przekonuje Krzysztof.

Najbardziej bawiły ich reakcje ludzi, którzy obserwowali jak idzie budowa. – Kiedy już tu mieszkaliśmy, byłam u znajomej fryzjerki. Ponieważ nie chwaliłam się przeprowadzką wcześniej, ona zabierając się za cięcie moich włosów westchnęła tylko i zapytała „Cooo? Nie wyszło…?” Musiałabyś zobaczyć jej minę, kiedy powiedziałam prawdę – że od miesiąca mieszkamy w nowym domu – opowiada z uśmiechem Paula.

Budowa domu w trzy miesiące budziła zainteresowanie gdziekolwiek ten temat był poruszany. Któregoś dnia Krzysiek robił zakupy w hurtowni elektrycznej i kiedy zaczął rozmawiać o przedsięwzięciu ze sprzedawcą, a inni klienci podchwycili temat, natychmiast wokół nich powstał wianuszek słuchaczy, którym powoli opadały szczęki.

Skoro to takie tanie, szybkie i dobre, to dlaczego tak niewielu Polaków decyduje się na budowę domu szkieletowego? – Bo Polacy jak już coś robią to na bogato. Zamiast skupić się tylko na tym, czego im potrzeba, to zapędzają się w marzenia o sypialniach z balkonami na piętrze, o kilku łazienkach z wielkimi wannami itd. Po co? Z takim podejściem albo nie robią nic i zostają w swoich ciasnych mieszkaniach w bloku, albo budują domy, których później nie są w stanie utrzymać – przekonuje Krzysiek. I faktycznie, kiedy rozglądam się wokół i patrzę na domy ich sąsiadów, mało który jest skromny. Większość to wille z kolumnami przed wejściem.

Poza tym Polacy boją się, że dom kanadyjski nie przetrwa kaprysów pogody. Zdaje się, że nie ma powodów do obaw - ten typ budownictwa bardzo popularny jest m.in. w Szwecji, gdzie warunki atmosferyczne bywają przecież cięższe niż w Polsce. No i wykonawca daje gwarancję na 100 lat...

Pomysł Pauli i Krzysztofa tylko z pozoru był szalony. Budowa w trzy miesiące? Każdy powtarzał jedno: „nie da się”. Uparli się, bo tak im się zamarzyło, bo nie chcieli mieszkać na blokowisku, woleli dać swoim dzieciom zielone bezpieczne podwórko i las. Woleli postawić na swoim. Łącznie wydali kwotę, która w Poznaniu zapewniłaby im trzy pokoje w nowym budownictwie, w Warszawie mogłoby im nie starczyć na dwa. Ich miesięczne opłaty są niższe niż przeciętny czynsz. Czy nadal budowa domu w trzy miesiące brzmi jak nierozsądne szaleństwo? No właśnie…

Dom kanadyjski, zwany również szkieletowym zbudowany jest na tradycyjnych fundamentach z drewnianych belek osadzonych co 40 cm. One tworzą szkielet ścian i dachu.

Drewno to sprowadzone zostało ze Szwecji. Jego fachowa nazwa to C24. Jest ono specjalnie wybiałkowane, po to by nie wchodziły w nie szkodniki, oraz profesjonalnie osuszone po to, by nie pracowało. Bez tego za kilka lat belki mogłyby zmienić kształt, a dom mógłby skrzypieć.

Ściany zbudowane są z płyt OSB, na które położone są dodatkowo płyty kartonowo-gipsowe. To wytrzymałe materiały, które bez ograniczeń umożliwiają np. bezpieczny montaż ciężkich mebli kuchennych.

Paula i Krzysztof dostali od wykonawcy 100 lat gwarancji na wytrzymałość domu.

Dom Pauli i Krzysztofa jest dużo bardziej ergonomiczny niż murowany. Dzięki wiatroizolacji, powietrze w domu ma w miarę stałą temperaturę – nie wpuszcza z zewnątrz gorącego i zimnego powietrza, ale wypuszcza powietrze ze środka na zewnątrz. Dzięki temu łatwiej go ogrzać.

Dom ocieplony jest wełną mineralną, nie styropianem.

Piec opalany jest pelletem. To drewniane wióry zbite w granulat. Cena za 15 kg to 15 zł. Latem dwa worki wystarczą na ogrzanie domu przez miesiąc. Pellet to oszczędność – odpad wynosi ok. 1% i jest to popiół, którego można użyć do nawożenia roślin. W domu jest ogrzewanie podłogowe i centralne. Piec ogrzewa również wodę. Paula i Krzysztof szacują, że zimą za pellet zapłacą miesięcznie dwa razy więcej niż teraz, czyli ok. 60 zł.

Koszty utrzymania domu miesięcznie to mniej więcej wysokość przeciętnego czynszu za mieszkanie w mieście, przy założeniu, że koszt zużytego prądu to między 200 a 300 zł.

Paula i Krzysztof podczas budowy domu prowadzili stronę www.zamieszkaniewdomu.pl, na której znajdziecie dokładną historię budowy oraz opis każdego etapu powstawania domu. Jeśli szukacie dobrego wykonawcy domów drewnianych polecamy lekturę strony na Facebooku „Jak nie budować domów z drewna”. To fanpage prowadzony przez specjalistów w tej branży, którzy wskazują najczęstsze błędy popełniane w sztuce budowania dobrego domu szkieletowego. Warto też sprawdzić czy firma, którą wybrałeś należy do Stowarzyszenia Dom Drewniany.

napisz do autorki: ewa.bukowiecka-janik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...