Jest na świecie kraj, w którym dzieje się dokładnie to samo, co w Polsce. Będziecie przecierać oczy ze zdumienia

Jest na świecie kraj, w którym dzieje się dokładnie to samo, co w Polsce. Będziecie przecierać oczy ze zdumienia.
Jest na świecie kraj, w którym dzieje się dokładnie to samo, co w Polsce. Będziecie przecierać oczy ze zdumienia. Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Przez przypadek trafiłam na to niedawne wystąpienie prezydenta. "Opozycja jest głodna władzy. Polaryzuje społeczeństwo, prowokuje" – czytam. A potem jest jeszcze o tym, że nie pogodziła się z przegraną w wyborach, planuje wielkie manifestacje i chce zdestabilizować kraj. Ale my się nie damy! To my dbamy o dobro narodu, oni chcą je zniszczyć – takie jest przesłanie. A potem jest jeszcze ciekawiej. Chaos w parlamencie, blokowanie głosowania, rewolucja w szkołach, NGO-sy na cenzurowanym... Dobrze to znamy, prawda?

Prezydent mówi, że opozycja chce doprowadzić do tego, by krajem nie dało się rządzić. Nie podoba mu się, że podczas manifestacji pod jego adresem padają obelgi i teraz grożą kolejnymi protestami. To w ogóle ich sposób działania – prowokacje i konfrontacja. Tylko takie polityczne sposoby znają.



"Podział, agitacja – tym żyją. A nie rozwój, budowa narodu. Jeśli myślą, że nas zastraszą, to się mylą" – tak mówi prezydent. W ogóle, w ich wydaniu to nie jest polityka. To wywoływanie zamętu w kraju. On odrzuca takie metody. I wzywa wszystkich, by zrobili tak samo: "Ci ludzie powinni być całkowicie ignorowani przez naród". Choć - trzeba przyznać - wzywa też opozycję, by dla dobra narodu, zaczęła współpracować z rządem.

"Będę podróżował, będę was słuchał"
Bo on i jego partia mają pomysł na kraj, a opozycja nie. Żadnego. Ich interesują tylko własne stołki i własny interes: "Przywódcy opozycji mają oczy, ale nie widzą. Mają uszy, ale nic nie słyszą, bo nie mają żadnego programu dla narodu". Za to jego partia... Jej zależy na kraju. Ona chce, by stał się silny w regionie, by świat o nim słyszał. Chce tworzyć nowe miejsca pracy, likwidować ubóstwo, dbać o jedność w narodzie, o pokój, o rozwój. Chce odbudować upadły przemysł.
W najbliższych miesiącach będę podróżował do każdego zakątku kraju. Będę słuchał waszych uwag i współpracował z wami, by wam i waszym rodzinom żyło się lepiej – powiedział w orędziu do narodu. Ważni są i młodzi, i starzy.

Na przykład starsi mieszkańcy wiosek mają dostać specjalne zasiłki. Wszyscy, którzy zasłużyli się dla rozwiązywania rodzinnych i sąsiedzkich sporów. Niech poczują moc! Żaden rząd wcześniej tak bardzo nie inwestował w bezpieczeństwo kraju, jak ten. Nawet na tak niskim szczeblu.

Rewolucja w szkołach - do góry nogami
O młodych też dba, dlatego przez kraj przechodzi właśnie szalona reforma edukacji. Gdzie tam szkoły 8-letnie. Tu były takie przez 20 lat i się nie sprawdziły! Trzeba zmienić wszystko, od podstaw. Dlatego dotychczasowy system 8+4+4 (wliczone studia) trzeba zastąpić systemem nowym - 2+6+6+3 (przedszkole, podstawówka, szkoła średnia, studia). Teraz, już, w tym roku. Choć eksperci i nauczyciele mówią, że to za szybko.
Nawet wydawcy już poprosili rząd, by trochę zwolnił tempo, bo naród czeka zmiana podstawy programowej. – Pośpiech w drukowaniu podręczników odbije się nie tylko na ich jakości, ale też na całym systemie – ostrzegają.

A propos uczniów, prezydent wymyślił, że od nowego roku uczniowie otrzymają specjalne, osobiste numery rejestracyjne. By przez całe szkolne życie można było śledzić ich postępy w nauce.

NGO-sy lekceważone
Prezydent generalnie działa szybko. Ostatnio podpisał też akt zwalczający korupcję w prywatnym sektorze. W ogóle tuż przed końcem 2016 roku podpisał sporo ustaw. Pozbył się też amerykańskich funduszy, które szły na edukowanie społeczeństwa o wyborach. Dysponowała nimi jedna z organizacji pozarządowych, ale on stwierdził, że zbliżają się wybory i obcy kraj mógłby w ten sposób wpłynąć na ich wynik. I zakończył program. Ambasador USA przyznał wtedy, że jest mocno rozczarowany. Swoje oburzenie wyraziły też organizacje NGO, które poczuły się lekceważone.

Super sojusz opozycji
Opozycja z kolei od pewnego czasu zwiera szyki, i od paru tygodni coraz bardziej jej się udaje. Twierdzi, że poprzednie wybory były sfałszowane, oskarża rządzącą partię o korupcję. Zbliżają się wybory prezydenckie i parlamentarne, trzeba znaleźć kandydata. Rozmowy, rozmowy... I jest! Pomysł na Super Sojusz. Tak jest, opozycja się jednoczy, by mężnie stawić czoła władzy. Jest jeszcze trochę czasu, dadzą radę.

Teraz grożą, że masowo wyjdą na ulice, bo władze zmieniają prawo wyborcze, które ma dać zielone światło dla ręcznego liczenia głosów. Choć prezydent zapewnia, że wybory będą uczciwe i nie pozwoli, by "parę osób" dyktowało, jak mają wyglądać.

On sam ma jeszcze inny kłopot. Strajki w szpitalach. Lekarze, stomatolodzy i inne medyczne profesje domagają się poprawy publicznej służby zdrowia. A także funduszy na badania naukowe, szkolenia, praktyki. Eksperci ostrzegają, że niedługo najlepsi lekarze i pielęgniarki zaczną wyjeżdżać z kraju, ale prezydent twierdzi, że nie ma pieniędzy.

Niczym w Polsce. Choć dzieje się to aktualnie w Kenii.

"Parlament chaosu" - dzień 20 grudnia
Dzieje się tak bardzo, że nawet Kościół Katolicki się zaangażował i próbuje negocjować. Apelując do opozycji, by nie organizowała masowych protestów, bo one stanowią zagrożenie dla pokoju w kraju. I do prezydenta, by nie zmieniał prawa wyborczego. Bo to z kolei może stać się "receptą" na wybuch przemocy.
Próbkę tych gorących emocji było widać przed Świętami w parlamencie. Podczas głosowania nad poprawką. To, jak oceniono, był jeden z mniej chlubnych dni rodzącej się, kenijskiej demokracji.

Zaczęło się 20 grudnia. Opozycja próbowała zablokować głosowanie, przez dwie godziny nie wpuszczali do sali przewodniczącego. W parlamencie wybuchł chaos, doszło do rękoczynów, któraś z posłanek krzyknęła, że prezydent jest "niezwykle głupi". Relacja na żywo została wstrzymana, z galerii dla prasy wyrzucono dziennikarzy, parlament otoczono kordonem policji. Jak informowało BBC, posiedzenia nie pokazano w telewizji, a jeden z dziennikarzy, który je filmował, został zatrzymany.

Głosowanie przełożono na 22 grudnia. Bez udziału opozycji, przegłosowano, co trzeba. Ku takiej, potem, radości rządzącej partii Jubilee:
Koalicja nazywa się CORD. I to ona wezwała naród do masowych protestów, które miały zacząć się 4 stycznia. Manifestacje przesunięto jednak w oczekiwaniu na decyzję Senatu, która ma zapaść 5 stycznia.

Bez względu na to, jakie są przetasowania polityczne w tym kraju, kto rządzi, a kto jest opozycją - czy coś nam to przypomina?

*Wszystkie opisane fakty i wypowiedzi miały miejsce w Kenii na przełomie grudnia/stycznia. Informacja z ostatniej chwili - prezydent zaoferował lekarzom podwyżki pensji, ale odrzucili propozycję, domagając się, zgodnie z porozumieniem sprzed 3 lat, 300 proc.

Napisz do autorki: katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...