Kultowy sitcom "Daleko od noszy" wrócił na ekrany. "Ania Przybylska jest niejako obecna w serialu od pierwszego odcinka"

Krzysztof Jaroszyński jest twórcą kultowego sitcomu "Daleko od noszy". Serial wrócił z nowymi postaciami.
Krzysztof Jaroszyński jest twórcą kultowego sitcomu "Daleko od noszy". Serial wrócił z nowymi postaciami. materiały prasowe
Krzysztof Jaroszyński to mistrz komediowych scenariuszy i twórca kultowego sitcomu "Daleko od noszy". Serial wrócił w nowej odsłonie, z nowymi postaciami. Czy atmosferę sprzed lat da się jeszcze odtworzyć? – Tak naprawdę ludzie są wciąż tacy sami – mówi w rozmowie z naTemat, reżyser.

Do ekipy "Daleko od noszy"dołączyło kilka nowych postaci: Najgoręcej komentowano oczywiście zatrudnienie Dody. To ona miała dać świeżość serialowi, który wypromował już niejedną gwiazdę. Oprócz Dody w serialu zobaczymy znanych z poprzednich sezonów: Krzysztofa Kowalewskiego, Pawła Wawrzeckiego, Hannę Śleszyńską czy Piotra Gąsowskiego.


Ekipa filmowa bardzo długo wahała się, czy w ogóle kontynuować serial. W ukochanym przez widzów zespole zabrakło przedwcześnie zmarłej Anny Przybylskiej. Wiele osób zastanawiało się, czy warto kontynuować serial tak silnie kojarzący się właśnie z Anią. Decyzję o wznowieniu sitcomu podjął reżyser Krzysztof Jaroszyński, twórca poprzednich serii. Ale pomysł zaproszenia do obsady Dody, czyli najbardziej kontrowersyjnej postaci wyszedł spontanicznie:

Nie obwiał się Pan zatrudnić Doroty Rabczewskiej? Ciągnie się za nią opinia trudnej współpracowniczki.

Doda jest niezwykle interesującą i utalentowaną osobą, chociaż rzeczywiście były słuchy o jej rzekomym niełatwym charakterze. Zobaczyłem ją w spektaklu teatru IMKA, "Słownik Ptaszków Polskich", gdzie wybrałem się z Agnieszką Suchorą, aktorką także grającą w "Noszach". Po spektaklu doszliśmy z Agnieszką do wspólnych wniosków: Doda potrafi grać!

Ma talent to pewne. A co z jej legendarnym egocentryzmem?

Doda ma niewątpliwie silny charakter i wielkie ego. Ale to jest umiejętnie kontrolowane ego. Przypominam sobie taką sytuacje: Dorota przyszła na plan w rękawiczkach, na których było wypisane logo bardzo znanej marki. Poprosiłem, żeby je zdjęła, bo w przeciwnym wypadku całe nagranie poszłoby do kosza. Ona nie chciała tego jednak zrobić.
Kiedy wydawało się, że ten konflikt się jeszcze rozwinie, Doda wpadła na pomysł: po prostu odwróciła rękawiczki na drugą stronę. Osiągnęliśmy kompromis, a jednocześnie postawiła na swoim (śmiech). Ponadto była zawsze świetnie przygotowana. Pierwszego dnia przyszła z wyuczonym na pamięć tekstem. Może zdziwię pana, ale nie jest to normą wśród aktorów... Miałem tylko jedną wyraźną prośbę od Polsatu, ale akurat nie dotyczyło to Dody. Poproszono mnie, żebym odmłodził ekipę. Dlatego jest z nami Michał Lewandowski i Kasia Glinka. Oraz dawno nie widziany Andrzej Nejman.

Media pisały też, że to Doda będzie w pewnym sensie kontynuowała rolę Ani Przybylskiej

Jak tylko okazało się, że będzie w obsadzie, natychmiast wyjaśniłem, że o jakichkolwiek podobieństwem w ogóle nie może być mowy. Zresztą Ania jest obecna w tym serialu już od pierwszego odcinka. Nie muszę o tym zapewniać, wystarczy zobaczyć pierwszy odcinek nowej serii "Daleko od Noszy".
Jak zmieniło się poczucie humoru Polaków na przestrzeni tych piętnastu lat? Sitcomy nadal nas bawią?

O śmierci sitcomu mówi się i pisze przynajmniej od kilku lat. Spokojnie to obserwuje i doszedłem do wniosku, że ta przepowiedziana śmierć gatunku następuje wyjątkowo wolno. Innym stereotypem jest teoria, że "Daleko od noszy" ogląda ta sama publiczność co 15 lat temu, nazywana nawet przez niektórych złośliwie "publicznością o małych wymaganiach". To są tak samo fałszywe oceny, jak teoria, że "w Polsacie jest więcej reklam niż w innych stacjach". Co prawda sam rzadko oglądam telewizję, ale nie widzę jakiejś znaczącej różnicy jakościowej między np. Polsatem a TVN-em.

Ale szpital w Polsce przeszedł znaczące zmiany. Chyba nie jest już tak siermiężny jak w pierwszym sezonie?

Oczywiście nasz szpital wygląda teraz zupełnie inaczej, bo szpitale w Polsce też są zupełnie inne. Nie ma na przykład tego wszechobecnego brudu, charakterystycznego dla pierwszej serii, a zacinająca się winda jest teraz tylko sentymentalnym symbolem. Ale w tych nowoczesnych wnętrzach nie zmienia się tylko jeden element: ludzie, którzy wciąż pozostali obdarzeni cechami, z których można żartować. Ja od dziecka panicznie się bałem lekarzy. A najlepszym lekarstwem na lęk jest zawsze poczucie humoru.

Napisz do autora: oskar.maya@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...