
Widmo krąży nad Zjednoczoną Prawicą. Widmo AWS. Politycy formacji rządzącej wcale aż tak bardzo nie boją się opozycji, ale tego, że ich ugrupowanie rozsadzi od środka syndrom politycznej choroby, która pogrążyła niegdyś potężną Akcję Wyborczą Solidarność. Jej objawy to zakulisowe wojenki między ministrami, frakcjami, różnymi grupami interesów i generałami - często bez armii oraz rozchodzenie się partyjnych skrzydeł. Takie polityczne piekiełko we własnym obozie. Już raz przekonanie o moralnej racji podszyte sumą politycznych egoizmów skończyło się największą klęską prawicy w historii III RP. W PiS i na jego zapleczu widać symptomy nawrotu tamtej choroby.
Na jednym z ostatnich posiedzeń klubu PiS pod nieobecność prezesa Kaczyńskiego doszło do wielkiego wybuchu skrywanych dotąd pretensji posłów PiS pod adresem rządu. Narzekano, że ministrowie nie przygotowują się do posiedzeń komisji, lekceważą parlamentarzystów itd. Warto przypomnieć, że niedawno przeciwko pomysłom rządu i arogancji ministrów zbuntowali się w kilku głosowaniach senatorowie PiS.
Bliski partii rządzącej prof. Zdzisław Krasnodębski stwierdził ostatnio wprost, że są ministrowie, "którzy są pewnym obciążeniem politycznym” (ciekawe kogo miał na myśli?), a korespondent TVP w Niemczech Cezary Gmyz napisał na Twitterze, że czeka kiedy CBA wsadzi pierwszego PiSowca. "Mam nadzieję, że niebawem. Strasznie dużo szlamu ciągnie zawsze do władzy” - zauważył. Czy jego słowa staną się prorocze?
Poszczególni ministrowie najbrutalniej ścierają się o łupy dla swoich ludzi w spółkach skarbu państwa. W ramach polityki hakowej w PiS zaczął nawet krążyć dokument z nazwiskami osób zasiadających w spółkach i instytucjach publicznych, które mają być związane z Morawieckim. Cień podejrzeń padł na ludzi Ziobry, którego człowiek Michał Krupiński stracił wcześniej przez Morawieckiego prezesurę PZU.
Gdy w 1997 roku AWS zdobywała władzę w Polsce wydawało się, że może rządzić nawet kilka kadencji. Powstanie z inicjatywy NSZZ "Solidarność” AWS i połączenie pod jednym szyldem kilkudziesięciu często kanapowych partyjek i ruchów było odpowiedzią prawicy na dominację obozu postkomunistycznego, do którego PiS obecnie zalicza także PO, czyli swojego głównego rywala w walce o władzę.
Jak przypomniał tygodnik "Do Rzeczy” Macierewicz poza przychylnymi mu mediami Rydzyka ma także inne silne zaplecze medialne - środowisko "Gazety Polskiej”, w którym jest postrzegany jako potencjalny następca Kaczyńskiego. "To akurat wcale nie jest takie pewne, bo grupa ludzi od lat związanych z Kaczyńskim i określanych mianem Zakonu PC "drugiego po prezesie” widzi w sprawnym organizacyjnie i medialnie Joachimie Brudzińskim – wskazuje "Do Rzeczy”.
