W PiS bardziej niż opozycji boją się syndromu AWS. A objawy tego politycznego wirusa już widać, słychać i czuć

Prezes Jarosław Kaczyński założył PiS na gruzach AWS, teraz PiS rozłazi mu się niczym AWS
Prezes Jarosław Kaczyński założył PiS na gruzach AWS, teraz PiS rozłazi mu się niczym AWS Fot: Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Widmo krąży nad Zjednoczoną Prawicą. Widmo AWS. Politycy formacji rządzącej wcale aż tak bardzo nie boją się opozycji, ale tego, że ich ugrupowanie rozsadzi od środka syndrom politycznej choroby, która pogrążyła niegdyś potężną Akcję Wyborczą Solidarność. Jej objawy to zakulisowe wojenki między ministrami, frakcjami, różnymi grupami interesów i generałami - często bez armii oraz rozchodzenie się partyjnych skrzydeł. Takie polityczne piekiełko we własnym obozie. Już raz przekonanie o moralnej racji podszyte sumą politycznych egoizmów skończyło się największą klęską prawicy w historii III RP. W PiS i na jego zapleczu widać symptomy nawrotu tamtej choroby.

Kilka przykładów z ostatnich dni. Posłowie PiS z komisji obrony zagłosowali za kontrolą NIK w…kierowanym przez Antoniego Macierewicza MON w związku z przetargiem na śmigłowce Caracal i aferą związaną z dr Wacławem Berczyńskim.


Łączy ich już tylko władza?
Na jednym z ostatnich posiedzeń klubu PiS pod nieobecność prezesa Kaczyńskiego doszło do wielkiego wybuchu skrywanych dotąd pretensji posłów PiS pod adresem rządu. Narzekano, że ministrowie nie przygotowują się do posiedzeń komisji, lekceważą parlamentarzystów itd. Warto przypomnieć, że niedawno przeciwko pomysłom rządu i arogancji ministrów zbuntowali się w kilku głosowaniach senatorowie PiS.

Media informowały też o zaognionym sporze między resortem rozwoju kierowanym przez Mateusza Morawieckiego a Ministerstwem Energii, na którego czele stoi Krzysztof Tchórzewski. A przecież dopiero co te same media przestały się zajmować publiczną krytyką minister Streżyńskiej pod adresem Macierewicza i otwartym konfliktem między samym prezesem PiS, a szefem MON z Bartłomiejem Misiewiczem w tle.

W ostatnim czasie mieliśmy także tajemniczą dymisję rzecznika prezydenta Marka Magierowskiego, który zdążył wcześniej obrazić rzeczniczkę PiS Beatę Mazurek, a prawicowe tygodniki już wskazują że kolejną ofiarą w "Dużym Pałacu" może być Małgorzata Sadurska, szefowa Kancelarii Prezydenta. W cieniu tych zmian trwa wojna między Dudą a Macierewiczem o wpływ na armię.

Ale to nie wszystkie symptomy zainfekowania PiS syndromem Akcji Wyborczej Solidarność.
Bliski partii rządzącej prof. Zdzisław Krasnodębski stwierdził ostatnio wprost, że są ministrowie, "którzy są pewnym obciążeniem politycznym” (ciekawe kogo miał na myśli?), a korespondent TVP w Niemczech Cezary Gmyz napisał na Twitterze, że czeka kiedy CBA wsadzi pierwszego PiSowca. "Mam nadzieję, że niebawem. Strasznie dużo szlamu ciągnie zawsze do władzy” - zauważył. Czy jego słowa staną się prorocze?
A przecież raptem kilka tygodni temu z bezprecedensową publiczną filipiką pod adresem PiS i Macierewicza wystąpiła minister Streżyńska, co prezes PiS musiał tłumaczyć "koalicją PiS z Partią Razem", a premier Szydło wzywała ministrów do elementarnej lojalności wobec własnego gabinetu.

Na dodatek szef MON walczy ze Zbigniewem Ziobrą o kontrolę nad śledztwem smoleńskim i z szefem służb Mariuszem Kamińskim o kontrolę nad wojskowymi służbami specjalnymi. Z kolei Kamiński rywalizuje o wpływ na służby cywilne z szefem MSWiA Mariuszem Błaszczakiem, a Ziobro szuka podobno haków na Morawieckiego.

"Haki i donosy; przymierza i kosy"
Poszczególni ministrowie najbrutalniej ścierają się o łupy dla swoich ludzi w spółkach skarbu państwa. W ramach polityki hakowej w PiS zaczął nawet krążyć dokument z nazwiskami osób zasiadających w spółkach i instytucjach publicznych, które mają być związane z Morawieckim. Cień podejrzeń padł na ludzi Ziobry, którego człowiek Michał Krupiński stracił wcześniej przez Morawieckiego prezesurę PZU.
Według "Newsweeka” ministrowie PiS tworzą własne, udzielne księstwa. Morawiecki kontroluje bank PKO BP i Polski Fundusz Rozwojowy, Szydło do spółki z Ziobro mają PZU, Macierewicz obsadza Polską Grupę Zbrojeniową, szef infrastruktury Andrzej Adamczyk - PKP, wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński - Grupę Azoty. Minister Jurgiel - Polski Cukier. Każda z tych spółek to dziesiątki dobrze płatnych posad oraz kontrakty.

To wymusza, by użyć języka pseudokibiców piłkarskich, różne zgody i kosy. Zagrożona silną pozycją Morawieckiego poczuła się nawet premier Beata Szydło, która odebrała mu ostatecznie nadzór nad PZU i stanęła po stronie "ziobrystów". Morawiecki jest też od dłuższego czasu w ostrym konflikcie z popularną wśród elektoratu PiS Elżbietą Rafalska, szefową Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, czyli z minister od 500 plus.

Wicepremier, minister rozwoju i finansów rywalizuje też z Konstantym Radziwiłłem, ministrem zdrowia. Jak podaje tygodnik „Do Rzeczy” do największych sojuszników Morawieckiego należy z kolei Jarosław Gowin, minister nauki i jego frakcja, czyli"gowinowcy". To wzmacnia Morawieckiego w ramach PiS, bo jeszcze niedawno miał ogromną władzę w rządzie, ale nie miał żadnego zaplecza w szeregach Zjednoczonej Prawicy.

Prawdziwą "wojnę buldogów pod dywanem" przypominają z kolei relacje między szefem Rady Mediów Narodowych Krzysztofem Czabańskim a prezesem TVP Jackiem Kurskim. W sprawie ostatnich plotek na temat dymisji Kurskiego rozpuszczanych zapewne przez środowisko Czabańskiego interweniowała sama rzeczniczka PiS Beata Mazurek, co pokazuje, że RMN to sztuczny twór, bo i tak prezesura w TVP zależy od Kaczyńskiego.
Od przeróżnych konfliktów i podjazdowych wojenek w PiS aż kipi. Przygląda się nim także opozycja. – Jest kilka wojen, głównie o pieniądze i wpływy, ale też o następstwo po Jarosławie Kaczyńskim. Uważam, że mamy teraz dwa sojusze: Andrzeja Dudy z Mateuszem Morawieckim przeciwko Zbigniewowi Ziobrze i Antoniemu Macierewiczow – tak sytuację w obozie władzy ocenia Rafał Grupiński z PO.

– Ale jednocześnie mamy wojnę Ziobry, Macierewicza i Mariusza Kamińskiego o wpływ na służby specjalne. Jest jeszcze cicha wojna o wpływy między Zbigniewem Ziobrą i Jarosławem Gowinem. Wreszcie jest kilku delfinów, którzy szykują się na miejsce Kaczyńskiego: Mateusz Morawiecki, Joachim Brudziński i Zbigniew Ziobro... – diagnozował Grupiński w wywiadzie dla portalu wiadomo.co.

W rządzącej partii trwa bezwzględna walka o wpływy. Przeciwnicy oskarżają się o donosy i intrygi. Wykorzystują przeciwko sobie służby, prokuraturę i media.
W kontekście powyższych przykładów nie dziwią informacje, że prezes postanowił wreszcie zwołać na 1 lipca kongres programowy PiS i liczy, że będzie on "nowym otwarciem”. Czy jednak da się zatrzymać ruchy odśrodkowe, które zaczęły targać rządem i partią, która go firmuje?

Syndrom AWS daje o sobie znać
Gdy w 1997 roku AWS zdobywała władzę w Polsce wydawało się, że może rządzić nawet kilka kadencji. Powstanie z inicjatywy NSZZ "Solidarność” AWS i połączenie pod jednym szyldem kilkudziesięciu często kanapowych partyjek i ruchów było odpowiedzią prawicy na dominację obozu postkomunistycznego, do którego PiS obecnie zalicza także PO, czyli swojego głównego rywala w walce o władzę.

Energii wystarczyło na zdobycie władzy. Potem na oczach wyborców AWS popełniała zbiorowe polityczne samobójstwo lądując cztery lata później pod progiem wyborczym. Rozbuchane ambicje różnych liderków prawicy doprowadziły do wielkiej klęski. Wielki wódz AWS Marian Krzaklewski funkcjonuje dzisiaj na marginesie polskiej polityki. A o takich potężnych niegdyś politykach AWS jak Janusz Tomaszewski, Janusz Szkaradek, Kazimierz Janiak, Janusz Pałubicki czy Jacek Rybicki pamiętają tylko nieliczni.

W trakcie wszystkich wojen, które pojawiają się dzisiaj w obozie PiS i przy okazji otwierania kolejnych frontów starszak AWS jest wykorzystywany do uspokojenia nastrojów i ma działać niczym przestroga. I choć PiS oraz PO powstały na gruzach Akcji i zapewne wyciągnęły wnioski z tamtej klęski prawicy, to widmo AWS działa na polityczną wyobraźnię. I można nawet dostrzec sporo analogii w funkcjonowaniu dzisiejszego PiS i byłej AWS, z jednoznacznym zaangażowaniem związku i logo "Solidarności” po stronie obozu władzy.

Zjednoczona Prawica, to podobnie jak kiedyś AWS - tylko w mniejszej skali - konglomerat wielu środowisk politycznych i kilku ośrodków decyzyjnych, między którymi trwa ciągłą rywalizacja i - w miarę sprawowania władzy - zaostrza się walka o władzę. Najważniejszy jest oczywiście gabinet Jarosława Kaczyńskiego przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie. Ale ważne są także mały "Mały Pałac", czyli siedziba premier Beaty Szydło przy Alejach Ujazdowskich i "Duży Pałac" na Krakowskim Przedmieściu, w którym rezyduje prezydent Andrzej Duda.

Rywalizację miedzy "Małym i Dużym Pałacem" wymusza niejako konstytucja. Ale niektórzy wręcz twierdzą że prezydent Duda już nie chce być wyśmiewanym Adrianem z "Ucha prezesa” , który wyczekuje w przedpokoju do prezesa, ale postanowił zawalczyć o swoją polityczną podmiotowość. Ma o tym świadczyć wejście w zwarcie z Macierewiczem w sprawie zmian w armii, pomysł referendum konstytucyjnego i powierzenie funkcji rzecznika Pałacu Krzysztofowi Łapińskiemu, najbardziej krytycznemu posłowi PiS.

Swoją odrębną pozycję zbudował Macierewicz, który jest najwyższym kapłanem religii smoleńskiej i sprawuje rząd dusz nad tą częścią elektoratu PiS, która wierzy w zamach pod Smoleńskiem. Jako osobny ośrodek decyzyjny z ogromnymi wpływami politycznymi należy także traktować siedzibę o. Tadeusza Rydzyka w Toruniu.

Wojna między prawicowymi dziennikarzami
Jak przypomniał tygodnik "Do Rzeczy” Macierewicz poza przychylnymi mu mediami Rydzyka ma także inne silne zaplecze medialne - środowisko "Gazety Polskiej”, w którym jest postrzegany jako potencjalny następca Kaczyńskiego. "To akurat wcale nie jest takie pewne, bo grupa ludzi od lat związanych z Kaczyńskim i określanych mianem Zakonu PC "drugiego po prezesie” widzi w sprawnym organizacyjnie i medialnie Joachimie Brudzińskim – wskazuje "Do Rzeczy”.
Warto dodać, że media przychylne Macierewiczowi ostro atakują choćby media braci Karnowskich, nazywanych przez ludzi Tomasza Sakiewicza "koniunkturalnymi ślizgaczami”.

Zjednoczona Prawica to dzisiaj także trzy różne partie, które muszą dzielić się tortem władzy. Poza najsilniejszą z nich czyli PiS, nadal działają i wyznaczają pola partyjnych interesów: Solidarna Polska, na której czele stoi Zbigniew Ziobro i Polska Razem kierowana przez Jarosława Gowina.

Ziobro i Gowin są jednocześnie - poza Macierewiczem - liderami największych frakcji w PiS. A szef MON i minister nauki oraz ich zaplecza pokazują zasięg skrzydeł PiS. Tego radykalnego i tego bardziej umiarkowanego.

W samym PiS funkcjonuje zresztą aż kilkanaście różnych frakcji: od związkowców po grupę posłów związanych ze SKOKami. Ale poza wojną między sobą frakcje rywalizują także o łaskę prezesa. W rządzie "klub premierów" (czyli trio Morawiecki, Gowin, Gliński) wygrywa na razie z "pokojem nauczycielskim" (Beata Szydło i koleżanki), ale sytuacja jest dynamiczna, bo ogrywani są ludzie Morawieckiego nazywani w PiS "bankomatami".

Ale Zjednoczona Prawica liczy też wielu pomniejszych graczy z wielkimi ambicjami i rozdętym politycznym ego. To także zlepek kilku prawicowych nurtów ideowych oraz setek, a może i tysięcy "Misiewiczów", którzy nie mają często kwalifikacji, ale chcą się "odkuć" przy władzy za chude lata w opozycji. Każdy z nich może stać się dla PiS nie mniejszym problemem niż słynny Bartłomiej.

Jedno jest pewne. Dzisiaj Zjednoczoną Prawicę poza fruktami władzy i strachem przed jej utratą spaja jeszcze tylko Jarosław Kaczyński. Ale nawet on przestaje już panować nad swoim zapleczem, co pokazał choćby jego konflikt z Macierewiczem. Czy syndrom AWS dopadł już PiS i wkrótce politycy partii rządzącej "pozagryzją" się sami?

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...