Archeolog, psycholog, filozof – rzucili pracę i na życie zarabiają programowaniem."Pomysłami trzeba rzucać jak z rękawa"

Mając ponad 2 lata stażu jako programista, można liczyć nawet na kilkunastotysięczną pensję
Mając ponad 2 lata stażu jako programista, można liczyć nawet na kilkunastotysięczną pensję Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta
Przerzucili swoje życie do góry nogami, rzucili dotychczasową pracę i postanowili, że nauczą się programować. Kilkutygodniowy lub kilkumiesięczny intensywny kurs pod okiem specjalistów, szybki staż lub od razu praca, a w niej na dobry początek nawet kilka tysięcy złotych. Na LinkedIn codziennie oferują im lepsze oferty. Czy to przypadkiem nie nazbyt idylliczny obraz?

Ola była archeologiem
Aleksandra z wykształcenia jest archeologiem, ale przez osiem lat pracowała w PR. – Dość szybko poczułam, że kolejny raz będę musiała zmienić zawód – mówi. W agencji obsługiwała głównie klientów technologicznych. Zawsze najbardziej interesowały ją ich produkty i usługi. – W końcu zrozumiałam, że sama chciałabym tworzyć coś namacalnego, coś co może zmieniać życie użytkowników internetu – opowiada. Szybko stwierdziła, że czas nauczyć się programowania. Wzięła więc bezpłatny, miesięczny urlop w pracy i zapisała się na intensywny kurs programowania. – Na początku to nie było wcale łatwe. O ile HTML i CSS nie są tak trudne w przyswojeniu, o tyle taki prawdziwy język programowania, jak np. JavaScript już wymaga pewnej zmiany, przestawienia się na myślenie algorytmiczne – opowiada.



Po trzech miesiącach od rozpoczęcia kursu miała już nową pracę. – Zdecydowałam się na staż. Zaraz potem przyszła oferta z firmy, w której teraz pracuję. Zaskakujące było dla mnie, że to wszystko tak szybko poszło – przyznaje.
Aleksandra

Na LinkedIn ciągle dostaję zaproszenia do wzięcia udziału w rekrutacji. I wszyscy moi koledzy z pracy także. Czasami nawet wymieniamy się ofertami.

Aleksandra ożywia się, kiedy pytam, czy to nudna praca. – Nie, absolutnie. Fantastyczne w tej pracy jest to, że ona wymaga ogromnych pokładów kreatywności. Kiedy po kursie programowania wróciłam na jakiś czas do PR, to było tak odświeżające dla mojej głowy, że wtedy wymyślałam najlepsze strategie w swojej karierze PR-owca.

Jak wyglądają zarobki w tej branży?

Jak pokazują oferty publikowane m.in. w grupach programistycznych na Facebooku (np. "Front-end: pierwsza praca w HTML5 CSS3 i JavaScript") oraz serwisach z ofertami pracy w branży IT (np. nofluffjobs.com) na stażu dla bardzo początkujących można zarobić od 500 do 1500 zł. Na stanowiskach juniorskich od około 2 do 3,5 tys. Przy większym doświadczeniu stawki rosną nawet do kilkunastu tysięcy złotych, szczególnie w przypadku projektów dla zagranicznych klientów.

Tomasz skończył filozofię
Tomasz imał się w życiu wielu zajęć. Po ukończeniu filozofii pracował jako marketingowiec, terapeuta, laminator, koordynator, kierowca, wykańczał wnętrza i zajmował się kulturą. Zwolnił się z jednej pracy i przez pół roku szukał nowej. – W końcu przeprowadziłem ze sobą bardzo szczerą rozmowę, żeby uzyskać odpowiedź na pytanie, czego tak naprawdę chcę od życia, co jest dla mnie najważniejsze w tym momencie i w przyszłości? – wyjaśnia. Odpowiedź była prosta: chce założyć rodzinę, mieć pieniądze na jej utrzymanie i czas, który będę mógł jej poświęcić.– Programowanie idealnie spełniło te trzy kryteria, więc od wtedy decyzja była prosta – mówi. Wprawdzie miał sporo obaw, w końcu kurs kosztuje prawie 10 tys. zł, a podczas jego trwania też trzeba z czegoś żyć i gdzieś mieszkać. – Ze wszystkimi wątpliwościami i obawami radziłem sobie sukcesywnie, aż w końcu pewnego dnia podpisałem umowę na uczestnictwo w kursie z Coders Lab, a kilka miesięcy później swoją pierwszą umowę o pracę na stanowisku junior web developer – tłumaczy.

Postarał się o wsparcie z urzędu pracy. Otrzymał 4 tysiące złotych. – Musiałem udowadniać, że ja jako humanista w ramach przekwalifikowania się mogę, być programistą, to aż trąciło o absurd. Gdybym chciał się przekwalifikować na wózek widłowy, albo na spawacza, to nikt nie miałby z tym najmniejszego problemu. Podobno po tym, jak przetarłem szlak, jest już łatwiej o takie dofinansowanie.
Tomasz

Krążą legendy, że o programistów biją się pracodawcy i sam tego doświadczyłem. Średnio raz na dwa tygodnie odzywają się do mnie rekruterzy. Hitem jest jedna z ostatnich propozycji: "Panie Tomaszu, proszę mi napisać, w jakich technologiach chciałby pan pracować, w jakich godzinach, w jakim mieście i za jakie pieniądze. I jakie jeszcze inne kryteria mogłyby wpłynąć na pana decyzję o zmianie pracy". To totalny koncert życzeń. Rozpuszczenie straszne. Ale będzie to trwało do momentu, kiedy rynek pracy w IT osiągnie nasycenie

Ale obok całej tej laurki pojawiają się minusy. – To potwornie nudna robota. Programistą zostałem, bo chcę założyć rodzinę, chcę móc ją utrzymać i mieć dla niej czas. I to jest wystarczająca motywacja, żeby wykonywać prace, która mnie póki co nie kręci, tak jak inne rzeczy, które robiłem do tej pory – podkreśla Tomasz. Pisanie kodów to dla niego za mało. Chciałby wykorzystywać dotychczasowe doświadczenie i kompetencje miękkie, łącząc je jednocześnie z pisaniem kodu i światem IT.

Marcin był barmanem
Marcin długo szukał swojej drogi. Najpierw studiował budownictwo, potem kognitywistykę. – Na początku drugiego roku stwierdziłem, że to też nie jest dla mnie – opowiada. Praca za barem coraz bardziej mu ciążyła. – Odbijała się na moim życiu prywatnym. Miałem mało czasu dla rodziny i znajomych – dodaje Marcin.

Przypadkiem znalazł w sieci materiały o programowaniu. Zaczął uczyć się na własną rękę. I szło mu całkiem nieźle. – Miało to formę trochę bardziej skomplikowanych łamigłówek. Po jakimś czasie stwierdziłem, że chciałbym spróbować zacząć zajmować się tym zawodowo – wspomina. Zaczął od sześciotygodniowego kursu programowania. Obaw miał sporo. – Koszt takiego szkolenia to też dosyć spora suma, więc cały czas z tyłu głowy kręciła się myśl, że mogę wyrzucić te pieniądze w błoto – dodaje. Pierwszą pracę w nowym zawodzie znalazł miesiąc po ukończenia kursu. Na początek zaproponowano mu 3 tys. zł.

Marcin ma świadomość, że szybko i niewielkim nakładem sił można zmienić pracę. – Na LinkedIn jest normą, że dostaje się zaproszenia od rekruterów – zaznacza.
Marcin

Jest taki stereotyp programisty, człowieka we flanelowej koszuli, który siedzi w połamanych okularach i najlepiej, gdyby zamknąć go w piwnicy i przestać się do niego odzywać. Ale teraz to idzie w innym kierunku. Coraz więcej programistów zdaje sobie sprawę z tego, że umiejętności miękkie też są ważne.

Czy trzeba być umysłem ścisłym i matematycznym geniuszem? – Wystarczy zdolność logicznego myślenia, powiązania jednego z drugim i wyciągnięcie wniosków – dodaje Marcin.

Asia była wizażystką
Asia studiowała inżynierię sanitarną na politechnice i przez dwa lata pracowała w wyuczonym zawodzie. Ale w międzyczasie ukończyła też szkołę wizażu. – Rzuciłam pracę i pojechałam do Londynu, by się dokształcać – opowiada z zapałem. Zaczęła budować portfolio. Zrobiła kurs na personal shoppera. Przez kilka miesięcy pracowała jako stylistka w dużej firmie.
Asia

Z modą się nie udało, a nie chciałam pracować w zawodzie. Zastanawiałam się, co dalej. Zaczęłam rozglądać się za jakąkolwiek pracą. Pech chciał, że w ogóle nie mogłam nic znaleźć. A wysłałam około 60 CV. I nic. Siedziałam i zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak. Mój chłopak zaproponował mi, żebym może zajęła się programowaniem.

Udało jej się dostać na kurs programowania, który Urząd Pracy zorganizował dla osób bezrobotnych. – Rozwiązałam testy logiczne. Miałam 7 na możliwych 8 punktów. Tylko z programowania mało doświadczenia. Kobieta odpowiedzialna za nabór powiedziała: "Dobra Asia, daję ci szansę, ale masz cisnąć". Cisnęłam na maksa – mówi rozbawiona. Po pierwszym kursie przyszedł czas na kolejny. Tym razem to kurs dla osób zaawansowanych. – No więc cisnę dalej – śmieje się. W tej chwili jest po wstępnych rozmowach kwalifikacyjnych w dużej firmie, gdzie prawdopodobnie pod koniec czerwca zacznie pracę. – To jest jak strzał w dziesiątkę. Gdybym wiedziała, że programowanie jest tak fajne, to wybrałabym takie studia. Dawno nie miałam takiej satysfakcji z czegoś, co robię.

Gosia studiowała psychologię 

– Studiowałam psychologię i miałam zajęcia dotyczące badania użyteczności stron internetowych, czyli tzw. UX. To były zajęcia sponsorowane przez Unię Europejską i prowadzone przez specjalistę z Orange. To mnie bardzo zainteresowało, było dużo ciekawsze, niż inne rzeczy, których uczyłam się na studiach. Kończyłam specjalizację HR-ową. Siostra, która studiowała wówczas informatykę powiedziała, żebym spróbowała programowania, bo mi to pomoże, a na pewno nie zaszkodzi – opowiada Małgorzata. I posłuchała młodszej siostry. Poszła na zajęcia, które organizowały Karotki.
Małgorzata

Świata poza tym nie widziałam. Te zajęcia były dzień przed obroną mojej pracy magisterskiej i wtedy nie miałam pracy. I to docelowej. Zaczęłam się interesować programowaniem i pomyślałam, że to dobry moment, by spróbować. Zdecydowałam, że pójdę na kurs. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Dostałam pracę i już 2,5 roku jestem programistką.

Dziś o pracy jako programista mówi, że jest wymagająca i mozolna. – Często wchodzimy w tryb sherlocka, trzeba wyśledzić, znaleźć powód, dlaczego coś w danym miejscu źle działa. Praktycznie co chwilę trzeba wymyślać nowe rozwiązania, wyjść poza szablon. To jest praca, która wymaga rzucania pomysłami jak z rękawa – zapewnia. I dodaje, że nudziła się tylko jednego dnia, kiedy dostała do przeczytania nudną dokumentację.
Nie brakuje Pani kontaktu z człowiekiem? – Mam aż za dużo kontaktu z człowiekiem, bo praca programisty to nie jest praca indywidualna. To praca w zespole, w którym pracujemy cały czas.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...