Atmosfera jak z prowansalskiej winnicy w centrum Warszawy. Czy pokochamy klubo-winiarnie?

Fot. Fort Vino
Komedie romantyczne dzielą się na dobre, złe i takie, których akcja dzieje się w Prowansji lub Toskanii. Te ostatnie właściwie mogłyby nie mieć fabuły - wystarczy dwójka wyrazistych bohaterów, najlepiej zadufany w sobie Anglik i pyskata Francuzka, którzy w okolicznościach romantycznej winnicy kilka razy spektakularnie się pokłócą i na koniec równie spektakularnie stwierdzą, że nie mogą bez siebie żyć. Po seansie i tak nikt nie pamięta o co chodziło, bo mniej więcej od połowy filmu każdy oblicza w głowie, ile kilometrów oraz złotówek dzieli go od ciepłego słońca, wygodnego leżaka i lampki wina. Warszawiacy mają szczęście - wystarczy, że odwiedzą Fort Vino.

Porównanie Warszawy ze słoneczną Prowansją może wydawać się trochę na wyrost, ale ci, którzy kojarzą rejony mokotowskich fortów dobrze wiedzą, że jeśli gdzieś w stolicy szukać atmosfery zakrawającej na bajkową, to właśnie tam. Między innymi dlatego na tę właśnie lokalizację zdecydowali się założyciele Fortu Vino - miejsca, które sami określają mianem klubo-winiarni.
- W Forcie Vino serwujemy unikatowe wina i świetne jedzenie, organizujemy koncerty i wystawy. Szukaliśmy więc określenia, które będzie to odzwierciedlać. Klubo-winiarnia pasuje idealnie - tłumaczy manager Fortu, Michał Dziubiński. I dodaje, że pomysł na pożenienie klubowej atmosfery i chęci propagowania kultury picia wina wyszedł od założyciela Fortu Vino - Piotra Karonia, którego historia przypomina - zgadliście - scenariusz hollywoodzkiego filmu. I to konkretnego.



Pamiętacie “Dobry rok”? To jedna z komedii typu prowansalskiego. Russell Crowe jest bankierem inwestycyjnym - rekinem biznesu, którego największą życiową przyjemnością jest zarabianie pieniędzy. Kiedy jednak dostaje wiadomość o śmierci ukochanego wuja, który zostawia mu w spadku winnicę, rzuca wszystko i jedzie do Prowansji - początkowo na próbę, a koniec końców… musicie dooglądać sami.

Piotr Karoń przygodę z winiarstwem zaczynał podobnie. W bankierskim garniturze spędził 18 lat. Co prawda winnicy nie otrzymał w spadku, ale podobnie jak Crowe w “Dobrym roku” postanowił “rzucić wszystko”. Z zagranicznych wojaży zawsze jednak wracał do Polski i to właśnie tu postanowił produkować swoje wino. Tak powstała winnica Karonii w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.
W Forcie Vino, oprócz własnej produkcji, Karoń serwuje wina importowane, które sam pieczołowicie wybiera. Producentów szuka głównie wśród znajomych - małych, rodzinnych producentów win nieprzemysłowych, z którymi wypił niejedną butelkę. Jak się okazuje, przyjacielska atmosfera sprzyja również negocjacjom, bo ceny w Forcie Vino są bardziej niż przystępne - butelkę dobrego, ciekawego wina można tam dostać za 30 złotych.
Przystępne ceny i luźna atmosfera sprawiają, że Fort to miejsce zarówno dla znawców, jaki kompletnych winnych laików. - Aby zdobyć wiedzę na temat wina trzeba je po prostu pić. Chcemy aby nasi goście zdobywali ją w sposób naturalny, niewymuszony - zapewnia Michał Dziubiński. Winnej edukacji sprzyja również obecność dobrego jedzenia. W Forcie zjecie głównie specjały z grilla. W karcie jest jagnięcina i dzik, są pierogi z gęsiną, będzie pizza i pieczywo z prawdziwego pieca chlebowego.
Oficjalne letnie otwarcie Fortu Vino odbędzie się 9 i 10 czerwca. Atrakcji nie zabraknie jednak również po “Odkorkowaniu sezonu”. Przez całe lato w Forcie organizowane będą koncerty, wystawy plenerowe młodych polskich artystów, aktywności sportowe (joga-tai-chi) i warsztaty dla dzieci. W lipcu wystartuje również plenerowy cykl filmowy - „Kino i Wino”.

Artykuł powstał we współpracy z Fortem Vino.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...