Ilu ludzi musi umrzeć, żebyśmy przestali wierzyć szarlatanom? Może wystarczy śmierć 12-letniego chłopca

Szarlatani i wszelkiej maści oszuści medyczni mają się dobrze. Na zdjęciu z 2014 r. napis "mordercy" na tablicy z nazwą wsi , w której rodzice zagłodzili na śmierć sześciomiesięczną dziewczynkę . Kierowali się radami znachora...
Szarlatani i wszelkiej maści oszuści medyczni mają się dobrze. Na zdjęciu z 2014 r. napis "mordercy" na tablicy z nazwą wsi , w której rodzice zagłodzili na śmierć sześciomiesięczną dziewczynkę . Kierowali się radami znachora... Fot. Jaroslaw Sidorowicz / Agencja Gazeta
Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak bardzo cierpiał 12 -letni Boguś, który z powodu irracjonalnej decyzji swoich rodziców umierał na białaczkę limfoblastyczną. Nie mogę zrozumieć, że nikt nie pomógł temu chłopcu, który miał nawet 90 proc. szans na wyleczenie. To nie lekarze odmówili mu pomocy, wręcz przeciwnie, walczyli w sądzie żeby móc go leczyć. Szansę na wygranie z chorobą odebrała mu matka i szarlatan.

Historię 12-letniego Bogusia opisali dziennikarze programu Uwaga TVN. Dotarli do szarlatana, który oferuje leczenie nowotworów amigdaliną. Nakazuje chorym odstawienie chemioterapii. Oczywiście nie działa charytatywnie. Zarabia krocie na oszukiwaniu ludzi i zabieraniu im szansy na życie, po tym jak "wypierze im mózg” pseudonaukową papką almedową. Przekona, że chemioterapia zabija, a lekarze chcą tylko zarobić na chorym człowieku, a nie go wyleczyć . Nie, szarlatan nie jest w więzieniu. Spokojnie sobie działa i powiększa stan swojego konta. Tymczasem Boguś nie żyje, a przecież szarlatan miał go wyleczyć… Jednak matka Bogusia uważa, że wszystko jest w porządku, leczenie zadziałało, choć syn umarł. Twierdzi, że dusza syna zwyczajnie chciała odejść i nic na to nie można było poradzić.



Onkolog przecież się nie zna...
Po pierwszej chemioterapii zaordynowanej przez onkologów chłopiec poszedł do domu na przepustkę i zniknął z pola widzenia lekarzy. Matka zdecydowała, że chłopca będzie leczył szarlatan a nie onkolog. Lekarze zwrócili się do sądu aby ten interweniował. Niestety sądowi wystarczyło zapewnienie, że chłopiec leczy się w ośrodku medycyny niekonwencjonalnej, a jego prawidłowy sposób leczenia potwierdza zwykły lekarz internista. Lekarze onkolodzy nie dawali za wygraną, zwracali się do sądu trzy razy, a sąd trzy razy uwierzył wszystkim, tylko nie specjalistom z dziedziny onkologii, którzy chcieli ratować chłopca. W materiale TVN Uwaga przewodnicząca wspomnianego sądu odpowiada na pytania dziennikarki prawie ze łzami w oczach. Tylko czy to coś zmieni? Mleko się rozlało, chłopiec nie żyje.

Dodatkowego smaczku sprawie dodaje fakt , że z szarlatanem działa lekarz, który niby nie przeprowadza terapii wspomnianą amigdaliną, ale "tylko” czuwa nad stanem jego podopiecznych. Co za hipokryzja. Każdy lekarz, którego obchodziłoby życie Bogusia wysłałby go na oddział onkologii dziecięcej. Pamiętajmy , że u szarlatana "leczy się" więcej osób.

Chciałam zapytać gdzie jest samorząd lekarski, który działa na terenie powiatu nowosądeckiego i potwierdza swoim autorytetem uprawnienia, prawo wykonywania zawodu, tego lekarza pracującego z szarlatanem. O sumienie medyka nawet nie pytam. Zwyczajnie są ludzie, którzy dla pieniędzy są w stanie patrzeć jak umierają dzieci.

Wyznawcy religii innego leczenia
Szarlatanom, lekarzom, którzy zajmują się tzw. altmedem wierzy wiele osób. Ta coraz większa grupa zachowuje się trochę jak sekta. Mają swoich guru, takich jak wspomniany szarlatan, który jest z wykształcenia inżynierem mechanikiem, takich jak inżynier Jerzy Zięba i wielu, wielu innych. Sekty bywają różnie sprofilowane. Bardzo silna antyszczepionkowa także przyciągnęła rzesze wyznawców i nawet przedarła się na salony, bo salony nie są wolne od ludzi, którzy również wierzą w spiskowe teorie o złej Big Pharmie, morderczej chemioterapii i zabójczych szczepionkach.

"Rekrutacja" do sekt odbywa się codziennie, 24 godziny na dobę w internecie, na spotkaniach w wynajętych hotelowych salach, stołówkach szkolnych i domach kultury. A portfele oszustów puchną od kolejnych banknotów…

To nie było śmieszne, to było straszne
Przykład. Wczorajszy wieczór, hotel na obrzeżach Warszawy. Dziennikarka zajmująca się ochroną zdrowia w Dzienniku Gazecie Prawnej, Aleksandra Kurowska wybrała się na prozdrowotne spotkanie. Oczywiście została na nie zaproszona. Miła pani zatrudniona przez firmę organizującą spotkanie, dzwoniła na losowo wybrane numery i zapraszała. Zapewne nie wiedziała, czym moja koleżanka po fachu się zajmuje…

Pani redaktor nie mogła się doczekać spotkania ale traktowała je raczej jako formę rozrywki, a nie na poważnie. Organizatorzy zapewniali, że przepuszczając prąd przez stopy wykryją reumatoidalne zapalenie stawów, raka, cukrzycę i wszystkie inne nieszczęścia. Poprosili by nie zakładać rajstop i nie zabierać na spotkanie dzieci. Na początku spotkania powiedzieli, że wszyscy muszą wyłączyć telefony… Na szczęście o dyktafonach nic nie mówili.
Aleksandra Kurowska
Dziennikarka Dziennika Gazety Prawnej

Miało być śmiesznie, a wyszło przerażająco. Muszę się otrząsnąć. Zachęcanie do odstawienia leków, wmawianie ludziom, że mają różnego rodzaju pasożyty i grzybicę, a to jest odpowiedzialne za ich ciężkie choroby, to jeszcze nic. Obejrzałam zmanipulowane nagrania rozmów z autorytetami medycznymi, które miały potwierdzać teorie głoszone przez oszustów.

Po tym "praniu mózgów" uczestnicy spotkania mogli skorzystać z "badania", które rzekomo miało powiedzieć co im dolega. W podobny do badania sposób szarlatani, już za opłatą byli skłonni zabić wszelkie paskudztwa, które wykryli w badaniu. Byli też w staniu usunąć te paskudztwa, które ich zdaniem są przyczyną procesu nowotworowego toczącego się w organizmie.

Cała sytuacja była tak przerażająca, że dziennikarka zdecydował nie pozostawiać tej historii tylko dla siebie i znajomych. Całość relacji ze spotkania z oszustami będzie można przeczytać na łamach portalu dziennik.pl

Mówił dziad do obrazu...
Dziennikarze zajmujący się ochroną zdrowia od dawna zwracają uwagę, że problem oszustów medycznych, szarlatanów i znachorów jest naprawdę poważny. Sprzyja temu niedoinwestowanie systemu ochrony zdrowia, długie kolejki do świadczeń, coraz większa frustracja lekarzy i pracowników medycznych, którzy nie mają czasu dla pacjenta a często nie umieją z nim rozmawiać.

Tak jak wspominałam, w pseudomedyczne teorie wierzą czasami ludzie wykształceni, do których przemówiła pseudonaukowa argumentacja szarlatanów, powtarzana przez ich wyznawców w internecie jak mantra. Być może dlatego sąd nie pomógł 12-letniemu Bogusiowi. Tylko dlaczego nikt nie interweniował? Minister Sprawiedliwości działa w różnych sprawach osobiście. Dlaczego nie zadziałał tu? Czy Boguś nie był ważny?

Zresztą, jeden z popularniejszych w mediach społecznościowych znachorów, ma swój program w Polskim Radiu Katowice. Wszyscy o tym pisali, prosili o interwencję, byli oburzeni. I co? I nic. Program ma nadal, nikt nie zareagował, żadne ministerstwo, urząd itd.

Tą akurat sprawę powinno załatwić Ministerstwo Zdrowia i to ten resort musi w końcu podjąć walkę z zalewem szarlataństwa i znachorstwa. Powinien w sposób nowoczesny, skuteczny i bezkompromisowy edukować społeczeństwo. Tak byśmy nie dali się nabrać i uwierzyli lekarzom, a nie ludziom, którym tylko zależy na powiększaniu majątku. Zależy im za wszelką cenę, nawet życia dziecka…
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...