"Gdyby milion osób wyszło na ulice..." Prof. Adam Strzembosz, były prezes SN, mówi nam jak powstrzymać PiS

Profesor Adam Strzembosz, były prezes SN nie jest optymistą w sprawie ewentualnego weta prezydenta do ustaw o sądach
Profesor Adam Strzembosz, były prezes SN nie jest optymistą w sprawie ewentualnego weta prezydenta do ustaw o sądach Fot: Adam Kozak / AG
87-letni profesor Adam Strzembosz, były prezes Sądu Najwyższego wraz z liderami opozycji wystąpił podczas ostatniej wielkiej demonstracji w Warszawie przeciwko zamachowi na sądy i trójpodział władzy. Do prezydenta Andrzeja Dudy zaapelował, by nie ubrudził się przepchniętą przez PiS ustawą o Sądzie Najwyższym, ale jak przyznaje w rozmowie z naTemat, jest pesymistą. – Gdyby na ulice wyszło milion ludzi, na pewno można byłoby powstrzymać te zmiany. Bo wtedy oni, czyli PiS, zorientowaliby się, że wybory są przegrane – podkreśla.

Po co tak naprawdę PiS przeprowadza reformy sądownictwa, albo komu mają one służyć?
Chodzi o podporządkowanie sądów władzy wykonawczej. Likwiduje się w praktycznie Sąd Najwyższy w obecnym składzie, by wprowadzić tam swoich ludzi, według indywidualnej decyzji pana Ziobry. Prezydent będzie raczej tylko formalnie tutaj pewne sprawy załatwiał. On zresztą nie ma rozpoznania, nie ma akt personalnych, nie ma całej tej aparatury niezbędnej żeby odpowiednio dobrać sobie sędziów.



Kto będzie mógł trafić do Sądu Najwyższego?

Jeżeli sędzią Sądu Najwyższego będzie mógł być sędzia sądu rejonowego byleby miał 10 lat służby… Oczywiście będą się tam chcieli dostać w większości ci, którzy pracują teraz w Ministerstwie Sprawiedliwości. A tam podobno 140 sędziów pracuje. Dlatego jasne staje się, że ukształtuje się taki Sąd Najwyższy, jaki będzie wygodny dla władzy. Poza tym trzeba pamiętać o tym, że przeniesienie wszystkich sędziów w stan spoczynku jest określoną represją.

Bo zakłada odpowiedzialność zbiorową?

Tak. Nie mówi się, że przenosimy tego, albo innego sędziego, bo ukończył ileś lat, albo nie spełnia jakichś warunków formalnych, np. nie ma habilitacji, a jest umieszczony tam ze względu na swoje kwalifikacje profesorskie itd. Tylko mówi się o wszystkich sędziach. A skoro przenosi się wszystkich, to to jest jakaś represja. Represja na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. A co to znaczy, że ustawa stosuje odpowiedzialność zbiorową wobec jakiejś grupy obywateli? To znaczy, że jest to ustawa faszystowska.

Wydawało się, że Polacy nie ekscytują się zmianami w wymiarze sprawiedliwości, że są na nie obojętni, ale po przegłosowaniu tej ustawy o Sądzie Najwyższym, dziesiątki, a może setki tysięcy ludzi w całej Polsce wyszły zaprotestować na ulice.

Coraz więcej ludzi rozumie, że PiS zmienia ustrój Polski. Pozbawia ludzi bezpieczeństwa prawnego. Sądy działały lepiej albo gorzej. Na pewno trzeba było poprawiać ich działanie i z punktu widzenia szybkości postępowania i z punktu widzenia zrozumiałości orzeczeń wydawanych i uzasadnianych w sposób nadmiernie jurydyczny i tysiąc innych rzeczy trzeba było wprowadzić, także mediacje w szerszym zakresie. Należało również włączyć najdrobniejsze sprawy do innego trybu rozstrzygania ich przez sądy. Wiele można było zrobić, ale przecież nie o to chodziło.

Chodziło o polityczne podporządkowanie.

Jeżeli zmienia się Sąd Najwyższy w ten sposób, że będzie w nim orzekać 32 sędziów merytorycznych, bo dalszych 12 - to są sędziowie dyscyplinarni, to nie po to, żeby przyśpieszyć rozpoznawanie kasacji, czy wszelkich innych orzeczeń czy uchwał, tylko po to, by następnym krokiem była zmiana całego ustroju sądownictwa.

Jak to będzie wyglądało w praktyce?

Zlikwiduje się sądy apelacyjne, wprowadzi się sądy regionalne – tak jak istnieją prokuratury regionalne. Niektóre z sądów regionalnych otrzymają prawo kasacji. Oczywiście cały tryb postępowania w sądach ulegnie zmianie i nie ma wątpliwości, że te sądy będą podporządkowane ministrowi Ziobrze, bo przy faktycznej reformie sądownictwa, czy ustroju sądów każdy sędzia będzie mógł być odwołany. Wprawdzie ustawa przewiduje, to jako sytuację absolutnie nadzwyczajną, ale w praktyce będzie to taka nadzwyczajną sytuacja, jaką mamy w tej chwili z Sądem Najwyższym.

Liczy pan na weto Andrzeja Dudy, prezydent zachowa się tak, jak na strażnika konstytucji przystało?

Wszyscy liczymy na weto prezydenta, ale chyba każdy ma poważne wątpliwości.
Może te tłumy na ulicach zrobią na nim wrażenie. Może posłucha pana, został pan bardzo entuzjastycznie przywitany przez zgromadzonych pod Pałacem Prezydenckim.

Gdyby na ulice wyszło milion ludzi, na pewno można byłoby powstrzymać te zmiany. Bo wtedy oni, czyli PiS, zorientowaliby się, że wybory są przegrane.

Wróćmy jeszcze do tych zmian ustrojowych. Politycy PiS wprost przyznają, że chodzi im o zmianę ustroju Polski. Co nam zaserwują zamiast liberalnej demokracji?

Ewoluujemy w kierunku państwa policyjnego. Natomiast ustrój mogą zmieniać, jak będą mieli większość konstytucyjną. Jeśli jej nie mają, to są działania nielegalne. To są działania rewolucyjne, zasługujące na absolutne potępienie.

Prezydent zapowiada zmianę konstytucji, a PiS i Kukiz ’15 w niektórych sondażach mają większość konstytucyjną.

Wszystko jest możliwe. Nie ma co gdybać, jaka będzie przyszłość, nie wiemy tego. W 2007 roku mieli zwiększyć swoje poparcie i uzyskać samodzielne rządy, a skończyło się zupełnie inaczej.

Czyli czekamy na decyzję prezydenta.

Jest jakaś nadzieja, że zawetuje te ustawy, ale optymistą to ja nie jestem.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...