
Środowisko PiS na zorganizowanie kontrmanifestacji wobec trwających od ponad tygodnia masowych protestów Polaków chcieli dać sobie aż tydzień. Miał to być wielki pokaz siły partii rządzącej, ale... już wiadomo, że nic z tego nie wyszło. "Odwołujemy demonstrację, zaplanowaną początkowo na niedzielę 30 lipca o godzinie 15:00" brzmi komunikat niedoszłych organizatorów prorządowej manifestacji, który w środę publikuje sympatyzującym z PiS portal Niezależna.pl.
REKLAMA
Oficjalna wersja mówi, że zaledwie po dwóch dniach poddano się, by "wyciszyć emocje" i "dać rządzącym spokojny czas do pracy nad ustawami". Kto wie, czy tak na prawdę w środowisku Prawa i Sprawiedliwości nie przypomniano sobie, jak skończyły się ostatnie "Marsze Miliona", które już kilkukrotnie szumnie zapowiadano. Pierwszy raz prawica odgrażała się, że Warszawa zostanie po prostu zalana zwolennikami Jarosława Kaczyńskiego podczas uroczystości związanych z rocznicą katastrofy smoleńskiej w 2016 roku. Nic z tego nie wyszło.
– My ich czapkami przykryjemy – tak szef "Solidarności" Piotr Duda kreślił plany wielkiej manifestacji poparcia dla PiS w grudniu ubiegłego roku, gdy trwały zimowe protesty pod Sejmem. Nic z tego nie wyszło. Kolejne podejście do "Marszu Miliona" zrobiono przy okazji tegorocznej rocznicy smoleńskiej. Chętnych do masowego demonstrowania poparcia dla władzy zaczęto zwoływać w połowie marca, ale już po tygodniu realnie oceniono siły i środki. I kolejny raz nic z tego nie wyszło.
źródło: Niezależna.pl
