"Akcja Demokracja" jest finansowana przez Niemców. Sprawdzamy rewelacje "Gazety Polskiej"

"Gazeta Polska" doszukała się powiązań fundacji "Akcja Demokracja" z niemieckimi pieniędzmi i byłym wiceministrem finansów Niemiec.I strzelił jak kulą w płot.
"Gazeta Polska" doszukała się powiązań fundacji "Akcja Demokracja" z niemieckimi pieniędzmi i byłym wiceministrem finansów Niemiec.I strzelił jak kulą w płot. Fot. Maciej Stanik/naTemat, screen z facebook.com/GazetaPolskaPL/
Poszukiwania inspiratorów masowych protestów w obronie sądów trwają na prawicy prawie dwa tygodnie. Temat totalnej opozycji przestał już wystarczać i trzeba na nowo podgrzewać emocje w elektoracie Prawa i Sprawiedliwości i przybudówek, więc trzeba było wyjść poza schemat. Wszczęto poszukiwania poza granicami Polski. Są już tego efekty – stos absurdów i lawina pomówień.

By już astroturfing,, były drogerie Rossmann, które transportami świeczek i wkładów do zniczów miały wspierać protestujących. Wpływy amerykańskiego biznesmena George'a Sorosa są coraz większe i z oczywistych względów, on też maczał w tym palce. Bez winy nie jest też Google, który dzięki mikrotargetingowi i globalnemu funduszowi grantowemu ma wspierać Fundację Otwarty Dialog. To krótki przegląd festiwalu bzdur, jaki zgotowali nam politycy większości rządzącej oraz prorządowe media. Dzisiaj można dopisać kolejną pozycję: "Akcja Demokracja" jest dofinansowywana przez niemieckie organizacje, przez to niemiecki kapitał finansował próbę obalenia legalnie wybranego rządu w Polsce, a politycy niemieccy chcieli wpłynąć na blokadę reform sądownictwa w naszym kraju – tak w skrócie wyglądają rewelacje "Gazety Polskiej".



Rewelacje prawicy
"Akcja Demokracja" znana jest z kampanii na rzecz ochrony środowiska, obrony praw kobiet. Sprzeciwiała się też m.in. podpisaniu umowy CETA. Prowadzi tez działalność edukacyjną. Jak piszą założyciele - Akcja Demokracja powstała w 2015 roku, aby dać ludziom podzielającym podobne wartości możliwość wspólnego działania. Ostatnio zaistniała akcja "Łańcuch Światła" podczas protestów w obronie trójpodziału władzy.

Dziennikarz "GP" Grzegorz Wierzchołowski twierdzi, że fundacja wspierana jest m.in. przez Europejską Fundację Klimatyczną. Szefem rady nadzorczej EFK jest Caio Koch-Weser, wiceminister finansów Niemiec w latach 1999-2005, a obecnie wiceprezes Deutsche Banku. Właśnie były niemiecki wiceminister finansów wzbudza największe kontrowersje. Według autora artykułu, wskazuje to bezpośrednio na związki z niemiecką sceną polityczną i chęcią mieszania w polskim kociołku. W odpowiedzi na te oskarżenia, "Akcja Demokracja" przedstawiła sprawozdanie finansowe za ostatni rok, w którym czarno na białym widać, kto, co i ile wpłacił.

Tak jest
Wystarczy wejść na stronę fundacji, aby dokładnie móc sprawdzić kwoty darowizn i grantów, przychody, koszty i stan konta organizacji.
Zapytaliśmy też, na co konkretnie zostały przeznaczone pieniądze z trzech zagranicznych grantów, które widnieją w sprawozdaniu. – Środki z Global Greengrant i Campact, to pieniądze, które według założeń tych programów są przeznaczane na ogólną działalność fundacji i jej rozwój, czyli koszty osobowe, rozwój pod kątem informatycznym, koszty biurowe i administracyjne. Nie ma w tych przypadkach konkretnych projektów, które mielibyśmy w ramach tych pieniędzy przeprowadzić – mówi Weronika Paszewska z fundacji "Akcja Demokracja". – Środki z Europejskiej Fundacji Klimatycznej w całości zostały przeznaczone na kilka kampanii dotyczących spraw klimatu. Promowaliśmy ochronę środowiska i ekologię, przeprowadziliśmy kampanię na temat kopalni odkrywkowych węgla brunatnego – dodaje Paszewska.

Ostatnia akcja
Skąd więc oskarżenia o zagraniczne finansowanie akcji Łańcuch Światła? Tego z artykułu się nie dowiadujemy. Jak przyznaje przedstawicielka fundacji: – Tak, organizowaliśmy tę akcję, ale była ona finansowana jedynie z pieniędzy przekazanych przez osoby indywidualne. – Zresztą, w czasie protestów dostaliśmy bardzo wiele wpłat. Ludzie wpłacają po 10, 20, 30 złotych. Ale tysiące takich drobnych sum składa się na spore środki, za które wszystkim dziękujemy – dodaje Weronika Paszewska. Pozostaje też kwestia tego, na co konkretnie zostały te pieniądze przeznaczone. – Były to oczywiście koszty osobowe, choć bardzo dużo osób pracowało na zasadach wolontariatu, wynajem sceny, zestawu nagłaśniającego oraz transportu tego wszystkiego na miejsce. Kupowaliśmy też świeczki, choć były to małe ilości, około 1000 sztuk. Z tych środków pokryliśmy też tzw. koszty stałe: usługi mailingowe i SMS-owe. Jeszcze nie możemy przedstawić konkretnych danych, opracowujemy je, aby można było się z nich rozliczyć – podsumowuje przedstawicielka fundacji.

Treści zawarte w artykule "Gazety Polskiej" są weryfikowane przez prawnika fundacji, która po jego opinii podejmie decyzję o dalszych krokach. - Chociaż chodzi nam po głowie zrobienie słynnych już "strzałek" na których umieścilibyśmy wszystkich naszych darczyńców – mówi Paszewska. To byłaby odpowiedź na komentarz jednego z darczyńców fundacji, który na jednym z portali społecznościowych zwrócił uwagę na to, że jako darczyńca, nie było go na "strzałkach" w głównym wydaniu "Wiadomości" w TVP.

Niestety, patrząc na regularne grillowanie przez prawicowe i publiczne media różnych organizacji z trzeciego sektora, można przypuszczać, że to nie ostatni tego typu artykuł. Już można typować, kto będzie następny.

Napisz do autora: mateusz.marchwicki@natemat.pl
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...