Agnieszka Holland o reakcji policjantów na Krakowskim Przedmieściu: "Ubeckie metody, jak w stanie wojennym"

Agnieszka Holland na Krakowskim Przedmieściu
Agnieszka Holland na Krakowskim Przedmieściu Fot. Marta Bogdanowicz/https://twitter.com/berkamel1
Zdjęcia Agnieszki Holland na Krakowskim Przedmieściu ogrodzonym barierkami obiegły internet i stały się hitem (zrobiła je Marta Bogdanowicz). Reżyserka pojawiła się tam dzień przed kolejną miesięcznicą. Na zdjęciach widać, jak mówi do policjantów, rozmawia też protestującymi. Jak to wyglądało? Dlaczego tam się znalazła? – Patrzyłam na to i czułam się, jakbym była w "Kartotece" Różewicza – mówi naTemat.

Specjalnie poszła Pani na Krakowskie Przedmieście?



To był przypadek. Byłam tylko pół dnia w Warszawie, miałam spotkanie w restauracji przy kinie Kultura. I spóźniłam się, bo wszystko wokół było ogrodzone. Podeszłam wtedy do policjanta i spytałam, jaki jest powód. A on na to: – Pani wie, to co miesiąc tak jest. Powiedziałam, że 10-ty jest dopiero jutro, a on odpowiedział: – To nie od nas zależy.

A potem usiadłam w restauracji, która była już ogrodzona wysokimi barierami. Było tylko wąskie przejście między nimi a ogródkiem restauracji, więc ludzie szli, a potem wracali bardzo wkurzeni, bo nie mogli przejść. I ja siedziałam tak przy stoliku, patrzyłam na to i czułam się jakbym była w "Kartotece" Różewicza. Takie scenki tam się odbywały. Złości i wkurzenia.

Co się działo?

Wszyscy na to patrzyliśmy. To był teatr. A potem zobaczyłam, że zbiera się grupa Obywateli RP i innych organizacji, które łączą się w proteście przeciwko miesięcznicom. Podeszłam do nich, wyraziłam moją solidarność i podziw dla ich uporu w protestowaniu przeciwko temu absurdalnemu zdarzeniu, którym raczy się nas co miesiąc.

I te momenty uchwyciły zdjęcia, które już trafiają za granicę.

To jest przedziwnie, bo znalazłam się tam na 20 minut i już cały internet huczy. Nawet nie wiem, kto robił te zdjęcia.
Piszą, że to ustawka.

Żadna. Spotkałam się z rodziną z Poznania, która podczas WOŚP wylicytowała kolację ze mną. Restauracja Kultura wzięła udział w tej akcji. 9 sierpnia to był jedyny dzień, gdy mogłam być w Warszawie, dlatego znalazłam się w tym miejscu. Nie spodziewałam się, że będzie temu towarzyszyła taka scenografia.

A potem stanęła Pani twarzą w twarz z policjantami. Co im Pani powiedziała?

Rozmowa była jednostronna, bo oni nie odpowiadali. Żal mi się ich zrobiło. Chciałam, żeby mieli jakąś refleksję. Mówiłam koncyliacyjnie, że rozumiem ich sytuację, ale że powinni zrozumieć, że to co się tutaj dzieje nie jest ani normalne, ani w porządku. Że ich obecność tutaj jest nadużyciem władzy. Zagradzają przestrzeń publiczną, która powinna być dostępna dla ludzi i nie ma żadnego racjonalnego powodu, poza paranoją władzy, żeby ta przestrzeń była ograniczana.

Tak jak prawo do demonstracji, czy kontrmanifestacji. Władza łamie prawo, które sama ustanowiła.

I żadnej reakcji?

Stali jak skała. Tylko jeden zaczął mnie filmować. Normalne ubeckie metody. Jak robiono na demonstracjach w stanie wojennym

I co Pani zrobiła?

Powiedziałam, że nie mają prawa i powodu, by mnie filmować bez mojej zgody. Nie reagował i jeszcze chwilę filmował. Potem zniknął. A potem tych policjantów, do których przemawiałam, wymieniono na innych. Przypomniało mi to sytuację, gdy byłam w Pradze w czasie inwazji sowieckiej, w sierpniu 1968 roku.

Tam byli żołnierze sowieccy, którzy w ogóle nie wiedzieli, gdzie są i dlaczego. Byli bardzo skonfundowani. Prażanie oblegali wtedy te czołgi, mówili im, że nie dzieje się żadna kontrrewolucja, nie dzieje się nic złego, żeby sobie poszli. Następnego dnia ściągnięto ich, bo już byli zarażeni propagandą demokratyczną i posłano następne posiłki, z Azji. Takie pojawiło mi się skojarzenie, gdy po jakichś 10 czy 15 minutach wycofano policjantów, do których przemawiałam.

W internecie rozeszła się też informacja, że rozmawiała pani z zagranicznymi turystami. Tak było? Co im Pani powiedziała?

Podeszła do nas rodzina Hiszpanów, Katalończyków z Barcelony, trochę zorientowanych w naszej "dobrej zmianie", ale nie rozumiejących co się dzieje. Dlatego im wytłumaczyłam, co się dzieje i dlaczego. Byli zaskoczeni.

Była też jeszcze taka sytuacja, że do ogrodzenia podjechał chłopak na wózku. Próbował przemieścić się w stronę, która była zagrodzona. Namawialiśmy policjantów, by go przepuścili, ale nie zrobili tego. Mam wrażenie, że oni są w jakimś kompletnym absurdzie. Muszą uwierzyć, że te kilkaset osób z białymi różami to wrogowie. To jest strasznie smutne. Dlatego chciałam pokazać im inny punkt widzenia.

Minister Błaszczak powiedział, że tam będą, bo w taki sposób mają zapewniać bezpieczeństwo dla uczestników miesięcznic.

To jest zupełny absurd. Oni używają orwellowskiej nowomowy. To co jest łamaniem prawa, nazywają sprawiedliwością. Co jest rozwalaniem Trybunału Konstytucyjnego, nazywają jego naprawą. To, co jest prowokowaniem podziałów i agresji nazywają zapewnianiem bezpieczeństwa. I tak w kółko. Jak w sowieckiej gazecie "Prawda", w której prawdy się nie znalazło. To nowomowa partyjnych władz, zwielokrotniona przez propagandę partyjnej telewizji publicznej. Wiele osób ulega tej propagandzie, bo umysł ludzki jest słaby.

Uczestniczyła Pani kiedyś w kontrmiesięcznicy?

Nie, nigdy. Tak się złożyło, że 10 nigdy nie była w Warszawie. Dziś też jestem w Krakowie. Choć myślałam, że kiedyś się wybiorę. Zwłaszcza gdy zobaczyłam, jak traktowani są ci ludzie, którzy demonstrują. Wczoraj to był mój pierwszy raz.
Czym dla Pani są te miesięcznice?

Polityczną hucpą. Zwieraniem szeregów najbardziej sekciarskich elementów popierających PiS, tych, którzy wyznają religię smoleńską. Ciągłym jątrzeniem i dzieleniem. Seansami nienawiści, które pan Kaczyński uprawia najpierw z drabinki, potem z podestu. Tu nie chodzi o uczczenie zmarłych. To pokaz agresji do wszystkich, którzy nie podzielają ich poglądów. Trudno nazwać to wydarzeniem religijnym.

Nie mówiąc o tym, że ta cała fikcja na temat zamachów, która cały czas podlewana jest jakimiś pseudofaktami, doprowadziła do tego, że żyjemy w jakimś Matrixie. I że władze tego kraju zatraciły poczucie rzeczywistości. Widać to, jeżeli popatrzymy na Polskę z pewnego dystansu jak ja, bo jestem więcej za granicą niż tu. Mamy kraj podzielony na pół. Byłam teraz u mamy na Mazurach, jeździłam trochę pociągami, rozmawiałam z ludźmi w różnych sytuacjach. I słyszałam, że naprawdę nie mogą zrozumieć, co się dzieje.

Musi Pani tłumaczyć za granicą sytuację w Polsce? Miesięcznice docierają na Zachód?

Obcuję z różnymi ludźmi, z kręgów dziennikarskich, artystycznych czy politycznych. I oni patrzą na to jak na totalne dziwactwo. Pytają o te miesięcznice. Nie rozumieją kompletnie, co się dzieje. Dlaczego co miesiąc. Tego nie ma w żadnej kulturze. Nie ma czegoś takiego. Dlatego ja nazywam to miesiączką. Z tego rodzi się potworne jajo węża. A właściwie już się urodziło.

Do czego to zmierza? Jakie refleksje Panią nachodzą po tej jednej "wigilii miesięcznicy?"

Boję się, że będzie eskalacja. Że niedługo zamkną Krakowskie Przedmieście na tydzień, a potem na cały czas, że w ogóle nie będzie przejścia. A potem wysiedlą ludzi, którzy mieszkają na piętrach. Eskalacja tej ogromnej machiny państwowej, żeby ochraniać tego człowieka, jest monstrualna.

Wczoraj do barierki podszedł jeszcze jeden człowiek z synkiem. Chciałam powiedzieć, że jest zagrodzone, a on do mnie: – Pani niech do mnie nie mówi. Wy jesteście dla mnie nikim. Zrozumiałam, że może będzie uczestniczył w miesięcznicy.

Nie wolno jednak dać się temu wężowi zahipnotyzować. Oni się boją, bo jeszcze się okaże, że jak stracą tę władzę, to zostanie pustka. I zostaną ukarani.

Widzi Pani w tych miesięcznicach potencjał na film?

Na pewno można byłoby z tego zrobić super film. Wystarczyłoby postawić kamerę tylko w jednym miejscu i pokazać zachowania tych ludzi. Bo jak w "Kartotece" Różewicza odbija się tu Polska. Wszyscy grają jakieś upiorne role w tej tragifarsie. Albo jak w "Weselu". "Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się jeno sznur".

Powiem jeszcze jedno. Co ciekawe, nie przyczepiają się za bardzo do Putina. Jako scenarzysta, wiedziałabym, jak zrobić z tego thriller. I kto byłby tym ruskim agentem.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...