Kolejny wójt domaga się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Wojewoda pomorski pozostaje niewzruszony

Nawałnice nie tylko obalały drzewa, uszkodzeniu uległo także wiele budynków mieszkalnych.
Nawałnice nie tylko obalały drzewa, uszkodzeniu uległo także wiele budynków mieszkalnych. Fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta
Już chyba wszyscy w Polsce wiedzą, co się dzieje w miejscowości Rytel. Mieszkańcy walczą o jak najszybsze udrożnienie rzeki Brdy, zawalonej drzewami połamanymi przez nawałnicę i proszą o wprowadzenie na terenie gminy Czersk stanu klęski żywiołowej. Nie oni jedni, o to samo apeluje wójt Sulęczyna. Bezskutecznie.

Nawałnica powaliła drzewa na tysiącach hektarów, zniszczone zostały domy, poziom wody Brdy niebezpiecznie zbliżył się do alarmowego i w każdej chwili grozi lokalną powodzią. Wystarczy jeden, dwa dni ulewnych deszczy i może dojść do tragedii, a meteorolodzy nie mają dobrych wiadomości i zapowiadają burze.
Mieszkańcy od kilku dni, niemal bez przerwy próbują na własną rękę usuwać skutki nawałnicy. Od wczoraj pomaga wojsko. Jak dziś poinformowano na stronach MON, w województwie kujawsko-pomorskim ma się pojawić 30 żołnierzy.



Do Rytla z gospodarką wizytą udała się premier Beata Szydło i minister Antoni Macierewicz. Ten ostatni nawet miał pewną przygodę. Wojskowy samochód, którym przyjechał minister zakopało się w błocie i tylko dzięki pomocy mieszkańców Rytla udało się pojazdy ruszyć z miejsca.
Jednak Rytel to tylko jedna z miejscowości dotkniętych klęską żywiołową. O pomoc apeluje też wójt Sulęczyna. Na terenie gminy uszkodzonych zostało 40 budynków, z tego 10 bardzo poważnie. Powalone zostały drzewa, zawalone dojazdy do posesji czy domków letniskowych w których spędzali wakacje turyści z całej Polski. Pozrywane zostały linie telefoniczne i kable wysokiego napięcia, są problemy z zasięgiem GSM. I z wodą. Do wielu miejsc trzeba ją dowozić. Ponadto, nie działają przepompownie ścieków, w związku z czym może dojść do katastrofy ekologicznej.
Bernard Grucza, wójt Sulęczyna, podobnie jak sołtys Rytla domaga się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Bez skutku, wojewoda pomorski Dariusz Drelich nie widzi takiej potrzeby. Z kolei premier Szydło argumentuje, że stan klęski żywiołowej może wprowadzić tylko na wniosek wojewody i kółko się zamyka. Mnożą się jedynie pytania, dlaczego pomoc wojska ma charakter niemal symboliczny i dlaczego na terenach zniszczonych przez kataklizm nie wprowadzono stanu wyjątkowego.

źródło: "Express Kaszubski"

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...