"Po raz pierwszy ściema tak łatwo przedostała się do opinii publicznej". Afera z Autosanem jest grubsza niż sądzicie

"Po raz pierwszy ściema tak łatwo przedostała się do opinii publicznej" – pisze "Gazeta Wyborcza" o aferze z przetargiem bez udziału Autosana.
"Po raz pierwszy ściema tak łatwo przedostała się do opinii publicznej" – pisze "Gazeta Wyborcza" o aferze z przetargiem bez udziału Autosana. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
"To wiceminister Kownacki powinien wylecieć po aferze z Autosanem" – komentuje publicysta Bartosz Wiciński. Na światło dzienne wychodzą bowiem nowe fakty, które dowodzą, że spóźnienie z wysłaniem oferty w przetargu zorganizowanym przez wojsko nie było przypadkiem. I przerzucanie winy na poprzedników jest w tym przypadku co najmniej nie na miejscu.

W środę gruchnęła wiadomość o kompromitującej porażce należącej do Polskiej Grupy Zbrojeniowej firmie z Sanoka. Autosan nie zawalczył o zamówienie warte 30 mln zł, bo spóźnił się o 20 minut ze złożeniem oferty. Premier Beata Szydło stwierdziła, że "żąda wyjaśnień", a wiceminister obrony pospieszył z zapewnieniem, że "to nie my, to oni". Bartosz Kownacki poinformował, iż pracownik odpowiedzialny za przetargową wpadkę był "związany z poprzednikami" i już został zwolniony dyscyplinarnie.

Wpadkę jednak zaliczył sam wiceminister – wyszło bowiem, że urzędnik, który doprowadził do opóźnienia w wysłaniu oferty, został zatrudniony we wrześniu ubiegłego roku, a zatem już po przejęciu Autosana przez PGZ. Teraz zaś się okazuje, że to opóźnienie mogło wcale nie być wpadką, lecz działaniem celowym. Z informacji "Gazety Wyborczej" wynika, że Autosan nie chciał startować w tym przetargu, bo... nie miał nic do zaoferowania. Ale musiał – bo tego oczekiwali politycy.
– Od początku było wiadomo, że Autosan nie jest w stanie wykonać zamówienia MON. Dlatego specjalnie spóźnili się z ofertą. Autosan produkuje autobusy miejskie, a nie wysokopodłogowe, a takich wymagał MON, bo chodziło o pojazdy, które mogą jeździć także po gorszych, terenowych drogach – mówi informator "Wyborczej", chcący zachować anonimowość pracownik Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Opowiada przy tym, jaką karczemną awanturę zrobił jesienią jednemu z wiceprezesów PGZ wiceminister Bartosz Kownacki, gdy Autosan nie wziął udziału w jednym z przetargów. Więc teraz musiał wziąć...

Firma wykonała typową ściemę, by spełnić żądania ministra. Zapowiedziała, że weźmie udział w przetargu i jest do niego gotowa, bo zarząd bał się, że politycy znów się wściekną. To nie jest jedyny taki przypadek. Podobnie wygląda sprawa z dronami. MON chce, by koniecznie wykonał je należący do ministerstwa PGZ. W Bydgoszczy powstało nawet "centrum kompetencji" produkcji dronów, ale to tylko kartka na drzwiach. Polska Grupa Zbrojeniowa raczej nie jest w stanie nic takiego wyprodukować. Problem z Autosanem polega na tym, że po raz pierwszy ściema tak łatwo przedostała się do opinii publicznej.

"Gazeta Wyborcza": "Awantura o dostawę autobusów dla wojska. Czy Autosan spóźnił się na przetarg celowo?"
Tę wersję, iż Autosan nie był w stanie spełnić przetargowych wymagań, potwierdza pierwsze oświadczenie, jakie spółka wydała po wybuchu afery. I potwierdza też to, jak to oświadczenie po jednym dniu zostało zmienione. Ewolucję tę zauważyła reporterka "Faktów" TVN.
Zniknęło zdanie o tym, że Autosan nie produkuje autobusów wysokopodłogowych, co – jak można sądzić – z góry przekreślało jego szansę na wygraną. Według "Wyborczej" może się zakończyć dymisją prezesa PGZ, ale czy tak naprawdę to on powinien za to zapłacić głową?
źródło: "Gazeta Wyborcza"
Trwa ładowanie komentarzy...