Oto człowiek, który rozgryzł tajemnicę sukcesu PiS. Jeśli ktoś myśli, że chodzi o 500+, jest w totalnym błędzie

Socjolog, dr hab. Maciej Gdula, autor badania "Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta".
Socjolog, dr hab. Maciej Gdula, autor badania "Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta". Fot. screen ze strony YouTube.com/ Krytyka Polityczna
To badanie pokazuje, jak bardzo schematycznie myślą w Polsce politycy opozycji. Socjolog dr hab. Maciej Gdula wraz z grupą współpracowników pod koniec roku opublikował pracę zatytułowaną "Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta". Na postawie rozmów z mieszkańcami owego "Miastka" można wysunąć wnioski, dlaczego dwa lata temu w wyborach wygrało Prawo i Sprawiedliwość, co powinno zrobić, by utrzymać się przy władzy lub co ma uczynić opozycja, jeśli chce kiedykolwiek PiS pokonać. O obrazie "Miastka" i jego mieszkańców oraz o płynących z tego przemyśleniach rozmawiamy z autorem badań.

Dzwonię do Pana, ponieważ ponoć rozgryzł Pan to, czego od lat nie są w stanie rozgryźć Schetyna, Petru, Kosiniak-Kamysz, już nie mówiąc o Czarzastym...



(śmiech) Czuję się zakłopotany, bo to pokazuje, jaka odpowiedzialność na mnie ciąży. Ale tak serio, to miałem poczucie, że nie do końca rozumiemy, co się wokół nas dzieje. Że zadowalamy się zbyt prostymi wyjaśnieniami sytuacji politycznej, bo nie mamy lepszej wiedzy. I faktycznie, to badanie pokazało, że schematy myślenia, których nauczyliśmy się kiedyś, dziś już przestają działać. Choćby skrypt, że PiS wygrało, bo ludzie dali się kupić za 500+. Albo ten, że wyborcy PiS to ludzie przegrani, z poczuciem pewnego wykluczenia. Ten obraz jest o wiele bardziej złożony.

To najpierw ustalmy pewne konkrety: "Miastko" to nie jest Miastko, tu nie chodzi o miejscowość na Pomorzu?

Tak, jest dokładnie tak jak w słynnym badaniu socjologicznym Middletown w USA przeprowadzonym przez małżeństwo Lyndów w latach 20. ubiegłego wieku. Oni nazwę miasta, w którym prowadzili badania, zmienili na "Średnie miasto", choć inne Middletown w Stanach też jest, ale w innym miejscu. My postąpiliśmy podobnie – badania prowadziliśmy w mieście na Mazowszu i nadaliśmy mu nazwę "Miastko".

Strzelam: to był Radom?

(śmiech) Nie.

Mniejsze?

Tak, tyle mogę powiedzieć – to jest nieduże miasto, kilkunastotysięczne, w którym poparcie dla PiS w wyborach było o 10 punktów wyższe niż ogólnopolski wynik tej partii. Bliższych informacji nie przekażę, bo chcę, aby zidentyfikowanie tego miasta nie było łatwe.
Zależy mi na tym, aby zapewnić anonimowość naszym rozmówcom – to są osoby, z którymi przeprowadzaliśmy wywiady biograficzne, czasem półtoragodzinne lub dłuższe. Ci ludzie najpierw opowiadali nam historię swojego życia i dopiero potem zaczynaliśmy rozmowę o polityce. To nie były proste badania ankietowe, które wskazałyby, jaką partię popierają ci ludzie, lecz były to badania jakościowe, które objaśniają, dlaczego oni popierają tę partię.

I dlaczego? Rzeczywiście ci ludzie "polecieli" na 500+?

Takie myślenie, że ludzie "lecą" na 500+, oznacza bardzo proste pojmowanie kategorii interesu ekonomicznego: że ludziom zależy na tych pieniądzach dlatego, że chcą sobie dużo szynki kupić albo co gorsza papierosów. Ludzie widzą 500+ dużo szerzej, interpretują to znacznie bardziej subtelnie niż wielu polityków. Dla nich jest to m.in. jakiś znak, że państwo dba o rodzinę, że można czegoś wreszcie od państwa oczekiwać. Jest to także takie spojrzenie: do diabła, jesteśmy rozwiniętym krajem i stać nas już na to, co jest pewną normą w innych krajach UE. I to jest coś, czego Platforma nie robiła – oni mówili, poczekajmy, jesteśmy jeszcze krajem na dorobku, musimy być odpowiedzialni. I PiS jest tą odpowiedzią na rosnące aspiracje.

W badaniu "Dobra zmiana w Miastku" często pada określenie "wspólnota". To jest właśnie to słowo-klucz? PiS-owi udało się stworzyć wspólnotę swoich zwolenników?

Użyłbym innego terminu, bo "wspólnota" sugeruje pewną pierwotność – coś, co istniało od dawna. Tymczasem tu jest inaczej: PiS-owi udało się stworzyć pewną zbiorowość spośród bardzo różnorodnych ludzi. Są to zarówno pracownicy fizyczni, jak i klasa średnia. Przekonanie, że tylko tzw. lud popiera PiS, jest nieprawdziwe.

To, co łączy tych ludzi, to specyficzne pojmowanie pojęcia "naród". Do tego "narodu" nie należą z jednej strony "elity", czyli ci, którzy wcześniej rządzili i się skompromitowali, oraz przedstawiciele patologii społecznej i uchodźcy. Ta wspólnota jest zbudowana na ostrym przeciwstawieniu "nas" i "obcych".

Są "ofiarami propagandy", jak się może wydawać opozycji? Czytają wyłącznie "Gazetę Polską" i "Nasz Dziennik", oglądają tylko TVP?

Kwestia, skąd ludzie czerpią informacje, jest tu kluczowa. W ostatnich latach nastąpiło bowiem przejście od sfery publicznej, gdzie najważniejsza jest prasa, która dostarczała tematów telewizji, do sfery, w której najważniejszy jest internet. To on stał się głównym medium. Dziś ważne nie jest to, co napisała jakaś duża gazeta. Ważne jest to, co ludzie podają dalej, uznając, że to jest istotne.

W tej nowej sytuacji wyborcy PiS czerpią wiadomości z bardzo różnych źródeł. Oczywiście, że oglądają TVP Info, ale oglądają też TVN i Polsat – zwłaszcza ci z klasy średniej. Oni też częściej korzystają z internetu niż klasa ludowa, ale i o tych osobach nie można powiedzieć, że są ofiarami propagandy. Takie postrzeganie i przedstawianie rzeczywistości jest myśleniem życzeniowym i tylko sprzyja potędze PiS-u. Zresztą, kiedy PiS przegrywał to też tak mówił, że to wszystko jest efektem propagandy, bo władza zrobiła ludziom wodę z mózgu.

Czy badani wyborcy PiS naprawdę przez osiem ostatnich lat czuli się ignorowani? Rzeczywiście są krytyczni wobec wszystkiego, co działo się za poprzedniej władzy?

To jest bardzo istotna kwestia i coś, co uważam za ważne odkrycie. Istnieje przekonanie, że ludzie głosują na tzw. populistów ponieważ nikt inny nie jest w stanie wypowiedzieć ich krzywdy i cierpienia. A tutaj okazało się, że badani wyborcy PiS inaczej oceniają tę samą rzeczywistość, gdy mówią o życiu prywatnym, a inaczej, gdy opowiadają o polityce. Dobrym przykładem jest historia nauczycielki, która w wywiadzie biograficznym opowiedziała nam, że uczyła w gimnazjum i było to dla niej miłe doświadczenie, natomiast w wywiadzie o polityce stwierdziła, że gimnazja to Sodoma i Gomora i należy je zlikwidować. Inny rozmówca opowiadał, że za czasów PO kraj się nie rozwijał, ale w rozmowie o swoim życiu przyznawał, że przez ostatnie 10 lat jego byt znacznie się poprawił.
To są obserwacje. A wnioski? Dla PiS-u płynie jakiś wniosek z tych badań? Będzie rządzić wiecznie?

Każdy, kto myśli, że będzie rządzić wiecznie, zaczyna pracować na przegrane wybory. Polityka bardzo szybko karze tych, którzy nadmiernie zachłysną się władzą.

A dla obecnej opozycji płyną jakieś wnioski?

Tak. Najważniejszy jest taki, że jeśli ktoś chce pokonać PiS, to nie może myśleć w kategoriach powrotu do tego, co było. Siły restauracji nie wygrają z PiS-em, bo ta partia przyciągnęła mnóstwo ludzi, którzy całkiem nieźle sobie radzili wcześniej, a mimo to dzisiaj są zwolennikami dobrej zmiany. Jeśli ktoś chce się konfrontować z PiS-em, musi zaproponować coś zupełnie nowego i zmierzyć się z tematami, które są bardzo ważne dla PiS-u.

Nie mogę o tym nie wspomnieć: te badania finansowo wsparła Fundacja im. Friedricha Eberta – Niemca, socjaldemokraty...

(śmiech) Tak, jestem za to bardzo wdzięczny i chętnie zrobiłbym kolejne badanie za niemieckie pieniądze. W ogóle się tego nie wstydzę. Choć to pokazuje przy okazji, że system finansowania nauki uniemożliwia zrealizowanie takich badań w takim tempie. Pozyskanie tych środków z innego źródła było niejako koniecznością.

Czyli za niemieckie pieniądze przygotował Pan plan, jak kiedyś zmieść PiS ze sceny politycznej?

(śmiech) Jeśli PiS do mnie się odezwie, chętnie zrobię podobne badania za pisowskie pieniądze. Nawet wezmę większe, żeby zrobić obszerniejsze badania dotyczące na przykład zwolenników Platformy, którzy przeszli do PiS-u.
Dr hab. Maciej Gdula jest adiunktem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, publicystą "Krytyki Politycznej" oraz członkiem zarządu Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. W styczniu ukaże się jego książka zatytułowana "Nowy autorytaryzm". Raport "Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta"można znaleźć tutaj.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...