Kościół toleruje przemoc w rodzinie? "Tygodnik Powszechny" przypomina duchownym, że dzieci bić nie wolno

Kościół wciąż nie wie, że bicie nie jest sposobem na wychowanie dzieci?
Kościół wciąż nie wie, że bicie nie jest sposobem na wychowanie dzieci? Fot. "Tygodnik Powszechny"
Na bicie dziecka czy żony wielu duchownych nadal daje przyzwolenie. Niektórzy twierdzą, że boją się, iż zmiana takiego stanu rzeczy naruszy tradycyjne wartości, którym hołdują. – Nie obchodzą mnie wartości, a to, by zmienił się los kobiet i dzieci. By statystyki, które trafiają do naszej fundacji wreszcie się zmieniły – mówi naTemat Sylwia Chutnik z Fundacji MaMa. A co na to duchowni?

"Zapewne długo jeszcze poczekamy na oficjalny sprzeciw Kościoła katolickiego wobec bicia dzieci" – ocenia najnowszy "Tygodnik Powszechny", który rozpoczyna debatę o stosunku polskiego Kościoła do przemocy wobec kobiet i dzieci. A ten jest wciąż taki, że znaczna część duchownych i wiernych uważa, iż bicie jest dobrą metodą na wychowanie dziecka. "Polska jest krajem katolickim, szkoda, że nie czytamy częściej Pisma Świętego. W Starym Testamencie jest napisane, że jeżeli kochamy swoje dziecko, to nie będziemy mu żałować rózgi. To jest element miłości względem dziecka. Tak się je wychowuje" – mówił przecież niedawno portalowi Fronda.pl poseł PO John Godson.


Wierzysz więc bijesz?
"Tygodnik Powszechny" cytuje podobnych opinii wiele. Jak rozmowę dziennikarki "Idź pod prąd" z pastorem Pawłem Chojeckim, gdzie duchowny radzi, w jaki sposób zmienić styl bicia w zależności od wieku dziecka. "W stosunku do niemowląt wystarczy lekkie uderzenie w pupę. W starszym wieku pas porównywalny jest z rózgą. Lanie ma zostawić co najwyżej pręgi, a nie siniaki. Jestem też przeciwnikiem przysłowiowych klapsów, które należy stosować w ostateczności. Lepiej by ręka ojca czy matki kojarzyła się dziecku z czymś miłym i dobrym, np. z przytuleniem" – stwierdza.

Zobacz też: Konserwatyści z PO wracają do korzeni

Ks. Kazimierz Sowa
duchowny, red. nacz. Religia.tv

I w Piśmie Świętym napisano "nie ma Boga". Ale to jest poprzedzone zdaniem: "rzekł głupi w sercu swoim".

Ks. Dariusz Kowalczyk przyznawał tymczasem, że sam miło wspomina klapsy, którymi rodzice karali go w dzieciństwie, a pastor Paweł Bartosik przekonywał dziennikarzy, że Bóg również karze ludzi pewnego rodzaju klapsami, więc i nam wolno karać w ten sposób innych. Oprócz tego, tygodnik przypomina oczywiście osławione publikacje Oficyny Wydawniczej "Vocatio", w których autorzy przekonują rodziców, że przemoc fizyczna jest koniecznym elementem procesu wychowania małego dziecka.

Jedni powołują się na tradycję, inni na Pismo Święte. Ze szczególną lubością cytując wersy z Księgi Przysłów: "Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go – w porę go karci" (Prz 13,24), "W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi ją stamtąd" (Prz 22,15) i "Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz – nie umrze. Ty go uderzysz rózgą, a od Szeolu zachowasz mu duszę" (Prz 23,13-14).

Głupota i błędy
Tymczasem dosłowne interpretowanie Starego Testamentu zdaje się być niemniejszą głupotą, niż ta chłopięca, o której wspomina Księga Przysłów. Na łamach "Tygodnika Powszechnego" mówi o tym teolog i ojciec Mateusz Gajek: "Wszelka mądrość Starego Testamentu musi być zwyczajnie zweryfikowana przez Ewangelię. (...) Podpieranie się kilkoma cytatami z jednej z Ksiąg, przy pominięciu nauczania Jezusa Chrystusa, nie mówiąc dodatkowo o zdrowym rozsądku i mądrości sumienia, jest poważnym błędem teologicznym".

O błędach Kościoła w stosunku do problemu przemocy w rodzinie pisze w swoim felietonie także ks. Adam Boniecki. "Spór o to, jaki rodzaj bicia dziecka jest stosowaniem przemocy, a jaki jeszcze przemocą nie jest, to czysta aberracja. Bicie słabszego i bezbronnego przemocą jest zawsze" – ocenia duchowny. Zwracając uwagę, że Kościół wciąż ma także problem z kwestią przemocy wobec kobiet. Boniecki pyta, czy tzw. konwencja antyprzemocowa, której ratyfikacji przez Polskę sprzeciwiają się środowiska konserwatywne, z ministrem sprawiedliwości Jarosławem Gowinem, na pewno kwestionuje religię i tradycję.

Polecamy: Kobieta do garów, mężczyzna do młotka. W Polsce nadal królują stereotypy

– Przyznam szczerze, że nie obchodzą mnie wartości katolickie, a to, by zmienił się los kobiet i dzieci. By statystyki, które trafiają do naszej fundacji wreszcie się zmieniły – komentuje dla naTemat Sylwia Chutnik z Fundacji MaMa. – Nawet jeśli stanie się to kosztem podważenia autorytetu Kościoła Katolickiego, czy jakiegokolwiek innego, to w ogóle mnie nie interesuje. To jest jego wewnętrzny problem Kościoła, a ten powinien spojrzeć na fakty i liczby – stwierdza.

Kościół nie wierzy feministkom?
Dodając, że jeśli duchowni nie chcą wierzyć organizacjom kobiecym, to mogliby czerpać wiedzę o rozmiarach problemu ze statystyk policyjnych. Bo to one mówią o efektach przyzwolenia na przemoc w rodzinie. – To nie jest żadna ideologia, a czyste fakty – podkreśla Chutnik. – To wszystko rozgrywa się w dyskursie praw rodziców, przy czym prawa dziecka są tu w ogóle zapominane. Cały czas jest ta sama śpiewka, że to, co dzieje w czterech ścianach jest sprawą prywatną. A państwu, czy środowiskom - jak nas nazywają - lewicowym, liberalnym, nic do tego. Bo rodzina jest rzeczą świętą.

Sylwia Chutnik
pisarka i szefowa Fundacji MaMa

Cały czas jest ta sama śpiewka, że to, co dzieje w czterech ścianach jest sprawą prywatną. A państwu, czy środowiskom - jak nas nazywają - lewicowym, liberalnym, nic do tego. Bo rodzina jest rzeczą świętą. CZYTAJ WIĘCEJ

– Ktoś z takim autorytetem moralnym, jak Kościół powinien jednoznacznie wypowiadać się na ten temat. Tymczasem właściwie wypowiada się jednoznacznie, ale w zupełnie inny sposób, niż bym się tego spodziewała – podsumowuje Sylwia Chutnik.

Kościół rzeczywiście nie chce mówić jednoznacznie. W rozmowie z naTemat ks. Kazimierz Sowa, red. nacz. Religia.tv podkreśla, że nawet w ocenie całego zjawiska jakim jest przemoc w rodzinie, trzeba patrzeć z dwóch punktów widzenia. – Nie widzę zależności między wstępowaniem przemocy w rodzinie, a pewnymi kalkami kulturowymi, czy religijnymi, które miałby czynić Kościół za takie zjawiska. Gdyby tak było, przemoc w rodzinie byłaby związana z określonymi kręgami kulturowymi, a tak nie jest. Występuje powszechnie w różnych kulturach – ocenia duchowny.

I w Piśmie Świętym napisano "nie ma Boga"...
Odnosząc się w ten sposób do sprzeciwu Kościoła wobec ratyfikacji konwencji Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, której kształt ks. Kazimierz Sowa uważa za nadużycie przypisujące odpowiedzialność za określone konsekwencje środowiskom, które wcale nie są za nie bezpośrednio odpowiedzialne. Zwraca też uwagę, że niesprawiedliwe jest traktowanie przeciwników ratyfikacji kontrowersyjnego dokumentu jako zwolenników przemocy. Bo Ks. Sowa jest jej konwencji, ale zarazem podkreśla, że opowiada się przeciw jakiejkolwiek formie przemocy wobec bliźnich. Szczególnie biciu dzieci.

Czytaj więcej: "Nie nowej definicji płci". Nie tylko Gowin boi się konwencji antyprzemocowej

Duchowny z całą stanowczością potwierdza też, że żadnym usprawiedliwieniem dla takich czynów nie jest to, co napisano w Starym Testamencie. – Nie można czytać świętej księgi żadnej religii w oderwaniu od kontekstu cywilizacyjnego i historycznego, w którym powstała. Inaczej można próbować udowodnić najbardziej absurdalną tezę, bez problemu znajdując uzasadnienie w Torze, Biblii i Koranie – tłumaczy ks. Sowa. – I w Piśmie Świętym napisano "nie ma Boga". Ale to jest poprzedzone zdaniem: "rzekł głupi w sercu swoim" – podsumowuje.
Trwa ładowanie komentarzy...