Grupa naTemat

Bezstresowe wychowanie nie istnieje. Wrzeszczące dzieci są po prostu rozwydrzone

Bezstresowe wychowanie nie istnieje, a dzieci muszą mieć zasady
Bezstresowe wychowanie nie istnieje, a dzieci muszą mieć zasady Fot. shutterstock.com
Karać, dać klapsa, czy pozwalać na wszystko? Głaskać po głowie czy "dać po łapach"? Na te i inne pytania codziennie odpowiadają sobie tysiące rodziców. Jak jednak przekonują nasi blogerzy i specjaliści od wychowania dzieci: Jarosław Żyliński i Dorota Zawadzka, z dzieckiem da się dogadać. Trzeba tylko chcieć.

Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Przemocy Wobec Dzieci. Czy jednak wychowanie bez przemocy to to samo, co wychowanie bezstresowe? Co w ogóle kryje się za tym wyświechtanym terminem?
Bezstresowe? Nie istnieje
– W latach 60. był jakiś psycholog, który ukuł takie określenie, ale psychologia już dawno temu wycofała się z podejścia, że dzieciom wszystko wolno – mówi nam Dorota Zawadzka.

Jarosław Żyliński zaś dodaje: – Bezstresowe wychowanie to określenie potoczne. W nauce coś takiego po prostu nie istnieje. Są pewne stare publikacje, z połowy XX wieku, które o tym mówią, między innymi Benjamina Spocka. Ale cała historia bezstresowego wychowania obrosła legendami i nie wiadomo już, co w jego przypadku było prawdą, a co nie. 

Czy możemy więc w ogóle mówić w dzisiejszych czasach o bezstresowym wychowaniu? Zdaniem Doroty Zawadzkiej – tak. – Można to rozumieć inaczej: jako nie dokładanie dodatkowego stresu dzieciom. By nie zmuszać ich do robienia tego, czego nie chcą, nie stawiać pod ścianą. Nie wmawiajmy dziecku czegoś, czego nie potrzebuje. To dziecko wie, że chce mu się pić, jeść albo skakać – wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Bez przemocy da się obejść
Zawadzka mówi wprost, że bezstresowe wychowanie jako "pozwalam dziecku na wszystko" nie jest tolerowane przez psychologów i pedagogów i po prostu prowadzi do

Dziecko nie jest dodatkiem do rodziny, nie uda się wychować go „przy okazji”. Dziecko to odrębny byt, to człowiek, tyle że mały. Trzeba włożyć wiele pracy w wychowanie. Trzeba myśleć i planować, słuchając przy tym dziecka. Warto znać jego potrzeby i możliwości. CZYTAJ WIĘCEJ

rozwydrzenia. – Dziecko nie może piszczeć i wrzeszczeć kiedy chce. To jest mały człowiek, więc możemy też od niego wymagać – przekonuje znana psycholog.

Niestety, dla wielu osób "wymagać" to znaczy wprowadzać brutalną kindersztubę. – W polskim nurcie takiego PRL-owskiego wychowania pokutuje przekonanie, że nie można dzieciom popuszczać, pozwalać im na zbyt wiele, bo wejdą nam na głowę – przypomina Jarosław Żyliński. Psycholog przyznaje też: – Niewątpliwie dziecko potrzebuje zasad i granic – musi wiedzieć, kiedy rodzic zareaguje, a kiedy obroni. Kiedy tych zasad nie ma, dziecko ich szuka, kiedy już są – sprawdza je, czy są na poważnie – wyjaśnia nasz bloger.

– Potem jest już spokojniej. Jeśli dziecko ma określone zasady to bez przemocy można się z nim bez problemu dogadać. Dobrze też, żeby zasady były rozsądnie trwałe: "tak" zawsze znaczyło tak, a "nie" zawsze znaczyło nie – podkreśla Żyliński.

Jak obejść się bez klapsów
Pytanie tylko – jak wpoić dziecku zasady? Czy bez klapsa da się to osiągnąć? Wszak często możemy być w sytuacji, w której sensowne wyjaśnienie dziecku "czemu czegoś nie wolno" wydaje się trudniejsze niż polecenie na Marsa. Zarówno Żyliński jak i Zawadzka przekonują jednak, że o dzieciach nie powinniśmy myśleć w kategorii posłuszeństwa, podległości. – Rodzice często traktują to jako grę w to kto kogo słucha, a przecież rodzic i dziecko grają w jednej drużynie. Ale faktycznie w całym tym dyskursie o klapsach brakuje odpowiedzi na pytanie: co zamiast klapsów – przyznaje Jarosław Żyliński.

Zobacz też: Ojcowie też są rodzicami. "Osamotniona matka gorzej spełni rolę w życiu dziecka, bo będzie zmęczona i sfrustrowana"

– Wychowanie bez przemocy może być trudne, bo często powielamy nawyki własnych rodziców. Rodzice też mogą być zmęczeni, bezsilni. Mam zrozumienie dla kogoś, kto nie wytrzyma, zarówno dla dziecka jak i dla dorosłego, choć jestem zdecydowanie przeciwny jakiejkolwiek przemocy – podkreśla nasz bloger. I zaznacza, że przemoc w tym przypadku oznacza "wykorzystanie swojej przewagi nad drugą osobą". – To też intencja, nie tylko forma. Możemy bowiem chcieć dziecku coś przekazać i wtedy coś, co z pozoru wygląda na przemoc, nią nie jest – dodaje nasz rozmówca.

Czemu przemoc nie działa
Zanim jednak zaczniemy się zastanawiać nad tym jak uniknąć krzyczenia i klapsów, trzeba sobie jasno powiedzieć czemu te metody wychowania – tak samo jak kary – są
Coraz więcej nieślubnych dzieci

Eksperci i demografowie biją na alarm, bo w Polsce spada liczba urodzeń, a pary decydują się na potomstwo coraz później. Tymczasem na świat przychodzi coraz więcej nieślubnych dzieci. Już co piąty mały Polak ma niezamężną mamę. Dlaczego?
CZYTAJ WIĘCEJ

niezbyt skuteczne. – Dziecko boi się kary, a nie zachowania. Dlatego nakładanie kar nie ma większego sensu, bo kiedy znika kara, znika strach przed samym zachowaniem. Dodatkowo, kary to negatywne skojarzenia z rodzicami – dowodzi Żyliński.

Zarówno Żyliński jak i Zawadzka podkreślają, że może się zdarzyć klaps czy krzyk, bo nerwy puszczają każdemu z nas. Ale kiedy już się to zdarzy, z dziećmi trzeba rozmawiać. – Nie jestem zwolenniczką podniesionego głosu, ale bywa, że krzyknę, bo jestem bardzo emocjonalna. Ale dzieciom można wyjaśnić, że to nie jest krzyczenie na nie – że coś zrobiły źle – tylko że jest to wyraz emocji. Każdy ma przecież prawo do złości, i dziecko, i rodzic. Przy czym nie wysyłajmy sprzecznych komunikatów. Kiedy kobieta płacze, to niech nie mówi, że "nic się nie stało" i jest bardzo szczęśliwa, bo wtedy dziecko pomyśli, że mamę trzeba doprowadzić do płaczu, żeby była zadowolona – wyjaśnia Zawadzka. – Trzeba też rozróżnić przemoc od przymusu. Czasem po prostu trzeba przytrzymać dziecko, ale wtedy nie jest to używanie własnej siły, a jedynie oporowanie i rodzic powinien to rozumieć.

Szukajcie porozumienia
Co jednak, jeśli nasze tłumaczenia do dziecka nie trafiają? Zdaniem Doroty Zawadzkiej, wówczas należy zmienić sposób, w jaki wyjaśniamy daną rzecz. – Jak rodzic 50 razy tłumaczy i dziecko nie rozumie, to znaczy, że źle tłumaczy – stwierdza nasza blogerka. I podkreśla: – Zawsze da się dogadać. Jeśli jesteśmy w urzędzie i dziecko zaczyna skakać i krzyczeć, bo mu się nudzi, to można pozwolić mu tylko skakać, ale po cichu. Samo skakanie przecież nikomu nie przeszkadza w pracy.

Dorota Zawadzka zaznacza, że często rozwydrzenie i znudzenie dzieci to po prostu zły pomysł rodziców na to, jak ich pociechy mają spędzać czas. – Dzieci przecież nie muszą być w wielu miejscach: kościele czy centrum handlowym – przypomina Zawadzka.

Z kolei Jarosław Żyliński podkreśla, że popularne "wchodzenie na głowę" często wynika z tego, że sami skłoniliśmy do tego dziecko. – To działa w dwie strony. Dziecko

W Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Przemocy Wobec Dzieci nie chcę do was pisać o przemocy. Na ten temat napisano już bardzo dużo, a kampanie społeczne krzyczą o jej zgubnym bardzo głośno. Wolę napisać o tym, co można wybrać zamiast niej. CZYTAJ WIĘCEJ

potrzebuje uwagi. Jeśli nie jest w stanie jej zdobyć inaczej, niż darciem się, to tak będzie robić, żeby zwrócić na siebie uwagę – przypomina psycholog. To proste rzeczy, o których rodzice zapominają, a o których warto pamiętać – unikając tych prostych błędów i próbując znaleźć kompromis wyjdziemy na tym lepiej, niż dając klapsy.

Czym zastąpić przemoc
Trzeba też zaznaczyć, że wyznaczanie granic nie odbywa się sporadycznie, w konkretnych sytuacjach. To ciężka praca nad dzieckiem i z dzieckiem. – Przede wszystkim trzeba nauczyć się dobrze słuchać. I patrzeć: w co dziecko się bawi, co rysuje, co ogląda. Dzięki temu dostajemy informację czego dziecko potrzebuje, a jeśli wiemy, czego potrzebuje, jesteśmy w stanie więcej przewidzieć i odpowiednio reagować – sugeruje Jarosław Żyliński. Dokładnie to samo mówi nam Dorota Zawadzka: wsłuchanie się w potrzeby dziecka to jeden z kluczowych elementów wychowania.

Czytaj też: „Moja firma rośnie z moim dzieckiem”, czyli Matki Polki 2.0 i ich własne biznesy

Nasz bloger podkreśla, że każde zachowanie wynika z jakiejś potrzeby: poznania, zabawy, zabicia nudy. – Jeśli to zachowanie nam nie odpowiada i je zabieramy, musimy dać coś w zamian, inną aktywność. Można też zaproponować dziecku, by zrobić coś, czego nie chcemy, by dziecko robiło samo, wspólnie – proponuje Żyliński. – Powinniśmy też dziecku pozwalać doświadczać. Jeśli biega ono wśród korzeni, to zamiast za nim biegać i mówić, że to niebezpieczne i "nie wolno", pozwólmy mu się nawet wywrócić. Wtedy dziecko już dowie się, że to jest groźne. Może będzie musiało to doświadczenie powtórzyć, ale je zdobędzie – przekonuje nasz bloger.

To wszystko sprowadza się do prostej zasady: pamiętania, że dziecko to też człowiek i partner, a nie nasz podwładny. Niestety, aż 1/3 Polaków nadal uważa klapsy za słuszną metodę wychowania. Warto jednak pamiętać, że nawet jeśli nam klaps nic nie zrobił, to wcale nie oznacza, że powinniśmy go stosować. I wcale nie oznacza to, że automatycznie pozwolimy dziecku na wszystko.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
WychowanieDzieciPrzemocPsychologia
Skomentuj