Wojsko robiło z chłopaka mężczyznę? "Armia rzadko zmieniała kogoś na lepsze"

Rok 2008, Opole. Ostatni pobór do wojska. Na zdjęciu Adam Jakwert, który do wojska nie chciał iść, ponieważ miał już żonę i dzieci. Czy po wojsku stał się więc prawdziwym mężczyzną?
Rok 2008, Opole. Ostatni pobór do wojska. Na zdjęciu Adam Jakwert, który do wojska nie chciał iść, ponieważ miał już żonę i dzieci. Czy po wojsku stał się więc prawdziwym mężczyzną? Fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta
- Wojsko zrobi z Ciebie mężczyznę - pocieszali jeszcze kilka lat temu ojcowie, gdy ich synom nie udało uniknąć się służby wojskowej. Wspominali, jak ich zmieniło życie na poligonie i dyscyplina. Od trzech lat pobór jednak zawieszono, czy zatem prawdziwych mężczyzn zaczyna brakować? - Wojsko hartowało, wzmacniało psychicznie i fizycznie. Budowało poczucie męskości - mówi rzecznik Wojsk Lądowych. - Jeżeli do służby trafiał cwaniak, to wychodził będąc jeszcze większym cwaniakiem - twierdzi emerytowany żołnierz.

"A on w mateczniku siedział, by się pobór nie dowiedział" żartowano jeszcze kilka lat temu, gdy powszechny był obowiązek odbycia zasadniczej służby wojskowej, a większość młodych Polaków, którym nie udało się dostać na studia zwalniające z tego przymusu, na wszelkie sposoby kombinowało, jak się z tego wymigać. O wojsku mówili źle zazwyczaj tak długo, aż do niego nie trafili. A po powrocie, gdy grupa rezerwy szła do cywila, były tylko bohaterskie historie z poligonu, żarty z szalonego kaprala i imprezowych wyczynów z kolegami z kompanii, gdy przychodził czas na przepustkę.

Rytuał, który nagle nam zabrano

Armia w wyobrażeniach...
Reklama Narodowych Sił Rezerwowych

Wtedy mówili, jak ich ojcowie i dziadkowie: "idź do wojska, ono zrobi z Ciebie mężczyznę". Dlatego dzisiaj przeciętny ojciec 20-latka śmieje się z niego, że ten stracił okazję do zdobycia tych wszystkich fantastycznych wspomnień, nowych przyjaźni. No i stania się prawdziwym mężczyzną. Poboru formalnie nie ma od trzech lat, ale de facto ostatnie wcielenie do polskiej armii odbyło się już w roku 2008. Ostatnich szczęściarzy (albo pechowców...) przyjęto w grudniu tego roku, więc w sierpniu 2009 roku Wojsko Polskie pozbyło się już wszystkich, którzy trafili do niego pod przymusem.

- Żyjemy w rzeczywistości, w której Wojsko Polskie jest instytucją w pełni zawodową. To oznacza, że w wojsku służą dziś ludzie pragnący być żołnierzami. Dla nich służba wojskowa jest stylem życia, wymarzonym zawodem - mówi ppłk Tomasz Szulejko, rzecznik prasowy Wojsk Lądowych, które za czasami, gdy oficerowie musieli na każdym kroku uważać na amatorów zdaje się specjalnie nie tęsknić. - W armii służą entuzjaści, którzy łączą swoje pasje z pracą. Tymczasem jeszcze trzy lata temu służyła duża liczba żołnierzy, którzy wypełniali obowiązek konstytucyjny. I nie zawsze cechowali się motywacją, którą mają dzisiejsi kandydaci do służby wojskowej. Obowiązek traktowany jako przymus dla wielu był dokuczliwy. Dlatego ludzie wówczas różnie o wojsku mówili. - wspomina.


ppłk Tomasz Szulejko
rzecznik prasowy Wojsko Lądowych

Spotykam wiele osób, które odbyły przed laty zasadniczą służbę wojskową i raczej pamiętają tylko te dobre momenty. To, co integrowało z kolegami, wspólne przeżycia w trudnych poligonowych warunkach. Pamiętają to dlatego, że wówczas się hartowali, wzmacniali psychicznie i fizycznie. Budowali właśnie poczucie swojej męskości.

Zdaniem doświadczonego oficera, zasadnicza służba wojskowa przez dziesiątki lat miała jednak swoje miejsce w świadomości społecznej, będąc nieodłącznym elementem życia większości mężczyzn. - Dla każdego mężczyzny, który odbył służbę, wojsko jest inspiracją do wielu wspomnień. Sądzę, że w większości tych najlepszych. Spotykam wiele osób, które odbyły przed laty zasadniczą służbę wojskową i raczej pamiętają tylko te najmilsze chwile. Wspominają to, co integrowało z kolegami, wspólne przeżycia w trudnych poligonowych warunkach. Pamiętają dlatego, że wówczas się hartowali, wzmacniali psychicznie i fizycznie. Budowali poczucie swojej dojrzałości i męskości. - tłumaczy Szulejko.

Krzysztof
emerytowany wojskowy z Gdańska

Wbrew pozorom, wojsko mało kogo potrafiło zmienić na lepsze. Jeżeli do służby trafiał cwaniak, to wychodził z niego będąc jeszcze większym cwaniakiem. Z tym, że przez ta kilkanaście miesięcy nauczył cwaniakować jeszcze innych.

Rzecznik Wojsk Lądowych jest więc pewien, że jeśli przy świątecznym stole młody Polak zapyta ojca lub dziadka o wspomnienia z wojska, ten z pewnością go nie zniechęci. Wielu rodziców zachęca też nie tylko swoich synów, ale i córki, by stanęli do naboru na żołnierzy zawodowych lub zgłosili się do Narodowych Sił Rezerwowych.

- Liczba kandydatów zarówno do szkół oficerskich, jak i służby zawodowej jest znacznie większa niż nasze możliwości. Nie możemy przyjąć nawet wszystkich najlepszych. Zainteresowanie widzimy to też po aktywności młodzieży w mediach społecznościowych, gdzie młodzi Polacy bardzo chętnie nas śledzą. Niewątpliwe więc interesują się wojskiem i dziś myślą o nim w kategoriach osobistego rozwoju - mówi podpułkownik.

"Wojsko rzadko zmieniało na lepsze..."

Wciąż panuje bowiem przekonanie, że armia potrafiła zrobić dobrego człowieka nawet z obiboków i najbardziej krnąbrnych nastolatków.

I w rzeczywistości...
Uwaga, nagranie zawiera liczne wulgaryzmy!

Nieco inaczej patrzy na to Krzysztof, emerytowany starszy chorąży sztabowy z Gdańska, który większość zawodowej kariery w wojsku spędził wśród poborowych i dobrze pamięta, kim byli wówczas ci ludzie. - Wbrew pozorom, wojsko mało kogo potrafiło zmienić na lepsze. Jeżeli do służby trafiał cwaniak, to wychodził z wojska będąc jeszcze większym cwaniakiem. Z tym, że przez ta kilkanaście miesięcy nauczył cwaniakować jeszcze innych kolegów - mówi nasz rozmówca.

Były żołnierz dodaje też, że bez wątpienia dla wielu chłopaków wojsko było prawdziwą katorgą i dziś ci, którzy do wojska nie mają ochoty iść, nie mają też czego żałować, że pobór został zawieszony. Krzysztof wspomina na przykład historię żołnierza, który nie radził sobie w swojej pierwszej jednostce, był typową "ofermą batalionową", więc dowództwo postanowiło się go pozbyć. Kazano mu więc pojechać na placówkę pod Gdańskiem. - Wiele dni ze strachu, że to kompania karna krążył w środku zimy po Polsce. A ostatecznie okazało się, że wysłano go do pomocy w wojskowym ośrodku wypoczynkowym - mówi emerytowany mundurowy.

I przypomina, że na czasy obowiązywania powszechnego poboru należy patrzeć trzeźwo. - W PRL-u zasadnicza służba wojskowa może była jeszcze jakąś szkołą życia, ale trwała tyle, że wielu chłopakom po prostu niszczyła plany życiowe i marnowała ich najlepsze lata. Potem zaczęły się problemy z falą, a kilkumiesięczna służba nikogo niczego nie nauczyła - ocenia były żołnierz.

- Jednak Polacy zazwyczaj bardzo miło wspominają okres wojska i chętnie wracają do historii z czasu spędzonego w mundurze. Rozmowy o wojsku często pojawiają się w czasie spotkań towarzyskich, gdy przypominają się te śmieszne i czasem zaskakujące chwile. Bo to były przeżycia od śmiechu do łez - przekonuje ppłk Tomasz Szulejko.
Trwa ładowanie komentarzy...