Dwie kobiety przejęły kierownicę autobusu PKS, gdy prowadzący go mężczyzna nagle zemdlał. W ten sposób uratowały kilkudziesięciu pasażerów kursu ze Stegny do Gdańska. Dlaczego zachowały się tak odważnie w obliczu wypadku?
Dwie kobiety przejęły kierownicę autobusu PKS, gdy prowadzący go mężczyzna nagle zemdlał. W ten sposób uratowały kilkudziesięciu pasażerów kursu ze Stegny do Gdańska. Dlaczego zachowały się tak odważnie w obliczu wypadku? Fot.

Cudem udało się uniknąć tragedii na krajowej "siódemce" pod Gdańskiem. Gdy kierowca autobusu PKS zemdlał, pojazd otarł się o bariery, a wszyscy dokoła panikowali, dwie kobiety chwyciły kierownicę i wróciły na właściwy pas. Dlaczego w chwili, gdy widzi się przed oczami całe życie, zachowały się tak rozsądnie? - Bardzo często w takich sytuacjach to kobiety wykazują się zdolnościami do funkcjonowania w trudnych warunkach. To kobiety mają mniej zahamowań, by podjąć działanie - tłumaczy psycholog Andrzej Tucholski.

REKLAMA
Kierowca autobusu traci przytomność, pojazd jedzie wprost na barierki, ale w ostatniej chwili od tragedii wszystkich ratuje bohaterska pasażerka. O tym, że takie historie pisze nie tylko Hollywood, ale także życie w czwartek świetnie przekonali się pasażerowie autobusu kursującego ze Stegny do Gdańska. Gdy kierowca stracił przytomność, kierownicę prawie natychmiast chwyciły dwie odważne i opanowane pasażerki. Choć pojazd zdążył już uderzyć w inne auto i silnie otrzeć się bariery, a większość pasażerów krzyczała przerażona, kobiety pokierowały go na właściwy tor jazdy, a odzyskujący świadomość kierowca po kilkuset metrach pomógł zatrzymać autobus. Jednak tylko dzięki nim udało się uniknąć tragedii.
Jak dwie kobiety uratowały pasażerów autobusu
Zobacz zapis dramatycznego wypadku autobusu PKS pod Gdańskiem

Jak to możliwe, że w sytuacji, w której większości przewija się przed oczami całe życie, dwie kobiety w średnim wieku, nie mające profesjonalnego prawa jazdy, ratują kilkudziesięciu innych pasażerów? W rozmowie z naTemat specjalizujący się w problematyce transportu psycholog Andrzej Tucholski tłumaczy, że mózg każdego człowieka w takich okolicznościach reaguje inaczej. Decydują wówczas osobiste kompetencje psychiczne do radzenia sobie w stresie, które zdobywamy wraz z doświadczeniem życiowym.
Andrzej Tucholski
psycholog transportu

Nie ma wyraźnie podzielonych ról. Kiedy wsiadamy do samochodu, czy autobusu, nie jest tak, że jesteśmy tylko pasażerami i możemy mieć całkowicie w nosie to, co się dzieje. Dlatego powinno się propagować właśnie takiego typu myślenie i ośmielać ludzi do podejmowania czasem odważnych decyzji. Bo bycie pasażerem oznacza także bycie świadomym uczestnikiem ruchu drogowego.

Zdaniem psychologa, pasażerów gdańskiego PKS mogło uratować w dużej mierze także to, że w pobliżu kierowcy siedziały właśnie panie. - Bardzo często w takich sytuacjach to kobiety wykazują się ogromnymi zdolnościami do funkcjonowania w trudnych warunkach - podkreśla. Być może właśnie dlatego, gdy większość zaczęła panikować, rozległy się krzyki, na wołanie "kto umie jeździć?!" intuicyjnie odpowiedziały kobiety. - Mężczyźni w trudnych sytuacjach również potrafią sobie świetnie poradzić. Jednak to kobiety mają mniej zahamowań, by podjąć działanie. Bo przecież w tym autobusie na pewno byli też panowie. Jednak im bardzo często zdarza się liczyć na kompetencje innych osób. A kobiety z natury lubią kontrolować sytuację, w której się znajdują. To ważny aspekt - tłumaczy.
W naprawdę trudnych chwilach takich, jak zagrożenie na drodze, gdy od tragedii dzielą czasem ułamki sekund, niebagatelne znaczenie ma też to czego się w życiu nauczyliśmy. I to raczej nie w szkole, czy na kursach. Nie to, czego uczymy się z pasji. Wczoraj w autobusie gdańskiego PKS nie znalazł się żaden zawodowy kierowca, ani pasjonat motoryzacji. Bo okazuje się, że w życiu bardzo często przydają się umiejętności, które nabywamy podświadomie.
- W kilku krajach europejskich robiono badania, w których szukano miejsc, gdzie uczniowie nabywają najwięcej wiedzy na temat tzw. ogólnych umiejętności życiowych. Tych, które przydają się w trudnych chwilach, w konfliktach i relacjach z innymi osobami. Okazało się wówczas, że najważniejszym źródłem takiej wiedzy są media, w tym głównie telewizja. To był szok, bo sądzono, że uczymy się w szkole, czy domu. A uczymy się także obserwując różne sytuacje fikcyjne - wyjaśnia Andrzej Tucholski. Choć brzmi to absurdalnie, zupełnie poważnie można więc szukać w wydarzeniach spod Gdańska analogii z hitowym filmem "Speed". Być może podświadomie kobiety brały przykład z bohaterki granej przez Sandrę Bullock - kruchej dziewczyny bez prawa jazdy, która nagle zostaje zmuszona do poprowadzenia kilkutonowego autobusu. Tak zareagował ich mózg i nie było czasu, by rozważać, na ile to racjonalne.
Andrzej Tucholski podkreśla, że choć hollywoodzkie scenariusze trzeba traktować z dużym dystansem i świadomie starać się ich nie powielać, to w wyjątkowych okolicznościach na takie bohaterstwo stać jednak każdego. - Przed laty sam przeżyłem w podróży podobne chwile. Jadąc autokarem siedziałem koło kierowcy i nagle zauważałem, że jedziemy wprost na nasyp. Zawiodły hamulce. Tymczasem kierowca zaczął uciekać zza kierownicy. I tylko krzykiem zmusiłem go do powrotu za kółko i próby zmniejszenia skutków wypadku, choćby przez zmianę biegów. Było przed nami przecież jeszcze sporo metrów, by coś zrobić - wspomina nasz rozmówca.
To, co nazywamy bohaterstwem zazwyczaj bierze się z podświadomości. Jednak, by taki odruch uruchomić, należy pielęgnować w sobie odpowiedzialność za to, co dzieje się dokoła nas. - Wówczas rodzi się o wiele większa łatwość podejmowania decyzji, które zmniejszają skutki wypadku, czy innej dramatycznej sytuacji. Nie bójmy się reagować w sytuacjach zagrożenia. Także w sytuacjach, gdy np. ktoś jest bity, a dokoła jest wystarczająco dużo osób, by wspólnie powstrzymać napastnika. Zazwyczaj wszyscy starają się jednak tego nie widzieć. Uważają, że skoro ich to nie dotyczy bezpośrednio, nie muszą się interesować - przekonuje psycholog.
Ekspert twierdzi, że nie powinno się też pomijać milczeniem zachowania tych, których czasem na wspomnianą odpowiedzialność nie stać. Dlatego w przypadku wypadków komunikacyjnych warto zastanawiać się, skąd bierze się zależność, że zazwyczaj bardziej poszkodowani są pasażerowie, a nie kierowcy aut. Choć miejsce kierowcy jest w większości aut znacznie bardziej odporne na zniszczenie w trakcie zderzenia, niż miejsce pasażera, większość prowadzących w czasie wypadku - wbrew radom fachowców - instynktownie przyjmuje całą siłę na stronę tego, kto siedzi obok. To ani bohaterstwo, ani odpowiedzialność.

Jednocześnie wypadki mają zazwyczaj przyczyny, których można było uniknąć. Brawura, nadmierna prędkość, zmęczenie, jazda pod wpływem alkoholu. Dlatego Andrzej Tucholski podkreśla, że nim odpowiedzialność zmusi nas do instynktownego bohaterstwa, warto skorzystać z niej, by po prostu do zagrożenia nie doszło. - Nie ma wyraźnie podzielonych ról. Kiedy wsiadamy do samochodu, czy autobusu, nie jest tak, że jesteśmy tylko pasażerami i możemy mieć całkowicie w nosie to, co się dzieje. Dlatego powinno się propagować właśnie takiego typu myślenie i ośmielać ludzi do podejmowania czasem odważnych decyzji. Bo bycie pasażerem oznacza także bycie świadomym uczestnikiem ruchu drogowego - podsumowuje psycholog.