
Według ostatnich szacunków Polonia na świecie liczy nawet 20 milionów Polaków. Najwięcej z nich żyje oczywiście w Stanach Zjednoczonych. Kolejny z naszych blogerów Wojciech Bergier przez blisko pięć lat był konsulem ds. prawnych w Los Angeles. – Z racji zawodowych miałem wiele do czynienia z Polonią Zachodniego Wybrzeża. Z nieukrywaną dumą muszę stwierdzić, że obraz Polaków był niezwykle pozytywny. Dosyć dobrze poznałem Polonię z Kalifornii skupioną w Los Angeles, San Diego, San Francisco. Wśród nich są lekarze, architekci, inżynierowie, prawnicy, czyli ludzie sukcesu. Poznałem również tych, którzy stawiają swoje pierwsze kroki w zawodowej karierze, to najmłodsze pokolenie. Doskonale wykształceni, obyci w świecie, znający świetnie języki – opisuje Wojciech Bergier.
Oczywiście tak jak postrzeganie Polonii we wszystkich krajach jako całości jest bezsensowne, tak samo i mówienie ogólnie o Polakach mieszkających np. w Wielkiej Brytanii nie ma większego sensu. W większości z polonijnych ośrodków żyją przynajmniej dwie generacje emigrantów. Taki "niejednorodny" obraz polskich imigrantów jest np. w Szwecji. – Najnowsza fala emigracji zarobkowej z Polski to z jednej strony polscy lekarze specjaliści, których jest tu naprawdę wielu, zwłaszcza na północy kraju. Cieszą się bardzo dobrą opinią. Jednocześnie najbardziej widoczna grupa pracowników z Polski w Szwecji to wciąż budowlańcy. Są z reguły bardzo dobrze oceniani. Uważa się, że są pracowici, zaradni i mają inwencję. Kojarzą się też z pracą na czarno i nadużywaniem słowa "ku***", które akurat w języku szwedzkim oznacza szczęśliwie "zakręt" – opowiada blogerka naTemat Katarzyna Tubylewicz, publicystka, kulturoznawczyni i tłumaczka mieszkająca w Szwecji.
W Szwecji jest sporo polskich sprzątaczek. Ta ostatnia grupa zawodowa spowodowała, że istnieje ciekawa paralela pomiędzy Sztokholmem a Warszawą. Zamożni i aroganccy warszawiacy potrafią używać określenia ''Ukrainka" zamiast słowa "nasza sprzątaczka", w podobny sposób sztokholmczycy mówią czasem o Polkach, można się więc domyślać, że Polacy bywają często postrzegani jako mało wykwalifikowana, ale wydajna siła robocza.
Polacy tworzą małe społeczności na naprawdę odległych krańcach świata. Nasz bloger Maciej Szumny od trzech lat urzęduje na Wyspach Zielonego Przylądka w zachodniej Afryce. – Mieszka tutaj bardzo niewielu Polaków, choć i tak więcej, niż się spodziewałem – mówi ze śmiechem. Mieszkańcy Polskę kojarzą przede wszystkim z papieżem Janem Pawłem II, który był tam z pielgrzymką w 1991 roku. – Kiedy ktoś zupełnie nie kojarzy skąd pochodzę wspomnienie o papieżu Polaku pomaga – przyznaje.
Maciej Szumny zna właściwie tylko dziesięcioro Polaków mieszkających na Wyspach Zielonego Przylądka. – Z kilkoma osobami utrzymuję dosyć bliski kontakt (chociaż mieszkamy na różnych wyspach), dzwonimy do siebie, spotykamy się, mamy przyjemność rozmawiania (i przeklinania! [śmiech]) w rodzimym języku, pożyczam im polskie książki i płyty, które zamawiam. Są też osoby, z którymi wymieniam uprzejmości, ale nic poza tym – mówi i wyjaśnia, że jedną z takich osób jest Polka, która wyjechała z Polski w 1982 roku i przekonana jest, że katastrofa samolotu prezydenckiego w Smoleńsku to zamach. Nawet w Afryce katastrofa smoleńska dzieli Polaków. – Ja mam inne zdanie i myślę, że pomimo iż nawet nie dyskutujemy o tym, stworzyło to między nami niewidzialną ścianę – uważa Maciej Szumny.
Jedna z moich koleżanek Polek pracuje na Wyspach Zielonego Przylądka w biurze ONZ. Ma dwójkę dzieci - maleńką Milenę i trzyletniego Jasia. Często spędzamy razem czas na plaży i bawimy się z Jasiem w polskie zabawy - na przykład Stary niedźwiedź mocno śpi. Jaś bardzo to lubi i pamiętam jak zszokowany był, kiedy po raz pierwszy mnie poznał. Wcześniej jedyną osobą, która mówiła do niego wcześniej po polsku, była jego mama.
Najlepiej zorganizowaną i najaktywniejszą – z uwagi na liczebność – jest oczywiście Polonia w USA. – Środowisko, które miałem okazję poznać, niezależnie czy była to Polonia z Kalifornii, Utah, Teksasu, Kolorado, Nevady czy Arizony łączy jeszcze jedno: niezwykła, wręcz specyficzna, zdolność do samoorganizacji. Z racji pełnionych obowiązków często musiałem interweniować w sprawach skrajnych: nieszczęśliwe wypadki, aresztowania, zginięcia – czyli tych, które nazywamy sytuacjami losowymi – wyjaśnia były konsul Wojciech Bergier.
Mam wrażenie że wszystkie generacje Polaków żyjące na Zachodnim Wybrzeżu tworzą jedną, solidną grupę dumną ze swej polskości. Nie zauważyłem pośród Polaków podziału, chociaż nie wykluczam, że takie mogą się pojawiać. Ale nie spotkałem się z sytuacjami, w których Polacy – jako społeczność – byliby powodem kłopotliwej relacji z Amerykanami. Możemy być dumni, że w Kalifornii i stanach ościennych kojarzymy się dobrze i jesteśmy traktowani jak Europejczycy.
O dobrych relacjach mówi się również wśród niemieckiej Polonii, która jest drugim, co do wielkości ośrodkiem polonijnym. – Relacje są bardzo dobre. Społeczność skupia się nie tylko wokół parafii, lecz również wokół studiów, akademików, firm, wspólnych zainteresowań. Polacy w większości są do siebie pozytywnie nastawieni – zapewnia blogerka naTemat, romanistka Sandra Scholz mieszkająca w Niemczech. Przyznaje jednak, że niektórzy bardziej skłaniają się do utrzymywania kontaktów z Niemcami, niż z Polakami.
Polonijna przyjaźń i dobre relacje nie dotyczą jednak wszystkich krajów. W niektórych podziały wśród Polonii są bardzo widoczne. – Nie można Polaków w UK traktować jak monolitu. Są cwaniaczki i przestępcy, ale są też społecznicy i aktywiści. Są ludzie, którzy lubią się zrzeszać i budować sobie Małą Polskę i są tacy, którzy próbują się jak najmocniej zasymilować czy wręcz wstydzą się polskości. Większość jest gdzieś pośrodku. Polonia to ogromna grupa, więc pytanie jakie są wewnątrz niej relacje, to trochę jak pytanie jakie są relacje w całym społeczeństwie – mówi Łukasz Dynowiak.
Czesław Mozil w rozmowie z naTemat wspomniał, że Polacy na emigracji to rasiści i miłośnicy obnoszenia się swoim bogactwem przed innymi, szczególnie w kościele. To nie jedyne nasze przywary na obczyźnie. Violetta Rymszewicz, ekspertka z zakresu Zarządzania Zasobami Ludzkimi uważa że Polacy za granicą mają wyraźną potrzebę organizowania sobie "drugiej Polski". – Mieszkają w określonych dzielnicach, robią zakupy w polskich sklepach, szukają polskich usług. Z trudem asymilują się do lokalnych warunków. Tym, co wyróżnia nas na tle innych nacji, to ogromne kompleksy. Im bardziej czujemy się zagubieni i niepewni w nowym kraju, tym bardziej przyjmujemy wojowniczą postawę i negujemy lokalny ład oraz zwyczaje – ocenia.
Pamiętam, kiedy krótko po przyjeździe do Belgii, spotkałam przed szkołą grupę matek. Moją uwagę zwróciły Włoszki - głośne, rozgadane i zawsze w grupie. Wyraźnie dobrze się ze sobą czuły. Polskie matki zawsze były ostrożniejsze, zdystansowane. Starannie się sobie przyglądamy zanim dopuścimy do siebie nieznajomych.
Według Rymszewicz drugą cechą Polaków na emigracji jest nielojalność. – Zwłaszcza w pracy. To jest temat-rzeka i kwestia niezwykle trudna. Tym bardziej, że inne nacje mają kulturowo uwarunkowaną lojalność narodową. Wiadomo, że Niemiec promuje Niemca, Francuz Francuza. Polacy nie mają takich zachowań. Trudno liczyć na najmniejsze poparcie rodaka. Natychmiast pojawia się zawiść i nieme pytanie "dlaczego to nie ja np. mam awansować?". Między Polakami w pracy panują prawa bezwzględnej dżungli: "Chcesz mojej pomocy? Zapłać, albo wyraźnie powiedz, co będę z tego miał!" – zwraca uwagę blogerka naTemat. W jej ocenie polskie środowiska za granicą są "hermetyczne, niechętne obcym, często rasistowskie i homofobiczne, rozplotkowane". – Przywozimy ze sobą nie tylko kompleksy, również brzydkie małomiasteczkowe zwyczaje – dodaje.
Tak naprawdę to zorganizowana jest Polonia starszej generacji, młodsza Polonia wydaje się mieć mniejszą potrzebę działania w stowarzyszeniach, choć wiem, że wielu młodych Polaków chętnie przychodzi na polskie imprezy i koncerty. Sama nie uczestniczę w życiu polonijnym, ponieważ uważam, iż Polonię cechują zawsze i wszędzie wady charakterystyczne dla wszelkich małych, zamkniętych środowisk, które doskonale opisał w swoim "Dzienniku" Witold Gombrowicz.
Podobne spostrzeżenia ma Maciej Szumny i Katarzyna Tubylewicz. Szumny, jako nieliczny przedstawiciel polskiej społeczności na Wyspach Zielonego Przylądka zapewnia, że próbuje budować pozytywny obraz Polski. – Staram się zaznajamiać innych z polską kulturą, muzyką, sztuką. Myślę, że czasem udaje mi się aż za bardzo i ktoś, kto by odwiedził nasz kraj, mógłby się mocno zdziwić. Bo nie oszukujmy się, Polacy w większości to właśnie rasiści, przekonani o swojej wielkości, zamknięci na innych, nie rozmawiający z obcymi – ocenia Maciej Szumny.