Zamówieni bezrobotni, czyli studenci oszukani przez państwo. "Na zatrudnienie nie mam szans"

Zamówieni bezrobotni, czyli studenci oszukani przez państwo. "Na zatrudnienie nie mam szans"
Zamówieni bezrobotni, czyli studenci oszukani przez państwo. "Na zatrudnienie nie mam szans" Fot. Shutterstock
"Przepraszam, pomyliliśmy się" – powinni powiedzieć autorzy listy kierunków zamawianych, które miały gwarantować zatrudnienie. Jednak przepraszam nie wystarczy absolwentom ochrony środowiska, chemii czy inżynierii środowiska. Młodzi ludzie zostali wpuszczeni w maliny, a teraz zmagają się z bezrobociem. – Czuję się bardzo zawiedziona i rozgoryczona – uważa absolwentka biotechnologii.

Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Uruchomiony przed pięcioma laty program "kierunków zamawianych" miał być swoistym kołem zamachowym. Dzięki niemu młodzi ludzie nie musieli bać się o pracę po studiach, a ich szefowie mieli otrzymać specjalistów w rozwijających się, przyszłościowych dziedzinach. Mieli. Bo dziś okazuje się, kierunki zamawiane stały się fabrykami bezrobotnych, którzy swoje "poszukiwane" umiejętności mogą wykorzystywać najwyżej hobbystycznie.

Czym są kierunki zamawiane?
Źródło: MNiSW

Kierunki zamawiane to lista kierunków technicznych, matematycznych i przyrodniczych ustanowiona przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Działanie to ma na celu zapewnienie wystarczającej podaży odpowiednio wykwalifikowanych specjalistów nauk ścisłych, realizowane w ramach Poddziałania 4.1.2 „Zwiększenie liczby absolwentów kierunków o kluczowym znaczeniu dla gospodarki opartej na wiedzy” Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Uczelnie, które zdecydowały się uruchomić kierunku zamawiane, otrzymywały dofinansowanie z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego


Eksperci się pomylili. Kierunki studiów, które miały być potrzebne za kilka lat okazały się bezużyteczne. Miliard dwieście tysięcy złotych, które Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przeznaczyło na kierunki zamawiane, zostały częściowo zmarnowane. To co miało być gwarancją pracy i spokojnego życia, okazało się pułapką. Absolwenci kierunków zamawianych borykają się ze znacznie większymi problemami, niż ci, którzy wybrali popularne fakultety.

Jak podaje Dziennik Gazeta Prawna, największe problemy z zatrudnieniem mają absolwenci ochrony środowiska, inżynierii środowiska i chemii.

Wyniki raportu Bilans Kapitału Ludzkiego
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Odsetek bezrobotnych absolwentów po tych studiach z ostatnich 10 lat wynosi odpowiednio 8,9 proc. (ochrona środowiska), 9,3 proc. (inżynieria środowiska) i 10,3 proc. (chemia). Mają oni większe problemy ze znalezieniem pracy niż np. osoby kończące prawo (6,5 proc. bezrobotnych), ekonomię (6,8 proc.) czy nawet zarządzanie i marketing (7,7 proc.). CZYTAJ WIĘCEJ


– Proszę mi wskazać choćby jeden projekt, który wymyślili rządzący i okazał się sukcesem – komentuje Cezary Kaźmierczak ze Związku Przedsiębiorstw i Pracodawców. – Zawsze kończy się tak samo. Siada polityk, dwóch urzędników i trzech profesorów, którzy wymyślają "idealny" projekt, rozwiązujący wszystkie nasze problemy. Są przekonani o swojej nieomylności, a kończy się tak, jak i w tym przypadku – mówi Kaźmierczak.

Rzecznik prasowy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego twierdzi jednak, że dane opublikowane w Dzienniku Gazecie Prawnej w żaden sposób nie mogą się odnosić do absolwentów kierunków zamawianych i ich zestawianie jest merytorycznym nadużyciem. Autorzy raportu w skład grupy kierunków zamawianych wliczyli wszystkie kierunki kształcenia, które przynajmniej raz zostały zamówione przez MNiSW, co nie jest tożsame z grupą kierunków zamawianych.

Kamil Melcer
Rzecznik prasowy MNiSW

Program kierunków zamawianych rozpoczął się pilotażem w 2008 roku, a pierwsza edycja ruszyła rok później – w 2009 r. Na rynek pracy trafił zatem dopiero pierwszy rocznik absolwentów dofinansowanych przez państwo studiów. W ramach programu oferowane są nie tylko stypendia dla studentów, ale przede wszystkim dofinansowanie programu kształcenia poprzez organizację zajęć wyrównawczych, warsztatów, staży i praktyk w przedsiębiorstwach. Oznacza to wzmocnienie programu studiów „kierunku zamawianego” w stosunku do takiego samego kierunku nie objętego wsparciem w ramach programu. Blisko 82 proc. absolwentów kierunków zamawianych znalazło zatrudnienie. Zatrudnialność po pozostałych kierunkach studiów utrzymuje się na średnim poziomie 75,4%.


Studenckie piwo

Studenci, którzy uwierzyli w telewizyjne spoty i zapewnienia o "gwarancji sukcesu" po reklamowanych kierunkach mają dziś nie lada problem. – Ktoś nawarzył piwa, ale musi je dziś wypić kto inny. Zrobią to studenci, którzy poszli na te kierunki studiów z nadzieją, że będzie tak, jak im powiedziano – mówi Prof. dr Stanisław Dawidziuk, ekspert ds. szkolnictwa wyższego. – To jest właśnie całe nieszczęście tej sytuacji, że konsekwencji nie poniosą osoby, które wyszły z tą cudowną inicjatywą – mówi ekspert Business Centre Club.

Kasia z Warszawy studiowała biotechnologię. Dziś wie już jednak, że szanse na pracę w zawodzie są znikome. Nie żałuje, że wybrała ten kierunek, bo studiowała z przyjemnością. Nie ma jednak złudzeń, co do ich rzeczywistej przydatności. – To raczej studia dla pasjonatów, ale Polska jest jeszcze zbyt zacofana, aby była przyszłość po takim kierunku. Najlepszym rozwiązaniem jest zostanie na uczelni, tylko ile osób może tak zrobić? Niestety, z pracą po moim kierunku jest duży problem – mówi była studentka biotechnologii.

Zdaniem pracodawcy Cezarego Kaźmierczaka, sam pomysł wprowadzenia kierunków zamówionych jest absurdalny. – To jest myślenie rodem z połowy ubiegłego stulecia. Wtedy było mniej więcej wiadomo, co wydarzy za 20 czy 30 lat. A dziś nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak nasza rzeczywistość zmieni się za tydzień. Perspektywa pięcioletnia jest wręcz niemożliwa do zaplanowania. Postęp technologiczny jest tak duży, że nie przeskoczy go żaden urzędnik – mówi Kaźmierczak.

Wygrały tylko uczelnie

Kierunki zamawiane najbardziej przydały się zatem samym uczelniom, które otrzymały na nie stosowne finansowanie. – Rzeczywistość sobie, a kierunki zamawiane sobie – mówi prof. Dawidziuk. – Pani minister otoczyła się wybitnymi ekspertami, którzy opierają się jedynie na literaturze, a nie na tym, co dyktuje samo życie i rynek pracy – mówi. Zdaniem eksperta, kierunki zamawiane były w rzeczywistości wzmocnieniem uczelni technicznych, które miały braki w rekrutacji.

Jak mogło dojść do tak kardynalnych błędów podczas planowania programu kierunków zamawianych? – Gdy idziemy do lekarza, nie wystawi on diagnozy bez zapoznania się z wynikami badań. W naszym ministerstwie nikt nie zrobił badań. Ktoś coś powiedział, trzeba było pomóc uczelniom technicznym i poszły na to grube pieniądze. Za miliard dwieście tysięcy złotych wzmocniliśmy rynek bezrobotnych – uważa rektor honorowy Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie.

Sorry, pomyliliśmy się

Co dziś mogą zrobić oszukani absolwenci? Niewiele. Są ofiarami urzędniczego błędu, który będzie skutkował przez ich całe zawodowe życie. – Od lat staramy się, aby studenci byli podmiotem, a nie przedmiotem w systemie edukacji. Niestety, pieniądze poszły na to, na co nie powinny. Rzeczywistość rozminęła się z działaniami – mówi prof. Dawidziuk. Rozgoryczeni tą sytuacją są nie tylko wykładowcy, ale przede wszystkim sami studenci. Jedna z czytelniczek serwisu trójmiasto.pl przysłała do redakcji list, który nie pozostawia złudzeń co do tego, w jak trudnej sytuacji zostali postawieni absolwenci kierunków zamawianych.

List absolwentki biotechnologii
Źródło: Trójmiasto.pl

Jestem absolwentką biotechnologii i czuję się bardzo zawiedziona i rozgoryczona. Roztaczano przed nami bajeczne perspektywy zawrotnej kariery w dziedzinie zmieniającej świat, tymczasem okazuje się, że w kraju, gdzie ludzie boją się GMO i zapłodnienia in vitro, biotechnolog nie ma dużego wyboru. Może zostać na uczelni i pracować w najlepszym wypadku za tysiąc złotych lub za darmo - CZYTAJ WIĘCEJ


Studenci, którzy ukończyli kierunki gwarantujące bezrobocie mogą próbować się przekwalifikować. Dziś modne są studia podyplomowe, które mogą nieco zmodyfikować ich dotychczasowe kwalifikacje. – Przykro mi, że młodzież, ma jakieś wyobrażenie o swojej karierze, która wierzy w siebie i przede wszystkim w nasze uczelnie i państwo, zostaje później zostawiona na lodzie – mówi prof. dr Stanisław Dawidziuk.

Czytaj także:

Portret polskiego studenta. "Uczelnie działają w myśl zasady: im więcej studentów, tym więcej forsy"

Najlepsze uczelnie muszą konkurować o najlepszych studentów

Przybywa bezrobotnych po studiach. To głównie kobiety
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
StudiaStudenciBezrobocie
Skomentuj