
Historia Pawła Huka jest zaskakująca i wzruszająca. – Panie Pawle! Naprawdę świetną robotę Pan robi! – napisał w komentarzach jeden z naszych czytelników. Podobnych reakcji było mnóstwo. Tak naprawdę nie da się bowiem inaczej spojrzeć na to, że ktoś poświęca swoje życie drugiemu człowiekowi, nie mając nic w zamian i jeszcze ryzykują swoje zdrowie i życie. – Zastanawiam się, jak to możliwe, że tacy ludzie chodzą po Ziemi – mówi poruszona historią Ewa Bem.
Najważniejsze jest jednak to, że do Afryki płyną nie tylko życzliwe słowa, ale także konkretna pomoc. Gdy rozmawiałem z Pawłem przez Skype'a w ubiegłym tygodniu, był na dachu miejscowego hotelu, bo w sierocińcu odcięto prąd, z powodu niezapłaconego rachunku.
Jak pójdzie tak dalej, to być może nawet uzbiera się na wybudowanie studni. Bardzo, ale to bardzo się cieszę.
Kolejny raz rozmawiałem z Pawłem w niedzielę. Ilość pieniędzy, które przesłali internauci na konto sierocińca, przerosło jego wszelkie wyobrażenia. – Jest już 4,077 zł – poinformował. – Czy wystarczy na studnię? – zapytałem. – Nie, na studnię niestety potrzeba dużo więcej – odparł były pracownik Uniwersytetu w Cambridge.
Potrzebne ręce do pracy
Powiedzieć o Pawle, że jego historia jest inspirująca, to zbyt mało. Jego sposób patrzenia na świat okazał się być niezwykle zaraźliwy. Wielu czytelników zaczęło zastanawiać się, czy podobnie jak on nie rzucić wszystkiego i nie pojechać by mu pomóc. Część osób jest już po pierwszych rozmowach z Pawłem na ten temat. Jedną z nich jest Natalia, która napisała do prowadzącego sierociniec na Facebooku.
Na razie nie mam zbyt wielu pieniążków, przed wypłatą, więc przesyłam symboliczne 100zł, będzie tego więcej, a docelowo... Zastanawiałam się, czy nie potrzebowałbyś rąk do pomocy. Jestem gotowa we wrześniu/październiku spakować plecak i do Ciebie dołączyć. Na rok, dwa, na zawsze, zobaczymy. Przemyśl proszę, może przyda Ci się druga para rąk, albo ktoś do kogo chociaż będziesz mógł się odezwać po Polsku.
Natalia znalazła już bilet z Frankfurtu do Nairobi na wrzesień. Ma zamiar przywieźć nie tylko chęci, ale i odrobinę polskich kabanosów. To tylko jedna z osób, które przysłały do mnie maila z prośbą o namiary na Pawła Huka. O tym, jak bardzo inspirująca jest historia Polaka mieszkającego w Isiolo w Kenii, wie także Ewa Bem.
Udało się. Postawa człowieka, który kompletnie nie pasuje do dzisiejszych czasów, zadziałała. Wiele osób dostrzegło, że można i da się inaczej patrzeć na rzeczywistość i problemy. – To wszystko jest niesamowite. Jego podróż, a potem to co udało mu się zrobić tam, w Afryce. Jestem bardzo ciekawa, jak ta historia potoczy się dalej, czy wystarczy mu sił, czy nie zrezygnuje – mówi naTemat Ewa Bem.