
Stresuje się także mama. Czym? Głównie nawałem prac domowych, który obie dziewczynki zaczyna pomału przerastać. – Moje córki, jeśli chodzi o naukę, zawsze były bardzo pilne, kończyły klasy z wyróżnieniem – opowiada Paulina.
– Ale niedawno zaczęły się buntować. Parę dni temu po powrocie do domu Oliwia powiedziała mi, że przestaje lubić szkołę. Bardzo lubi czytać, a w tym roku nie zajrzała nawet do swoich ulubionych książek. Po prostu na nic nie ma czasu – tłumaczy mama.
– Rzeczywiście jest tak, że dzieci, nawet te w szkole podstawowej, mają mocno "przeładowany" plan zajęć – mówi mi Katarzyna Wyszyńska, psycholog i pedagog. – Mało tego. By dogonić program biorą korepetycje. Ale żeby być przygotowanym do lekcji, czyli mieć w zeszycie odrobione zadanie domowe, do późnej nocy siedzą przy podręcznikach. Nie ma czasu na rozwijanie pasji, zainteresowań. Koło się zamyka – tłumaczy.
Dzieci w większości nie cierpią prac domowych. Ktoś mógłby spytać: Co to za argument? Okazuje się, że podstawowy. Nauka jest najbardziej efektywna i najlepiej przygotowuje dzieci do życia w coraz prędzej zmieniającym się świecie wtedy, kiedy jest dobrowolna, oparta o wewnętrzną motywację, ciekawość i radość odkrywania i poznawania świata. Każde dziecko rodzi się z potrzebą i pragnieniem rozwoju, których nie trzeba na dzieciach wymuszać, a wystarczy jedynie podsycać i wspierać. Niestety praca domowa jest jednym z najskuteczniejszych sposobów na zniszczenie tej wewnętrznej motywacji do rozwoju. CZYTAJ WIĘCEJ
Stein w swoim tekście przypomina także o badaniach, które potwierdziły, że praca domowa wcale nie poprawia wyników w nauce. Wręcz przeciwnie. Dzieci uczą się chętniej i bardziej efektywnie w szkołach, w których z prac domowych zrezygnowano całkiem. Dzieciaki siadają wtedy do książek dobrowolnie, pchane wewnętrzną potrzebą zgłębienia tematów, które je najbardziej zainteresowały. Mają też czas na rozwijanie swoich pasji.
– Niestety nie usłyszy ode mnie pan tego, co chciałby usłyszeć – zaczyna rozmowę ze mną pani Aneta, nauczycielka matematyki z 20-letnim stażem. Chciałem dowiedzieć się, jak sprawę prac domowych postrzega druga strona sporu. – Dzieci nie są "przeładowane" pracą domową, jeśli mają czegoś za dużo to tylko Facebooka i Kwejka – tłumaczy. – Nie są przeciążone pracami domowymi, tylko zwyczajnie leniwe – dodaje.
Może warto poszukać wzorca za granicą. Na przykład w Niemczech. W tamtejszych szkołach podstawowych prace domowe nie są obowiązkowe. Ale bardzo rozwinięty jest program, który ma zadanie zachęcać uczniów, by sami sięgali do książek, interesowali się tym, czego uczą się w trakcie lekcji.