Za dużo kobiet w policji? "Na niektórych stanowiskach się sprawdzają, ale na ulicy są nieskuteczne"

Aż 77 proc. policjantów jest zdania, że w służbach mundurowych zatrudnionych jest zbyt wiele kobiet.
Aż 77 proc. policjantów jest zdania, że w służbach mundurowych zatrudnionych jest zbyt wiele kobiet. Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Aż 77 proc. policjantów uważa, że w mundurze chodzi zbyt wiele kobiet. Nie radzą sobie w sytuacjach wymagających użycia siły, są zbyt delikatne i boją się konfrontacji – twierdzą funkcjonariusze. Prawda jest niepoprawna politycznie i dlatego trzeba ją zamieść pod dywan. – To przesada. Słaby psychicznie i fizycznie kandydat niezależnie od płci nie zostanie przyjęty do pracy w służbach – mówi naTemat policjantka z szesnastoletnim stażem.

Typowa polska policjantka ma 30-40 lat, wyższe wykształcenie i sześcioletni staż pracy. W spódnicy chodzi już przynajmniej co siódmy funkcjonariusz, bo w 2011 roku liczba policjantek przekroczyła 13 tysięcy. "Tak jak koledzy, z którymi pełnią codzienną służbę, muszą być twarde, mieć silny charakter i dużą odporność na stres" – piszą o kobietach w mundurze autorzy strony policja.pl.



Tymczasem z ankiety przeprowadzonej wśród polskich funkcjonariuszy wynika, że aż 77 proc. z nich uważa, że w policji służy zbyt wiele kobiet. Nietrudno odgadnąć, skąd się bierze ta niechęć. Zaledwie miesiąc temu do jednej z redakcji wpłynął anonimowy list policjanta, który tłumaczył, dlaczego według niego liczbę kobiet w służbach mundurowych powinno się ograniczyć.

"Są nieudolne i nikt z nimi nie chce pracować"
"Pamiętam, kiedy u nas w patrolu pojawiła się pierwsza kobieta. Proszę mi wierzyć - na każdej odprawie, gdy naczelnik wyznaczał pary patrolowe, wśród nas była grobowa cisza. Nikt nie chciał się wychylać, aby za karę nie dostać do pary policjantki" – pisał autor listu. Według niego obecność kobiety podczas interwencji przeszkadza w skutecznym przeprowadzeniu akcji, bo unika się wtedy obezwładnienia agresora. Z tego też powodu do niektórych wezwań wysyła się patrol z drugiego końca miasta, byleby tylko uniknąć angażowania w zespołów żeńskich i mieszanych.

Józef Partyka, rzecznik NSZZ Policjantów twierdzi, że to błąd. – Jeżeli ktoś podejmuje taką decyzję, powinno się postarać o wydalenie go ze służby – mówi w rozmowie z naTemat. I dodaje, że policjanci mają obowiązek jak najszybszego reagowania na wezwanie, więc na interwencje powinny być wysyłane patrole znajdujące się najbliżej miejsca zdarzenia. – Nie ma znaczenia, czy w patrolu znajduje się kobieta, czy nie – podkreśla.

Autor anonimowego listu nie twierdzi, że kobiet w policji w ogóle powinno nie być. "Ja uważam, że policjantki są potrzebne" – pisał. "Jednak nie w takiej ilości jak obecnie. Bo ile jest spraw z nieletnimi o gwałty czy przemoc w rodzinie? Oczywiście zdarzają się policjantki, które nadają się również na patrole uliczne. Ja niestety spotkałem ich bardzo niewiele".

"Kruszynki i modeleczki" czy "baby z jajami"?
Józef Partyka podkreśla, że niechęć do kobiet w policji nie ma charakteru generalnego. Na niektórych stanowiskach kobiety sprawdzają się lepiej od mężczyzn i nikt tego nie neguje. – Policjantki są bardzo skuteczne w sprawach dotyczących nieletnich, uzależnień, rodziny. Świetnie też sobie radzą w wydziale dochodzeniowo-śledczym – wymienia rzecznik NSZZP.

Według niego nie zmienia to jednak faktu, że mężczyźni są bardziej efektywni w strukturach siłowych. – Rozmawiałem kiedyś na ten temat z panią Jarugą-Nowacką. Powiedziała mi, że ona broni praw kobiet, ale nie miałaby nic przeciwko temu, żeby na liczbę funkcjonariuszek pracujących w terenie nałożyć procentowe ograniczenia. W końcu to bezpieczeństwo obywatela jest najważniejsze – mówi Partyka.

Oczywiście sztuczne ograniczanie liczby policjantek pracujących w służbach nie ma wielkiego sensu. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby zwykłe podniesienie wymogów sprawnościowych stawianych przed kandydatami. Wówczas w policji pracowałyby tylko te kobiety, które siłą i możliwościami fizycznymi w niczym nie ustępują mężczyznom.

– Zadania dla kandydatów obu płci powinny być takie same – mówi Józef Partyka. – Powinno się określić minimalny wzrost, masę, możliwy do podniesienia ciężar. Powstały już pierwsze uzgodnienia międzyresortowe, które zapowiadają zmiany. Teraz przy rekrutacji do policji będzie można uzyskać więcej punktów za sprawność fizyczną – wyjaśnia rzecznik. Może problem wysyłania na interwencje "kruszynek i modeleczek", o których pisał anonimowy policjant w swoim liście, zostanie wkrótce wyeliminowany.

Kobieca strona służby
Kobiety zaczynające pracę w policji wiedzą, że wybrały zawód tradycyjnie męski, i że w związku z tym nie będzie im łatwo. Nie tyle ze względu na indywidualne predyspozycje, co na atmosferę w środowisku pracy. Olga Grądzka przepracowała w służbach szesnaście lat, ale początki pamięta doskonale. – Mój szef powiedział mi, że żeby zostać zaakceptowaną przez kolegów, muszę pokazać się od jak najlepszej strony: jako lepsza, inteligentniejsza, silniejsza fizycznie – wspomina. – Nieprzyjemnych komentarzy oczywiście nie da się uniknąć, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto wytknie, że "kolejna zamiast do garów to w mundur". Ale zapewniam, że to przejściowe. Taka próba ustalenia hierarchii w stadzie - dodaje.

Według Olgi Grądzkiej ocena policjantek jako słabszych i delikatniejszych jest często motywowana kulturowo. – Kiedy moja koleżanka zaczynała służbę, koledzy z patrolu dostali od szefa zadanie: mieli jej pokazać, jak powinni się zachowywać policjanci wobec klientów. Z zaznaczeniem, że wszystko ma się odbyć "z kulturą, bo to kobieta" – opowiada policjantka. – W trakcie patrolu trafił się pijany, który po zaprowadzeniu na komisariat miał dmuchnąć w alkomat. Policjanci bardzo elegancko, zgodnie z zaleceniem szefa, nakłaniali go, żeby "zechciał dmuchnąć w ustnik". Pan wykazywał duży opór, opędzał się i przeklinał. Policjanci nie dali się wyprowadzić z równowagi. Pierwsza nie wytrzymała właśnie koleżanka, która znudzona sytuacją wrzasnęła: "dmuchasz, baranie, czy nie?!". Klient potulnie dmuchnął, bo, jak sam powiedział, "pani umiała poprosić".

Olga Grądzka doskonale wie, że w sytuacji zmuszającej do użycia siły mężczyzna mierzący 195 centymetrów będzie miał łatwiej, niż kobieta o drobnej budowie ciała. – Ale właśnie po to jesteśmy szkolone, żeby sobie radzić we wszystkich sytuacjach. Oprócz budowy fizycznej liczy się także technika – zaznacza. Sama trzykrotnie wyjeżdżała na misje międzynarodowe, których większość kobiet pracujących w policji unika. – Na tych wyjazdach poznałam wielu funkcjonariuszy z różnych krajów, spędzaliśmy ze sobą sporo czasu. Zauważyłam, że my, kobiety, dużo lepiej radzimy sobie z rozłąką z bliskimi i bardziej rozważnie reagujemy w sytuacjach zagrożenia.

Mniej agresji, mniej przemocy
Policjantka przyznaje jednak, że z niektórymi sytuacjami, z którymi zetknęła się w pracy, psychicznie radziła sobie gorzej od kolegów. – Bardziej niż oni angażowałam się emocjonalnie, a co za tym idzie, silniej przeżywałam stres – mówi. Z drugiej strony niektórzy uważają, że większa "wrażliwość" policjantek może być ich największą zaletą. Olga Grądzka jest zdania, że w przypadku interwencji to właśnie funkcjonariuszki mają większe szanse na pokojowe rozwiązanie sytuacji. – W moim odczuciu najlepszym rozwiązaniem są patrole mieszane. Dają większe pole manewru – dodaje.

Józef Partyka zapatruje się na tę sprawę mniej optymistycznie. – W konfrontacji z naprawdę agresywną osobą żadna empatia nie pomoże – przekonuje. – Napastnikowi jest najzwyczajniej w świecie wszystko jedno, czy patrol jest mieszany, męski czy żeński. Dla niego ten w mundurze to po prostu gliniarz, któremu trzeba przywalić.

Trwa ładowanie komentarzy...