
W raporcie wywiadu z poligonu w Ohrdrufie zastanawia informacja o zbiorniku z ciekłym tlenem, niepotrzebnym do przeprowadzenia eksplozji ładunku uranowego, a koniecznym przy bombie powietrznej, którą Niemcy nazwali Schwere Luft. Opracował ją dr Mario Zippermayr (Zippermayer?), Austriak zatrudniony w Technische Akademie der Luftwaffe.
Znajdowaliśmy się w potężnym schronie, dwa kilometry od testowanego materiału o niewielkiej objętości, ale wielkiej sile wybuchowej odpowiadającej 560 tonom dynamitu. […] W promieniu 1200 metrów uwiązano psy, koty oraz kozy, na powierzchni lub w jamach wykopanych w ziemi. Widziałem wiele wybuchów, w tym największy w 1917 r., gdy wysadziliśmy francuskie okopy za pomocą 300 ton dynamitu, ale to, co przeżyłem podczas tej próby, było przerażające.
To był ryczący, grzmiący, wyjący potwór z falami błyskawic. Huragan przerodził się w falę gorąca tak wielkiego, że myślałem, że zostaniemy uduszeni. Wszystkie zwierzęta na powierzchni i w jamach zostały zabite.
Hitlerowcy nie użyli tej broni, choć podobno przygotowania były bardzo zaawansowane. Ponoć w ostatnich tygodniach wojny przywieźli duży ładunek bomb paliwowo-powietrznych i złożyli je w podziemnym kompleksie o kryptonimie „Ouarz”, budowanym od kwietnia 1944 r. w pobliżu austriackiej miejscowości Melk.
W kwietniu 1945 r. specjalny odział amerykański, w ramach operacji ALOS (poszukiwanie niemieckich naukowców i dokumentacji technicznej), dotarł do miasteczka Haigerloch w południowych Niemczech, gdzie w jaskini u podnóża zamkowego wzgórza odkryto niedokończony reaktor atomowy. Na tej podstawie wysnuto fałszywy wniosek, że skoro Niemcy nie zdołali uruchomić reaktora, to nie mogli zbudować bomby. To był błąd.