Grupa naTemat

Wydawca podręczników masowo pozywa użytkowników "Chomika". Internauci: Sposób na biznes, sami prowokują do udostępnienia

Pozwy i wezwania do zapłaty za udostępnienie materiałów do nauki języków obcych
Pozwy i wezwania do zapłaty za udostępnienie materiałów do nauki języków obcych Fot. Chomikuj.pl
Dom wydawniczy Longpress z Cieszyna żąda po 3,5 tys. zł od użytkowników Chomikuj.pl, którzy nielegalnie udostępnili "zachomikowane" materiały do nauki języków obcych. Nie płacą – sprawa trafia do prokuratury, a policja rekwiruje komputery. "To cwaniacy wykorzystujący prawo autorskie. Nie zarabiają na książkach, więc prowokują do udostępnienia plików, a potem wyciągają kasę" – oskarżają internauci, którzy czują się w tej sprawie poszkodowani.

Przedsądowe wezwania do zapłaty spływają na poczty użytkowników "Chomika" co najmniej od kilkunastu miesięcy. Schemat działania firmy Longpress, która wydaje materiały do nauki m.in. języka angielskiego, włoskiego i francuskiego, zawsze jest ten sam.

Najpierw firma windykacyjna w mailu informuje "podejrzanego", że nielegalnie rozpowszechnia on na Chomikuj.pl konkretny plik i domaga się zapłaty odszkodowania na rzecz wydawnictwa (najczęściej od 2,5 do 3,5 tys. zł). Jeśli adresat takiej wiadomości nie da się przekonać, wysyła następną, w której mowa jest o tym, że nie udało się "ugodowo rozwiązać sporu", więc złożone zostanie do prokuratury powiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

O tym, co dalej, piszą komentujący na forumprawne.org. "Wczoraj policja zabrała mi 4 komputery za to, że niby moja mama rozpowszechniała książkę do nauki niemieckiego", "Zapukała do mnie policja z nakazem prokuratora od Longpress i poprosiła o laptopa. Wcześniej dostawałem listy z pogróżkami od Najlepszej Windykacji [firma, która występuje w imieniu wydawnictwa - red.]", "Jak na razie policja przesłuchała mojego tatę, który nie miał pojęcia, że taki portal istnieje i tym bardziej ja, że posiadam konto. Książka wydawnictwa Longpress znalazła się na nim, choć nie jestem pewna, jak i kiedy".

Nieświadomy oskarżony
"Nielegalne rozpowszechnianie" polega właśnie na tym, że ktoś "zachomikował" dla siebie plik z materiałami wydawnictwa (co jest legalne), a potem udostępnił go innym. Z tym udostępnianiem sprawa nie jest jednak ewidentna. "Nieświadomie plik ten trafił do folderu, który nie był zablokowany przed udostępnieniem i w ten sposób zostałem posądzony o naruszenie praw autorskich" – pisze jeden z "chomikujących".

Nie trzeba nawet pobierać książki na dysk. Wystarczy, że jest w folderze "zachomikowane", który nie jest zabezpieczony hasłem lub zablokowany dla innych użytkowników. Potem dany internauta dowiaduje się od firmy windykacyjnej, że z jego konta pobrało ten plik np. 20 osób. Czyli - nielegalne rozpowszechnianie.

Jaki finał mają takie sprawy, które kierowane są do prokuratury? – Rożnie. Większość, czyli około kilkadziesiąt, jest w toku. W części zdarzały się odmowy wszczęcia postępowania – kwituje w rozmowie z naTemat Małgorzata Borkowska, rzeczniczka Prokuratury Rejonowej w Cieszynie. Z wpisów na forumprawne.org można się dowiedzieć, że wielu użytkowników "Chomika" płaci odszkodowanie w strachu przed ewentualnym procesem.

"Gdyby nie ta prowokacja..."
Niektórzy piszą jednak wprost, że to, co robi Longpress, to według nich wyłudzanie pieniędzy. "Firma znalazła sobie sposób na biznes. Ich książkę, której nikt nie chciał kupować, opatrzyła prawami autorskimi i wypuściła w świat, na portal Chomikuj.pl, gdzie jest możliwość śledzenia, kto i gdzie go udostępnia. Plik znajduje się w folderze 'zachomikowane' i nikt nie jest w stanie odnaleźć go w kilku tysiącach innych plików" - komentuje internauta podpisany jako "Andrzej Wójcik". Zwraca też uwagę, że firma windykacyjna zarejestrowana jest pod tym samym adresem, co dom wydawniczy.

Pojawiają także oskarżenia o prowokację. To dlatego, że część użytkowników przed całą sprawą otrzymała prywatne wiadomości od nieznanych osób z propozycją wymiany: jeśli prześlą pierwszą część książki, którą "zachomikowali", dostaną drugą, której nie ma na Chomik.pl. Ktoś, kto zaakceptował taką ofertę, chwilę później dostawał maila od firmy windykacyjnej.

"Setki osób dostało taką samą wiadomość na Chomiku. Najczęściej autorem była Honorata, potem Seba i cholera wie, kto jeszcze. Wszystkie otrzymały potem maila z żądaniem zapłaty. Gdyby nie ta prowokacja, to nie byłoby w ogóle sprawy" – pisze forumowiczka "Bella_Bella".

Chciałem zapytać o te podejrzenia szefa firmy Longpress, Zbigniewa Krzempka. Nie odpowiedział na prośbę o rozmowę, przesłał tylko do naTemat oświadczenie:

W związku z podjętą przez pana próbą skontaktowania się ze mną (…) pragnę zważyć, co następuje: wszystkie postępowania prowadzone przez prokuraturę dotyczą niezgodnego z prawem rozpowszechniania podręczników w wersji elektronicznej za pośrednictwem sieci komputerowej Internet.

Po wpisaniu w przeglądarkę Google wyrazów "deutsch direkte methode chomikuj" lub "italiano metodo diretto chomikuj" nadal można odnaleźć na portalu chomikuj.pl książki z katalogu wydawniczego Longpress. Dostęp do plików jest publicznie dostępny, co w rozumieniu prawa autorskiego jest ich rozpowszechnianiem wbrew warunkom ustawy i woli uprawnionego.

W związku z faktem, że karalne jest nieuprawnione, publiczne rozpowszechnianie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zmuszony jestem odmówić jakichkolwiek dalszych komentarzy w sprawie.


Z użytkownikami walczyć łatwiej niż z "Chomikiem"
Wojciech Bergier, specjalista od prawa autorskiego, komentuje w rozmowie z naTemat, że działania wydawnictwa może i mogą budzić wątpliwości, ale są w pełni legalne. Podkreśla też rolę samego serwisu Chomikuj.pl, bo, jak można się przekonać, użytkownicy nie do końca wykorzystują dostępne możliwości techniczne. – Wprawdzie administratorzy bardzo wyraźnie wskazują, że ci, którzy się wymieniają plikami, muszą brać pod uwagę prawa autorskie, ale na podstawie bieżącej obserwacji powinni ostrzegać przed ewentualnymi konsekwencjami prawnymi konkretnych działań – zaznacza.

– Sprawa jest ciekawa, bo z samym Chomikuj.pl jeszcze nikt nie wygrał. Natomiast dużo łatwiej jest złapać konkretnego użytkownika, co najwidoczniej wydawnictwa w końcu zaczęły wykorzystywać – dodaje.

Z samego "Chomika" płynie przekaz dokładnie taki, jak mówił Bergier.
– Chomikuj.pl jest serwisem hostingowym, a zatem oferujemy narzędzie do przechowywania i udostępniania plików. Ocena dotycząca sporu między dysponentami praw autorskich a tymi, którzy korzystają lub udostępniają nieautoryzowane pliki, nie należy zatem do naszych kompetencji. Nie zmienia to jednak faktu, że przyglądamy się każdej tego typu sprawie i analizujemy ją. Tak, żeby jeszcze skuteczniej edukować naszych Użytkowników w zakresie praw autorskich, a jednocześnie odpowiadać na potrzeby wydawców – odpowiedział rzecznik serwisu Rafał Skwiot.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
InternetKsiążki
Skomentuj