Mężczyźni decydują tylko, jakie piwo kupić. Kobiety – o całej reszcie. I nie ma w tym nic dziwnego

W domowych decyzjach mężczyźni są stłamszeni przez kobiety.
W domowych decyzjach mężczyźni są stłamszeni przez kobiety. Fot. Shutterstock
Polskie kobiety rządzą w swoich domach. Mężczyźni samodzielnie decydują tylko o tym, jaką markę piwa kupić. Resztę decyzji dotyczących zakupów podejmują w polskich domach w większości kobiety. To nic nowego, uważają socjologowie. – Od zawsze było tak, że 90 proc. decyzji konsumenckich podejmowały kobiety – mówi socjolożka Katarzyna Stadnik. Polskie pary razem decydują dopiero o tym, jaki wziąć kredyt, jakie konto w banku założyć i gdzie pojechać na wakacje.

"Od zawsze" to długo. Przynajmniej od czasu powstania społeczności zbieracko-łowieckich, uważa socjolożka Katarzyna Stadnik z UMK w Toruniu. – To dotyczy zarówno zakupów robionych na co dzień – kobieta po prostu lepiej wie, co jest w lodówce – ale też większych, jak samochód czy telewizor – wyjaśnia badaczka, autorka książki "Anielice i diablice".



Historycznie było tak – to kobiety zapewniały rodzinie jedzenie na co dzień i dbały o klan. Mężczyzna raz na jakiś czas przyniósł bawołu. – Ewolucyjnie to zostało w naszych mózgach. To mało powszechna wiedza, ale w społecznościach zbieracko-łowieckich kobiety zapewniały 80 proc. utrzymania, jedzenia. To się przekłada na współczesność – tłumaczy Katarzyna Stadnik.

Pralki i laptopy zamiast korzonków i jagód
To, że w dalszym ciągu kontynuujemy role, które przypisane nam zostały tysiące lat temu, potwierdzają badania przeprowadzone na zlecenie domu mediowego Lowe Media. Mechanizm jest taki sam, tyle tylko, że teraz zamiast zbierania jagód i korzonków, zbieramy nieco trwalsze dobra. Na 54 kategorie produktowe, tylko w 9 można mówić o dominującym wpływie mężczyzn.

Ostatnim bastionem samodzielności decyzyjnej mężczyzn są kategorie ściśle technologiczne (aparaty fotograficzne, telewizory, laptopy, tablety, dostęp do internetu i decyzje dotyczące samochodu w zakresie zakupu i utrzymania).

raport przygotowany na zlecenie lowemedia

– Najbardziej zaskoczyło nas to, że kobiety są decydentkami nawet w kategoriach męskich, gdzie mają wpływ pośredni – mówi dyrektor zarządzająca Lowe Media Ewa Góralska. – Potwierdziło się kilka hipotez z naszych badan etnograficznych, że wraz ze wzrostem zamożności par wprowadzane są coraz bardziej partnerskie wzory – dodaje.

W wielu przypadkach owo partnerstwo to jedynie ładnie brzmiący slogan stosowany głównie nie tyle w praktyce, co dyskursie medialnym. W praktyce wygląda to tak, że w polskich domach wciąż "rządzą" kobiety, które podtrzymują więzi rodzinne, zajmują się domem i podejmują decyzje dotyczące zakupów, mężczyzn nierzadko traktując jak kolejne dziecko.

Jedni badacze, jak socjolog prof. Tomasz Szlendak, uważają, że prowadzi to do postępującego zagubienia mężczyzn w świecie, który już nie do końca należy do nich. Inni, jak dr Agata Stanisz, autorka książki "Rodzina made in Poland", że w takiej domowej izolacji jest im całkiem wygodnie. – Niby chcemy partnerstwa, ale kobiety same nie dopuszczają mężczyzn do prowadzenia domu i swoich zajęć, przez co oni czują się niepotrzebni – uważa Katarzyna Stadnik.

Kobiety nie chcą oddać domu
Mężczyźni sami już nie wiedzą, gdzie się podziać: kobiety przebojem wchodzą w sfery do tej pory zarezerwowane dla mężczyzn, nie opuszczając jednocześnie domowego centrum dowodzenia. Zmniejsza się więc sfera publiczna, w której mężczyzna może się wykazać, a ta domowa pozostaje we władaniu kobiety, społecznie predestynowanej do zawiadywania w domu. – Kobiety zdobywają sferę publiczną, ale tej intymnej, domowej nie oddają, mężczyźni nie mają więc gdzie się wykazywać – uważa badaczka.

Tym sposobem kobiety stały się rekinami na smyczy, a mężczyźni – leniwymi maskotkami, jak pisze prof. Szlendak w swojej książce "Leniwe maskotki, rekiny na smyczy. W co kultura konsumpcyjna przemieniła mężczyzn i kobiety". Mężczyźni, uważa socjolog, w pewnym sensie utknęli na mieliźnie, na którą pchnęła ich emancypacja kobiet.

Prof. Tomasz Szlendak

Jest bardzo wielu mężczyzn w krajach rozwiniętych, których można określić mianem 'mężczyzn na mieliźnie'. Jeśli mężczyzna się nie kształci, to albo mało zarabia albo nie ma pracy. W takiej sytuacji mamy mężczyzn, którzy się do związków nie nadają, i kobiety, które nie chcą się z takimi mężczyznami wiązać. W Polsce jest duży odsetek takich mężczyzn, którzy mają niskie różnie pojęte kapitały. A takich mężczyzn kobiety nie chcą. (...) Konflikt płci nakręcają media. Mężczyźni gubią się w tym świecie" CZYTAJ WIĘCEJ

źródło: "Polska The Times"

Z poglądem, że mężczyźni nie potrafią się odnaleźć w coraz bardziej kobiecym świecie, nie zgadza się dr Stanisz, która gruntownie przebadała wiele polskich rodzin, a swoje obserwacje zawarła w książce "Rodzina made in Poland". Co zaobserwowała? Że w domach faktycznie rządzą kobiety, które traktują mężczyzn jak dzieci i osoby niekompetentne w kwestiach dotyczących rodziny. Nie uważa jednak tego ani za zwycięstwo modelu matriarchalnego, ani sytuację, która mężczyzn uwiera.

– To dowód na to, że nasze społeczeństwo jest społeczeństwem "patriarchizującym". Kulturowo mężczyźni i kobiety mają przypisane inne role. Takie tradycyjne wyobrażenie nadal funkcjonuje, dlatego do to królestwo kobiety. Współczesna Polka żyje w poczuciu pewnego rozdarcia – między życiem rodzinnym, domem a sferą publiczną, w której też chce się realizować – mówi dr Stanisz.

"Ja zrobię to lepiej"
Jednocześnie infantylizujemy mężczyzn, uważając, że nie potrafią tak dobrze jak kobiety zająć się domem, podtrzymywaniem więzi rodzinnych i dziećmi. Na poziomie deklaracji mamy więc partnerstwo, w życiu – dyskryminację, kiedy mężczyzna idzie na urlop tacierzyński. Czy to odzieranie z męskości? – Wręcz przeciwnie, to podkreślanie różnych ról kobiety i mężczyzny – mówi badaczka. A Katarzyna Stadnik dodaje, że to niekoniecznie infantylizacja – raczej ewolucyjne schematy, które mamy wdrukowane.

Dochodzi do schizofrenii tożsamościowej, bo kobieta deklaruje, że chciałaby, by jej partner bardziej aktywnie uczestniczył w życiu domu, a jednocześnie przeświadczona o tym, że wszystko zrobi lepiej, nie dopuszcza go do różnych obowiązków. Nie jest jednak tak, że mężczyźni są z tego powodu nieszczęśliwi. – Wśród tych rodzin, które badałam, mężczyźni nie byli nieszczęśliwi, mieli po prostu mniej obowiązków. Dla nich to jest wygodne, jeśli się ich nie dopuszcza do jakichś zajęć, które uważane są za niemęskie. To jest ok – tłumaczy dr Stanisz. Zaznacza jednak, że jej wnioski dotyczą głównie rodzin, w których mężczyźni byli w średnim wieku lub starsi.

Katarzyna Stadnik uważa, że wymaganie od mężczyzn deklaracji partnerstwa przy jednoczesnym niedopuszczaniu ich do obowiązków, bo "ja i tak zrobię to lepiej", sprawia, że kobiety same wpadają we własną pułapkę. – Kobiety trochę same sobie trzymają tę smycz, bo z jednej strony są wykształcone, robią karierę, realizują się, z drugiej – chcą księcia, który zapewni im zasoby. Tyle tylko, że ten hipotetyczny książę chciałby takiej księżniczki, która patrzy na niego z uwielbieniem, i pozwala od czasu do czasu wbić gwóźdź – mówi Katarzyna Stadnik.

Ania z mamą w kuchni, Jaś na rowerku
Wpadanie w stereotypy, z którymi i współczesna kobieta, i mężczyzna usiłują sobie poradzić, zaczyna się w dzieciństwie, kiedy dziewczynka ma pomagać mamusi w kuchni, a chłopiec – jeździć na rowerku. 15 lat później ta dziewczynka będzie przekonana, że lepiej sprząta, gotuje, pierze i zajmie się dzieckiem – bo przecież chłopiec w tym czasie jeździł na rowerku!

"Gdyby przyleciał na naszą planetę hipotetyczny mieszkaniec jakiejś innej, to nie zrozumiałby zapewne, dlaczego tak się uparliśmy, aby podkreślać różnice między kobietami a mężczyznami, którzy w jego oczach wyglądaliby identycznie poza nieznacznymi wypustkami mięsnymi, wiszącymi u każdej z płci w nieco innych miejscach. No cóż, jesteśmy tak podobni do siebie, a tak te nieznaczne różnice podkreślamy, ponieważ na nich wszędzie na świecie opiera się całe życie społeczne!" – powiedział prof. Szlendak w innym wywiadzie.

Tych różnic i wynikających z nich trudności we wprowadzaniu partnerstwa w życie nie ma jednak co ukrywać. – Czasem jestem pytana na konferencjach, jak mogę mówić o różnicach między kobietami i mężczyznami – wszak jesteśmy równi! To, że istnieją różnice w budowie mózgu i reakcjach, to dziś fakt. Feminizm ewolucyjny bierze je pod uwagę, a to, że one występują, nie determinuje tego, że ktoś jest lepszy, a ktoś iny – gorszy – uważa Katarzyna Stadnik. I dodaje: ja też jestem feministką, ale nie chodzi o pokazywanie kobiety tylko jako silnej, wyzwolonej. Pokazywać trzeba też tę inną stronę. I może nie dziwić się, że jedyną kategorią, w której dominującymi nabywcami są mężczyźni, jest piwo. Bo to zaczęło się na długo przed tym, jak słowo "feminizm" i "dyskryminacja" zaczęło być odmieniane przez wszystkie przypadki.

Trwa ładowanie komentarzy...