Popadnięcie w długi oznacza w Polsce utratę większości przyjaciół.
Popadnięcie w długi oznacza w Polsce utratę większości przyjaciół. Fot. Shutterstock.com

– Ludzie zachowują się jakbym miał trąd. Jakbym zarażał czymś, co sprawi, że komornik zaraz i do nich zapuka – słyszę od dłużników. Nad Wisłą nie lubimy mieć takich ludzi wśród przyjaciół. W ogóle wolimy zadłużonych nie widzieć i o nich nie słyszeć. Jak tłumaczy psycholog dr Leszek Mellibruda, głównie dlatego, iż podświadomie wiemy, że nie trzeba wiele, byśmy sami stracili orientację w tych wszystkich ratach i znaleźli się w identycznym położeniu.

REKLAMA
O długach piszę w naTemat co jakiś czas od ponad roku. W Polsce musimy o tym mówić głośno, bo w końcu z roku na rok żyje w nich coraz więcej z nas. Z najnowszych danych raportu InfoDług wynika, że zadłużeni Polacy zalegają łącznie z ponad 40 mld zł, a długi ma już 2 338 833 obywateli. Rekordowe zobowiązania wobec wierzycieli ma pewien mieszkaniec Mazowsza, który zalega aż na 111 mln zł. "Przeciętny Kowalski" jest zadłużony na ok. 17 tys. zł.
Dłużnicy to nowi trędowaci
- Nasze pokolenie, które tak chętnie zaciąga kredyty będzie miało z naprawdę wielki problem - alarmował więc Bolesław Sameryt, szef Praskiego Centrum Pomocy Bliźniemu „Monar – Markot", z którym rozmawialiśmy o tym, jak łatwo otrzeć się dziś o bezdomność. A 20-latek, którego długiem jeszcze niedawno było tylko parę złotych u kumpli, żalił się tymczasem, że w ułamku sekundy nieświadomie odziedziczył gigantyczne długi zmarłego ojca. Bo życiowa nieporadność starszego pokolenia, które wpędza w długi swoje dzieci, to zagrożenie równie wielkie, co zbyt łatwo udzielane kredyty.
We wszystkich tych dramatycznych rozmowach z dłużnikami, które przeprowadziłem w minionym roku zawsze pojawiała się jedna wspólna dla wszystkich kwestia. To ostracyzm spotykający tych, którzy popadli w problemy finansowe. - Od nikogo znajomego już nie pożyczę. Wielu z nich ma do mnie uraz, że tyle razy im długo nie oddawałem i nawet się do mnie nie odzywają. A Bóg mi świadkiem, ja nie chciałem nikogo skrzywdzić - zapewniał mnie jeden z pierwszych w naszym kraju członków ruchu Anonimowych Dłużników.
Nagłe osamotnienie w trudnej sytuacji finansowej nie zawsze jest jednak spowodowane niechęcią do wspierania przyjaciela finansowo. Zadłużeni żalą się, że grono znajomych drastycznie zmniejsza się, gdy tylko na jaw wychodzą problemy. Uciekają nawet wtedy, gdy nikt nie prosi ich o pożyczkę. Od ludzi, którymi interesują się windykatorzy i komornicy stroni się dziś niczym od chorych na jakąś niezwykle zaraźliwą chorobę.
Masz długi? Milcz!
Szczególnie nie popłaca więc otwarte mówienie o trudnej sytuacji finansowej. Przekonał się o tym wspomniany wcześniej Jarek, który pół roku temu był jednym z bohaterów mojego materiału o zadłużeniu odziedziczonym po rodzicach. Ku przestrodze dla innych, wrzucił wtedy link do materiału na swój temat na Facebooka. Część znajomych, którzy nie mieli wcześniej pojęcia o jego zadłużeniu, wyszydziła go już w sieci. Inni zaczęli udawać, że nie poznają go na ulicy.
- Ludzie zachowują się jakbym miał trąd. Jakbym zarażał czymś, co sprawi, że komornik zaraz i do nich zapuka. Ja mówiłem o swoich kłopotach otwarcie, by może uchronić kogoś przed podobnym nieświadomym odziedziczeniem długów. Tymczasem rodzice mojej dziewczyny, gdy dowiedzieli się, że o moich długach wie teraz jeszcze więcej osób niż wcześniej, robią nam tylko większe problemy - żali się mój rozmówca.
Dlaczego zadłużonych traktujemy niczym roznosicieli śmiertelnego wirusa? Nie dziwi to specjalizującego się się w problematyce psychologii finansów i biznesu dr. Leszka Mellibrudę. - Osoba będąca w długach zawsze będzie w naszych oczach trefna. Ona podświadomie "pachnie" nam kilkoma niebezpieczeństwami. Przede wszystkim, obawiamy się, że zadłużony będzie jednak w pewnym momencie chciał zapożyczyć się i u nas. Tymczasem chętnie udzielamy przyjaciołom pomocy, gdy wystarczy pocieszać dobrym słowem, ale nie, kiedy potrzebne jest wejście w zupełnie inne relacje - tłumaczy.
Problem leży też w podświadomości tych, którzy sami mają długi lub czują, że grozi im podzielenie tego losu . W czasach, gdy powszechnie zaciąga się kredyty absolutnie na wszystko, mowa więc... o większości z nas. - Ostracyzm towarzyski wobec zadłużonych przyjaciół to niestety typowo polskie zachowanie, które wiąże się z naszym stosunkiem do kredytu. Niby wiemy, że wszystko w takim sposobie finansowania marzeń jest w porządku, ale wolimy nie dopuszczać do siebie myśli, że przez wzięcie kredytu można mieć też wielkie kłopoty - wyjaśnia dr Mellibruda.
Przyjaciele nie zastąpią rodziny
Psycholog nie ma wątpliwości, że odsunięcie od siebie zadłużonych przyjaciół w żaden sposób nie może być narzędziem motywującym ich do wyjścia z trudnej sytuacji. - To zawsze jest tylko i wyłącznie pogorszenie sytuacji. Badania na temat osób, które zaciągają pożyczki w różnego rodzaju firmach je oferujących wskazują, że dominujące emocje przy podpisywaniu takich umów kredytowych to lęk i strach. Kiedy jesteśmy więc odrzuceni przez otoczenie, te uczucia tylko się potęgują. I otwiera się prosta droga do reakcji depresyjnych, które mogą kończyć się nawet próbami samobójczymi - alarmuje specjalista.
Dr Leszek Mellibruda podkreśla jednak, że choć na tle innych nacji Polaków cechuje właśnie to, że zbyt łatwo chcemy, by z naszych oczu zniknął zadłużony przyjaciel, to w przeciwieństwie do Zachodu mamy inną siłę, w której w najtrudniejszych sytuacjach można szukać pomocy. - W Polsce prawdziwa potęga to wsparcie rodzinne. Bardzo często rodziny nad Wisłą utrzymują więc tych, którzy popadli w finansowe tarapaty. Tym się znacznie różnimy od innych narodów, które coraz częściej zostawiają bliskiego samemu sobie, by osiągnął osobiste dno.